środa, 16 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wystawa zamknięta w szafie

Dodano: 12 czerwca 2009, 11:09

Kiedy spacerują ulicą Złotą, ludzie oglądają się za nimi. Zawsze nienagannie ubrani na nostalgiczną nutę, schodzą do podziemi Muzeum Czechowicza. Zapraszają na kawę przyjaciół i oprowadzają ich po wystawie. Zamkniętej w szafie.

Krzysiek Matacz i Paweł Mełgieś z LO nr 19 w Lublinie są zakręceni inaczej. Zamiast na dyskotekę chodzą do kawiarni. Nie interesują się sportem, ale noszą zegarki z dewizką. Oglądają stare fotografie i żyją wśród ludzi, których nie ma. Jak w "Umarłej klasie” Tadeusza Kantora.

I jest im z tym dobrze.

XIX wiek

Jak to się zaczęło? - Lubię chodzić w garniturze z kamizelką. W kamizelce jest kieszonka na zegarek z dewizką - mówi Krzysiek Matacz.

- W podziemiach Muzeum Czechowicza odkryłem miejsce urządzone na XIX wiek. Zobaczyłem szafę, w której były zamknięte drobiazgi. Srebrne kieliszki, butelka z rossolisem, wyprodukowanym przed wojną w Łańcucie. Pomyślałem, że można by w niej pokazać rodzinne pamiątki - dodaje Paweł Mełgieś.

Czego tu nie ma?

Schodzimy do podziemi włoskiej kamienicy, w której mieści się Muzeum Czechowicza. Chłopaki wyciągają ze skrytki ozdobny kluczyk i przekręcają go w zamku. Drzwi starej szafy skrzypią cichutko. Ze starego patefonu słychać Ordonkę.

Co można zobaczyć na wystawie zamkniętej w szafie?

- Są tu pamiątki rodzinne sięgające II połowy XVIII stulecia (grosz Augusta III Sasa). Dworku moich dziadków już nie ma, ale zachowała się książka Robinson Crusoe z 1883r., poezje J. Słowackiego 1911r. i podręcznik do nauki języka angielskiego z 1923 r. -wylicza Paweł.

Na półkach leżą monety i banknoty (1000 marek polskich 1917 r., 20 marek polskich 1917 r., 100 zł z 1934 r, 500 marek niemieckich z 1922 r.), dokumenty należące do dziadków i pradziadków (legitymacje ubezpieczeniowe i indeksy studenckie). Na wieszaku stojącym przy szafie wisi umundurowanie. Wśród odznaczeń są Order Odrodzenia Polski III i V klasy, Krzyż Walecznych z 1920 r, Krzyż niepodległości z mieczami, Krzyż Oświęcimski i Złoty Krzyż Zasługi. Ponieważ Paweł interesuje się odznaczeniami, do rodzinnych pamiątek dorzucił z moich prywatnych zbiorów Virtuti Militari II klasy i ordery z II i III Rzeszy niemieckiej.

To tylko fotografie

Na fotografiach zebranych przez Krzyśka i Pawła widać ludzi. Na jednej: uśmiechniętą młodą kobietę spacerująca przez Stare Miasto w Lublinie. - To moja babcia. Zdjęcie ma w sobie coś magicznego, zatrzymuje czas, przybliża ubiory, miasto z tamtych lat - opowiada Krzysiek Matacz.

- Jest to piękne i przerażające, że możemy zobaczyć ludzi, którzy od wielu dziesięcioleci nie żyją, a na fotografiach nadal są piękni, młodzi i pełni życiowego optymizmu - dodaje Paweł.

- A to zegarek kieszonkowy mojego pradziadka ze strony babci. To jedyna rzecz, jaka została po tej osobie i ma dla mnie wielką wartość sentymentalną - mówi Krzysiek.

- Ci ludzie zatrzymali się w czasie. To jest przerażające, jak ten czas szybko mija. Wiem, że nas to samo czeka - mówi z zadumą Paweł.

Wspomnienie Krzyśka

Moja prababcia to Marianna Balzak, a pradziadek Wojciech Bulzak. Mieszkali na wsi o nazwie Zastów Polanowski. Osiem kilometrów od Kazimierza Dolnego. Pomiędzy dwoma rzekami: Chodelką oraz Wisłą jest "Krowia wyspa”, gdzie pradziadkowie jak i dziadkowie wypasali bydło.

