sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Wyjadacze w supermarketach

Dodano: 3 stycznia 2002, 18:38

Duże sklepy, wypełnione po brzegi wszelkimi dobrami –
to prawdziwy raj. Nie tylko dla tych, którzy mają pieniądze
i lubią kupować. Także dla tych, którzy chcą po prostu coś przekąsić. Za darmo. Nic prostszego. Wystarczy aktywnie uczestniczyć w akcjach promocyjnych, połączonych
z degustacją produktów.
– Trudno mi powiedzieć, czy korzystający z degustacji robią to częściej z chęci spróbowania nowego produktu czy chcą się po prostu najeść – powiedziała nam Dorota F., pracująca
w firmie promocyjnej. – Przecież ich o to nie zapytam. Jednak twarze niektórych klientów są mi znajome. Widzę ich dość często.

Pracownica innej firmy, organizującej promocję we Wrocławiu, ma bardziej szczegółowe obserwacje.
– Kiedyś przez dwa tygodnie stałam przy półkach z różnymi produktami – opowiada. – Zauważyłam, że jest pewna grupa, która do sklepu przychodzi wyłącznie na degustacje.

Łatwo ich odróżnić od zwykłych klientów

Najczęściej nawet nie zawracają sobie głowy oglądaniem towarów na półkach. Biorą koszyk – i lecą w kierunku darmowego jedzenia. Przychodzą codziennie, co już świadczy samo za siebie. Bo normalny człowiek nie robi każdego dnia zakupów w supermarkecie. Supermarket jest od tego, żeby kupić dużo i naraz.
Nie wiadomo, ilu z nich robi to z biedy, a ilu z nawyku, że jak dają – trzeba brać... – Dlaczego? – zdziwił się pan w średnim wieku, którego zapytaliśmy, czy tak bardzo mu smakuje kawa, że pije już trzeci kubek. – Przecież jest za darmo, to trzeba korzystać. – A pani nie wie, że teraz emerytowi ledwie starcza na chleb, a cóż dopiero mówić o prawdziwej kawce – dodaje inny. – A tak człowiek przejdzie się po sklepach, tu uszczknie, tam spróbuje i przynajmniej poliże luksusu.

Śledzimy staruszkę

Staruszka wygląda na osobę po siedemdziesiątce. Jest schludna, ale jej ubranie pamięta zapewne czasy Gierka. Wchodząc do „Hita” nie bierze, wzorem większości klientów, wielkiego wózka na zakupy. Poprzestaje na małym koszyku. Nawet nie rzuca okiem na towar z mijanego stoiska z warzywami. Zatrzymuje się dopiero przy pierwszych półkach. Tam uśmiechnięta dziewczyna częstuje klientów koreczkami z winogron. Staruszka bierze jeden, zjada, wchodzi między półki. Po chwili wraca, znowu bierze owoc. Kilkanaście metrów dalej inna panienka uśmiecha się zapraszająco. Tym razem mamy próbować nowych kubków Knorra. Jednorazowe kubeczki z żółtawą breją są maleńkie, takie na dwa łyki. Babcia wypija jeden i najwyraźniej ma ochotę na drugi. Nie wiedzieć jednak czemu – rezygnuje. Powoli podąża dalej. Jest bezpieczna. Lady z produktami do degustacji są dość oddalone od siebie. Nikt nie zauważy, że kursuje od jednej do drugiej. Podczas półgodzinnej wizyty w hipermarkecie staruszka zjadła: dwa owoce winogron, kubek zupy, kilka kąsków chleba posmarowanego różnymi rodzajami topionego sera, kilka kawałków wędliny. Wypiła sok z marchewki dla dzieci. W jej koszyku znalazł się jedynie kilogram cukru. Normalnie po taki zakup nie byłoby sensu iść do supermarketu, stać w ogromnej kolejce do kasy. Ale w tym przypadku sens był – staruszka przyszła tu po to, żeby coś zjeść. Niewiele tego było, ale niejednemu starczy za cały obiad...

Kradzież z natychmiastowym spożyciem

Śledzona przez nas kobieta była przynajmniej uczciwa. Niczego nie kradła – tylko korzystała z poczęstunku. Wśród klientów supermarketów jest jednak wielu, którzy nie za bardzo przejmują się zasadami dobrego obyczaju. Częstują się sami, chociaż nikt ich do tego nie zaprasza. Największym powodzeniem cieszą się bakalie. Zwykle w dużych samoobsługowych sklepach wystawione są w koszach. Klienci sami nakładają je do torebek. Wielu z nich, zanim cokolwiek zapakują – próbują. Czasem jeden orzeszek, kilka rodzynek, a czasem całą garść.
– To zwykła kradzież – powiedział nam ochroniarz z jednego z wrocławskich hipermarketów. – Czasem wzywamy policję do takich „wyjadaczy”. Ale z nimi jest największy problem. Jak udowodnić tego rodzaju kradzież, skoro skradziony towar znajduje się już w żołądku? Mimo to dochodziło już do spraw w sądach o kradzież ze spożyciem na miejscu.
Dotyczy to zwłaszcza nieletnich. O każdym wykroczeniu nieletniego policja ma obowiązek zawiadomić sąd dla nieletnich. Bywa jednak, że nieletniemu uda się wywinąć i sąd sprawę umorzy. Tak było w przypadku pewnego nastolatka, oskarżonego przez obsługę hipermarketu o zjedzenie na miejscu kilograma bananów. Sąd uznał, że nie ma na to żadnych dowodów. Zeznania sklepowego detektywa, który opowiadał o podejrzanym zachowaniu chłopca – to jeszcze za mało. Nie znaleziono także przy domniemanym złodzieju skórek. Faktem jest, że na zapleczu sklepu, po zatrzymaniu przez ochronę, chłopak się przyznał. Później jednak to odwołał, tłumacząc, że się przestraszył i przyznałby się do wszystkiego. Ale nie jest prawdą, że „próbujący” to tylko dzieci. Dorośli także bardzo często zachowują się w ten sposób. Bywały wypadki, że chowając się za półkami panowie wypijali całkiem spore ilości alkoholu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO