wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Wyjątkowo trudna historia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 stycznia 2006, 13:05

Po południu poszła do cmentarnej kaplicy. Spytała księdza, czy samobójstwo z miłości jest grzechem. Spytała też, czy kobietę, która zabiła się z miłości wolno pochować w grobie ukochanego? Ja bym pochował powiedział ksiądz.

Wróciła do grobu. Tuż przed zachodem słońca strzeliła sobie w serce. Tak zmarła Janina, druga żona Jana Arnsztajna, ukochanego syna lubelskiej poetki, Franciszki Arnsztajnowej.
Franciszka była autorką sześciu sztuk i właścicielką kamienicy przy ul. Złotej 2 w Lublinie. Tej samej, której zdjęcie zrobione przez Józefa Czechowicza widnieje na okładce książki Hanny Krall "Wyjątkowo długa linia”.
Choć książkę wydano dwa lata temu i zdążyła już rozsławić Lublin po całym świecie, to Hanna Krall przyjechała do naszego miasta dopiero teraz. I wcale by nie przyjechała, gdyby nie ksiądz arcybiskup Józef Życiński.

Telefon

Hanna Krall, mistrzyni reportażu. W 1977 r. ukazała się jej najsłynniejsza książka "Zdążyć przed Panem Bogiem”, będącą autorskim zapisem rozmów przeprowadzonych z Markiem Edelmanem, lekarzem i ostatnim żyjącym dowódcą powstania w getcie warszawskim.
Hanna Krall, tragicznie związana z Lublinem. - Na Majdanek przyjeżdżała z matką. Teraz przyjeżdża sama. Co rok. Incognito. Jej ojciec zginał na Majdanku albo w Bełżcu. Nie ma całkowitej pewności - wyjaśnia Robert Kuwałek z Muzeum Miejsce Pamięci w Bełżcu.
Ale po wydaniu "Wyjątkowo długiej linii” długo nie chciała przyjechać. Choć zapraszało ją wielu: Muzeum Lubelskie, rektor UMCS... aż zadzwonił ks. abp Józef Życiński.
Wtedy przyjechała.

Rewolwer

- Tuż przed zachodem słońca strzeliła sobie w serce. Celnie strzeliła, jeden raz, z pamiątkowego rewolweru legionisty Jana Arnsteina. Nie ma przeszkód do pochowania ciała, stwierdził ksiądz w "akcie o śmierci nr 19”. Pochowano ją w grobie ukochanego - czytała spokojnym głosem w auli Metropolitalnego Seminarium Duchownego Hanna Krall.
Na sali cicho. Nikt nie rozmawiał, nikt nie bawił się komórką.
Wszyscy słuchali.
- Z tym rewolwerem to było tak: pani Krall zadzwoniła i spytała, z jakiego rewolweru zastrzeliła się Janina. Nie wiedziałam - wspomina Ewa Łoś, kierownik Muzeum Literackiego im. Józefa Czechowicza w Lublinie, której tak wpisała się Krall: "Pani Ewie Łoś, która o bohaterach tej książki wie wszystko, lub prawie wszystko”. - Jak to pani nie wie? Bardzo się wtedy zdziwiła.

Ulica

Pytam Hannę Krall dlaczego Lublin? Dlaczego Złota 2?
- To najtrudniejsze pytanie. W książce nie podaję adresu. Ale i tak wiadomo, że chodzi o kamienicę, która w wieku XIX przeszła na własność małżeństwa Arnsztajnów, Franciszki i Marka. Ona, lubelska poetka zafascynowana Czechowiczem. Jej mieszkanie: salon literacki. I ta niezwykła historia miłości...
Jedna z dwóch żyjących dawnych mieszkanek tej kamienicy opowiedziała Hannie Krall historię o młodym lekarzu Janie Arnsztajnie. Żona mu umarła, a kochanka zastrzeliła się na jego grobie.
- Brzmiało to nieprawdopodobnie, jak początek podwórzowej ballady. Ale wnuk lekarza potwierdził, że owszem, wszystko prawda - mówi o książce Krall.