Nad wsią góruje skarpa. Rozpościera się z niej przepiękny widok na zamek janowski oraz na obydwie rzeki. Przy dobrej pogodzie można dostrzec w oddali góry Świętokrzyskie. Na miejscu zachowały się rodzinne posiadłości: chałupa, stodoła, kuchnia polowa, obora.

Prababcia wyrabiała masło w maselnicy, przędła wełnę na kołowrotku, robiła sery. Pradziadek zajmował się wypasem oraz uprawą ziemi. Do tej pory pamiętam, jak prababcia siedziała przygarbiona w kuchni letniej i gotowała rosół z dopiero co oporządzonej kury. W lecie spała nad oborą. Wspinała się po drabinie na poddasze, układała dopiero co skoszone siano i zasypiała.

O moim dziadku Janie Bulzaku wiem więcej. W czasie wyzwolenia Lubelszczyzny przez Sowietów chodził do szkoły. Widział, jak ze skarpy Sowieci ostrzeliwali niemieckie pozycje. Po szkole podstawowej szkolił się na krawca. Służył w wojsku, następnie pracował w rodzinie żydowskiej jako krawiec. Na Starym Mieście w Lublinie. Później pracował w Lubgalu, gdzie poznał swoją żonę, a moją babcię Lucynę Sokołowską. Na stałe zamieszkał w Lublinie, gdzie doczekał się dwójki dzieci.

Wspomnienia Pawła

Chciałbym przestawić moją rodzinę:
Paweł Mełgieś (1991) - [syn Krzysztofa i Anny Mełgieś]
Krzysztof Mełgieś (1963) - [syn Mariana i Marii Mełgieś]
Anna Mełgieś(1959)- [córka Wojciecha i Krystyny Chmielewskich]
Marian Mełgieś (1933-1992) - [syn Stanisława(1907-1991) i Wandy Mełgieś(1913-1988)]
Maria Mełgieś (1928) - [córka Dymitra i Stefanii Słyszko (1891-1956)]
Wojciech Chmielewski (1937) - [syn Dominika (1912-1977) i Janiny Chmielewskich(1911-1983)]
Krystyna Chmielewska (1936-1986) i Danuta Cyza (1939) - [córki Stanisława(1905-1948) i Magdaleny Kosek (1909-1995)]
Dymitr Słyszko (1899-1940) - [syna Mikołaja (zm.1939) i Pelagii Słyszko (zm.1939)]
Zdzisław Cyza (1932-2002) - [syn Władysława i Genowefy]
Dominik Chmielewski [syna Władysława i Feliksy Chmielewskich (1876-1955)]
Stanisław Mełgieś [syn Jakuba(1867-1936) i Zofii Mełgieś]

- Choć wydaje się, że to czysta wyliczanka, to wypisując ich z imienia i nazwiska oddaję hołd tym, których nie ma. Zostali na fotografiach - mówi Paweł.
Niestety, rodzinny dwór w miejscowości Krzywowierzba nie miał tyle szczęścia. - Zostało lustro, maselnica, fundamenty i klamka, którą trzymam jak relikwię - mówi Paweł. - Reszta zniknęła w odmętach PRL-u.

To tylko złoty krzyż zasługi

Na wystawie zamkniętej w szafie błyszczy Virtuti Militari II klasy; najwyższy polski order o tradycji sięgającej roku 1792. Po letnich poszukiwaniach i "polowaniach” udało się go Pawłowi kupić i umieścić na honorowym miejscu w szafie.

Z fotografii uśmiechają się do Krzyśka i Pawła ludzie, którzy żyli 100 lat temu. - Są dalej piękni i młodzi - mówi Krzysiek, a Paweł wyciąga Złoty Krzyż Zasługi. - To najcenniejszy przedmiot z wystawy. Należał do mojego dziadka Mariana Mełgiesia, którego nie miałem okazji bliżej poznać, bo zmarł w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1992 r. Miałem wtedy niespełna rok i trzy miesiące. Dziadka znam z opowieści babci Marysi, która nieraz opowiadał mi o nim. Ten krzyż nie ma dużej wartości kolekcjonerskiej, bo w okresie PRL-u wybito ich strasznie dużo, lecz dla mnie ma ogromna wartość sentymentalną - kończy Paweł.

Wyciąga rzeźbiony kluczyk i zamyka wystawę. Drzwi starej szafy skrzypią cichutko.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!