poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Żadnych polek-rock'n'rollek

Dodano: 20 lutego 2009, 14:12

Kasia Nosowska jest autorką największej niespodzianki ostatnich miesięcy. Podwójnej. Najpierw piosenkopisarka i wokalistka zaskoczyła wszystkich wiadomością, że wyda album z coverami numerów napisanych przez Agnieszkę Osiecką.

Longplay, choć niełatwy w odbiorze, od kilku tygodni utrzymuje się na pierwszym miejscu listy bestsellerów fonograficznych.

Nosowska jest od dawna zafascynowana autorką "Małgośki” i jej twórczością. - Nie sposób nie usłyszeć piosenki z tekstem Agnieszki Osieckiej, mieszkając w naszym kraju. Moment spotkania z jej twórczością musi nastąpić wcześniej czy później.

U mnie nastąpił wcześniej, mam wrażenie, że znam ją od zawsze. Jako dorosła osoba łaknęłam wszelkich informacji o wszystkim, co się z nią wiąże. Oglądałam filmy dokumentalne, kupowałam książki... - opowiada wokalistka grupy Hey. - Gdy słuchałam piosenek z jej tekstami, to miałam nadzieję, że dowiem się z nich jeszcze więcej. Osiecka mnie ciekawiła, inspirowała jako postać.

Propozycja

W czerwcu ubiegłego roku organizatorzy XI edycji konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej” zwrócili się do Nosowskiej z propozycją, by wystąpiła z recitalem piosenek Osieckiej w koncercie galowym w Teatrze Roma. Dostarczyli wokalistce 80 kawałków, z których miała wybrać około 10. - Trudno się było zdecydować. Słuchałam tych utworów po kolei, robiłam listę i okazało się, że niewiele odrzuciłam. Po kilku próbach scedowałam wybór na Marcina Macuka, który miał te utwory aranżować - mówi Nosowska.

Macuk, który wcześniej współpracował z wokalistką przy tworzeniu albumu "UniSexBlues”, przyjął ważne kryterium. - Piosenki muszą pasować do charakteru Katarzyny. To nie mogą być polki-rock'n'rollki - podkreśla aranżer i producent. A Nosowska przyznaje: Nie lubię wesołych piosenek, również tych z tekstami Osieckiej, sorry. Oczekiwałam tylko, żeby te piosenki mnie poruszały. Musiałam je poczuć.

Koncert

15 września odbył się koncert. - Gdy skończyliśmy, byłam ekstremalnie szczęśliwa. Podchodziły różne osoby, na przykład kompozytor Adam Sławiński, starszy, niesamowicie elegancki człowiek, który powiedział, że nie wyobrażał sobie, że jego kompozycje można podać w takiej odsłonie. Pani Magda Umer powiedziała, że się wzruszyła - wspomina Nosowska.

Jeszcze tego samego wieczoru wokalistka i jej producent zdecydowali, że "pociągną” temat Osieckiej dalej i zarejestrują album z jej piosenkami. - Stwierdziliśmy, że szkoda, gdyby cała praca włożona w przygotowanie aranżacji, ujrzała światło dzienne tylko jednorazowo - uzasadnia Nosowska. Macuk dodaje: Wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko, że jeśli nie zrealizujemy tego do końca roku, to ze względu na nasze inne zobowiązania sprawa przepadnie. Wiązało się to też z zachowaniem waloru grania na żywo. Zarejestrowania materiału w zupełnie inny sposób, niż zwykle.

Talizman

Nagrania powstały ekspresowo. Instrumentaliści spędzili w studiu cztery dni. Wokalistce praca zajęła pięć dni. - To był ogromny wysiłek emocjonalny i fizyczny. Mam poczucie, że bardzo ciężko pracowałam. Nie jest tak, że z powodu napiętych terminów coś tam sobie pyknęłam. To uczciwie nagrana płyta - zaznacza artystka.
Partie wokalne powstały we wrocławskim studiu Fonoplastykon, gdzie Nosowska - podobnie jak przy nagrywaniu "UniSexBlues” - pracowała z Marcinem Borsem.

