niedziela, 25 czerwca 2017 r.

Magazyn

Z Lublina na Antarktykę. Jak się żyje w Polskiej Stacji Antarktycznej?

Dodano: 1 kwietnia 2017, 13:52
Autor: pab

Polarnicy pracujący w Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego mają słup, na którym oznaczają odległość do miejsc, z których pochodzą. Jest też Lublin. Oddalony od stacji o 14 645 kilometrów.

Polska Stacja Antarktyczna imienia Henryka Arctowskiego powstała w 1977 roku. Znajduje się na półkuli południowej w archipelagu Szetlandów Południowych, na wyspie Króla Jerzego zaliczanej do klimatycznej strefy morskiej Antarktyki. Na stacji prowadzone są badania w dziedzinie oceanografii, geologii, geomorfologii, glacjologii, meteorologii, sejsmologii i przede wszystkim biologii i ekologii.

Już po raz trzeci pracuje tu pani Joanna Spryszak z Lublina. O tym niezwykłym miejscu usłyszała od męża koleżanki. Musiał ciekawie opowiadać, bo pani Joanna postanowiła spróbować. – Moja przygoda w Antarktyce zaczęła się tak po prostu. Wysłałam aplikację, a potem dostałam telefon czy chcę jechać. Nie była to łatwa decyzja ale trafiona – pisze pani Joanna.

Pani Joanna spędza na stacji kończące się już lato, czyli pięć miesięcy. Do tego czasu trzeba jeszcze doliczyć podróż w obie strony. Tym razem na szczęście odbywała się samolotem. Poprzednie dwie były statkiem, a to trwało w sumie 40 dni.

Jak wygląda życie w Polskiej Stacji Antarktycznej? – Całkiem normalnie, każdy polarnik ma swoje zajęcia, obowiązki które wykonuje. Ja jestem kucharzem i pracę zaczynam najwcześniej gdy wszyscy jeszcze drzemią. Śniadanie jest o 8, zawsze trzeba przygotować coś na ciepło, potem obiad i deser, a o 19 kolacja.

Główny mieszkalny budynek stacji kształtem przypomina samolot i tak na niego mówią polarnicy. Mieszkają w nim zimownicy, czyli osoby, które spędzają tu cały rok. Pani Joanna też tam mieszka, bo to blisko do kuchni. – Jest duża świetlica, stół na posiłki, telewizor, żyje się wygodnie – opowiada. – Wszystko działa tu na prąd, wytwarzany przez agregaty.

Z panią Joanną kontaktujemy się przez internet, ale nie jest to takie łatwe, bo łącze jest bardzo słabe. Przesłanie każdego zdjęcia zajmuje bardzo dużo czasu.

– Nie jest tu ciężko wytrzymać. Trochę brakuje zakupów, rodziny. W moim przypadku córki mam już samodzielne. Najtrudniejsze pożegnanie było za pierwszym razem, kiedy statek odpływał z Gdyni.

Antarktyka to przede wszystkim niesamowita przyroda. – Cała Antarktyka jest piękna, malownicza. Najbardziej lubię patrzeć na lodowce, które inaczej wyglądają w pochmurny dzień a inaczej w słońcu. Od tego błękitnego koloru aż trudno oderwać wzrok.

– Zwierzęta są bardzo dzikie, nie wolno ich dotykać. Słonie morskie na początku lata wychodzą na brzeg, żeby wydać potomstwo, a teraz zbierają się w duże grupy żeby wylinieć. Gdy przyjeżdżamy pod koniec listopada to na Pingwinisku są już pingwiny białookie i białobrewe z czerwonymi dziobami. Potem lęgną się młode, hałasują i szybko rosną. Trochę dalej są pingwiny antarktyczne – opisuje pani Joanna. – Często na brzegu można spotkać śliczną fokę Weddella. Jeśli ktoś ma szczęście to może też zobaczyć lamparta. I to jest prawdziwe przeżycie.

W tej chwili zamknięty już został nabór na kolejną wyprawę, która będzie od września 2017 roku do listopada 2018. Każdy uczestnik zanim zostanie zakwalifikowany przechodzi szczegółowe badania, a potem szkolenie.

26 lutego w Polskiej Stacji Antarktycznej obchodzono 40-lecie założenia. A trzy tygodnie temu z koncertem w stacji wystąpił... Adam Nowak, lider zespołu Raz Dwa Trzy, który był jednym z członków ekspedycji Trzy Sztuki. Był to pierwszy w historii artystyczny rejs jachtem żaglowym polskich twórców do Antarktyki.

Pani Joanna Spryszak pisze o swojej kuchni i życiu na Polskiej Stacji Antarktycznej na blogu Gotowanie na końcu świata.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (3 kwietnia 2017 o 14:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Naukowcy powinni sie dzielić obowiązkami. Posiłki należy wykonywac solidarnie, a nie zrzucac ten kawał roboty na barki Lublinianki.... Chyba, ze smacznie gotuje.... Taste for Life!
Rozwiń
Gość
Gość (2 kwietnia 2017 o 18:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Na Zamek Królewski w Lublinie jest dokładnie 14466,49 km. :)
Rozwiń
Gość
Gość (2 kwietnia 2017 o 18:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Z lubelskiego jest jeszcze Gołąb (pierwszy z góry).
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!