Duch

Po raz pierwszy Hanna Krall przyjechała do Lublina na przełomie 2002 i 2003 roku. Muzeum Czechowicza mieściło się wtedy jeszcze w dworku Wincentego Pola.
- Prosiła, żeby zachować jej wizytę w tajemnicy. Szczególnie jej cel. Nie powiedziała, że pracuje nad książką. Poprosiła o wiersze Arnsztajnowej. Zaraz zaczęła je czytać. I wyraźnie była zawiedziona ich poziomem. "To nie są najlepsze wiersze” powiedziała - relacjonuje Ewa Łoś.
Pięć minut później Krall spytała, czy może sfotografować wiersze.
Może.
Krall wyciągnęła małą cyfrówkę i... aparat się zaciął. Nie chciał zrobić zdjęcia. "To dlatego, że pani obraziła ducha poetki” stwierdziła Ewa Łoś.
"To ja Cię bardzo przepraszam Franciszko” szepnęła Krall.
Aparat zaczął robić zdjęcia.

Przyjaźń

Kochał poezję i chłopców. Ubierał się niedbale. Nie umiał tańczyć. Jadał proste potrawy, a lubił słodycze. Na balu prasy zjadł przez noc pięćdziesiąt jeden pączków i wypił trzy butelki słodkiego wina - pisze o Czechowiczu Krall.
- Wyobrażałam sobie, jak Franciszka siedzi u szczytu stołu w mieszkaniu przy Złotej 2. Była głucha. Sięgała do torby po bakelitową rurę. I kazała do niej głośno mówić poecie. Fascynowała mnie ich przyjaźń - mówi autorka "Wyjątkowo długiej linii”.
- Pytała mnie o związki między Franciszką Arnsztajnową i Józefem Czechowiczem. Ciekawiło ją, czy to była przyjaźń, czy coś więcej - opowiada Ewa Łoś.

Suknia

Była w szpitalu dowiedziała się przyjaciółka.
Podobno umarła na tyfus.
Podobno wyzdrowiała.
Podobno wyjęła zaszyty w poduszce Krzyż Polonia Restituta.
Przypięła krzyż.
Podobno powiedziała: strzelajcie! - czytamy w rozdziale: "Franciszka Arnsztajnowa. Decyzja”.
Kunszt Krall błyszczy jak diament.
Błyszczy światłem odbitym od losu zapomnianej lubelskiej poetki, córki żydowskiego kupca z Tykocina, która porzuca żydowskiego Boga dla chrześcijańskiej wiary. Znajome poetki znajdują jej bezpieczne mieszkanie pod Warszawą. I decyzja: Pójdzie do getta. Dlaczego? Żeby być ze wszystkimi.

Jakby...

Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN do dziś pamięta, kiedy pierwszy raz powiedział Hannie Krall, że ma listę lokatorów kamienicy przy ul. Złotej 2.
- To był przełom w pisaniu "Wyjątkowo długiej linii”. Piękny pejzaż o losach dwojga poetów zyskał ramę. Postanowiła napisać o reszcie mieszkańców - mówi Pietrasiewicz.
- Zgadza się. W losach tej kamienicy jak w soczewce skupiają się tragiczne losy ludzi ginących w obozach - mówi Krall.
- Postawiła pomnik Arnsztajnowej, Czechowiczowi i naszemu miastu - dodaje Pietrasiewicz.
A ja po spotkaniu z Krall mam wrażenie, jakby Franciszka Arnsztajnowa wciąż gdzieś była. Jakby nie została zamordowana w warszawskim getcie. Jakby siedziała w pustym dziś mieszkaniu przy Złotej 2.
- Niech pan pozdrowi dzisiejszego właściciela kamienicy. To było duże mieszkanie. Prawie 260 metrów - z zadumą wspomina Krall. - Może warto zrobić tam teatrzyk i salon literacki?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!