- Od czasu tamtej płyty Marcin jest mi niezbędny do tego, by śpiewać. Jest moją maskotką, misiem, talizmanem. Dostałam chyba starczego, wokalistycznego odjazdu - żartuje wokalistka. - To jedyny człowiek, który w momencie, gdy się poddaję, potrafi wziąć mnie za kudły i przeciągnąć na drugą stronę, tam, gdzie kryją się ciekawe barwy i emocje.

Płyta

Nosowska jest bardzo zadowolona, że zdecydowała się na album poświęcony Osieckiej. - Interpretacje cudzych tekstów to nowe terytorium, na które wkroczyłam. I spodobało mi się to. Aranżacje, poszerzenie instrumentarium, ogólny klimat w dużym stopniu odbiega od moich dotychczasowych propozycji. Raczej nie widzę siebie śpiewającej za dziesięć lat agresywnego rocka, naszpikowanej botoksem, w skórzanej mini. W związku z tym z radością odkrywam dźwięki i brzmienia, które mogłyby pasować do starszej pani.

Nosowska o piosenkach

Na całych jeziorach ty

Ta piosenka jest po prostu ultrapiękna. Jedna z moich faworytek. Fani oryginału postrzegają ją w kategoriach świętości, miałam sygnały, że nie powinnam się porywać... Ale pomyślałam, że nie byłoby mowy o postępie w sztuce, gdybyśmy wychodzili z założenia, że czegoś nam nie wolno. Słyszałam wykonanie Hanny Banaszak: ona śpiewała wesoło, wręcz frywolnie. A dla mnie to strasznie smutny tekst. O trudnej miłości, o całkowitym się w niej zatraceniu, aż do utraty tożsamości. Mam wrażenie, że wiele tekstów Osieckiej interpretuję zupełnie inaczej, opacznie.

Nim wstanie dzień

Bałam się tej piosenki. Pan Edmund Fetting doprowadza mnie barwą swojego głosu do obłędu. Myślałam, że nie ma innego wyjścia, jak siąść okrakiem na czołg i poczuć się jak Janek, Gustlik albo Grigorij. Okazało się jednak, że metodą na ugłaskanie utworu było skorzystanie z doświadczeń wakacyjnych. Wyobrażenie sobie, że jedziemy pustynią w stanie Nevada. Coś jak film drogi, a ja czule opowiadam historię... Trzeba się było oderwać od wojny, od patosu.

Kokaina

W wykonaniu Krystyny Sienkiewicz to po prostu prawdziwa perełka. Poza tym, tytuł prowokuje skojarzenia, wydaje mi się, że należy go czytać dosłownie.

Uroda

W oryginale ten utwór jest niesamowitym odjazdem. Kiedy go posłuchałam, zapragnęłam zapoznać się szerzej z twórczością Wandy Warskiej.

Zielono mi

Miałam już kiedyś przygodę z "Zielono mi”, tamta wersja ukazała się na płycie charytatywnej "Ladies” Fundacji Porozumienie Bez Barier. Uważam jednak, że nowy aranż brzmi znacznie ciekawiej, śpiewałam do niego jak natchniona. Utwór jest przepiękny, ale też według mnie dwuznaczny.

Uciekaj, moje serce

Miałam duże wątpliwości. W tym utworze łatwo się otrzeć o klimat restauracyjny. Trzeba było do tego podejść bystrze, tak jak zrobił zespół. Dzięki jego pracy i dzięki zachętom Marcina Borsa, mogłam całkowicie wymazać z głowy stereotyp związany z tą piosenką.

Na kulawej naszej barce

Już w oryginale ten utwór robi wrażenie, Maryla Rodowicz śpiewa go w nietypowy dla siebie, łagodny sposób... Dla mnie brzmi to bardzo dołująco, a w naszej wersji już ekstremalnie dołująco. Mam prywatną listę utworów na zaświaty, ten zdecydowanie się na nią łapie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!