piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Zaginął kiedy wracał ze szkoły. Spędził pięć dni i nocy w studzience

Dodano: 17 stycznia 2017, 18:38

Szukało go pół miasta, oprócz rodziców i znajomych także wojsko i milicja. Sprawdzono każdy zakamarek – z wyjątkiem jednego...

10 marca 1980 roku lubelskie gazety opublikowały komunikat ówczesnej milicji o zaginionym 5 marca dziecku – 8-letnim Irku z Czechowa. Oprócz fotografii chłopca podano jego szczegółowy rysopis oraz opis ubioru.

Zboczeniec a może wampir?

5 marca chłopiec wracał ze szkoły. To mniej więcej kilometr od jego domu. Kiedy lekcje kończył wcześniej, tak jak tego dnia, nie szedł prostu do domu, tylko do swojej cioci, gdzie czekał na powrót rodziców z pracy. U cioci w bloku przy ul. Kurantowej się jednak nie pojawił. Początkowo rodzice podejrzewali, że spotkał się być może z jakimś kolegą. Szukali go także u rodziny i znajomych. Bezskutecznie. Wieczorem zrozpaczeni i pełni obaw rodzice powiadomili milicję.

Do poszukiwań chłopca zaangażowano również wojsko oraz funkcjonariuszy ORMO (Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej). Pomagali również mieszkańcy Czechowa. W akcji brało udział ponad 800 osób. Milicjanci odwiedzili wiele mieszkań na /Czechowie, informując o zdarzeniu. Dzień w dzień zaglądali w każdy zakamarek, każde zarośla na Czechowie.

Do akcji włączono nawet śmigłowiec oraz psy tropiące. Mimo to nie natrafiono na najmniejszy ślad chłopca. Prowadzący poszukiwania mieli szczegółowy opis ubioru Irka, wiedzieli, jak wyglądał jego tornister, co było w środku. Nikt niczego nie widział, nie słyszał, ani śladu po garderobie, czy też tornistrze.

Kolejne dni poszukiwań nie napawały optymizmem. O zaginionym chłopcu mówili i dyskutowali wszyscy. Zaczęły się pojawić wkrótce plotki o grasującym w mieście zboczeńcu. Szeptano również, że to robota wampira. Niektórzy rodzice, w trosce o swoje pociechy, odprowadzali je do szkoły i zabraniali popołudniami wychodzenia z domu. Trzeciego dnia poszukiwań ktoś puścił informację, że odnaleziono zwłoki zamordowanego chłopca. Milicja zdementowała tę pogłoskę. W mieście czuło się jednak atmosferę strachu i niepewności.

Artykuł premium
lub wykup pełny dostęp do portalu:
Prenumerata
30 dni
koszt: 10,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 30 dni
Prenumerata
90 dni
koszt: 25,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 90 dni
Prenumerata
180 dni
koszt: 40,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 180 dni
Prenumerata
360 dni
koszt: 70,00 zł
  • Nielimitowany dostęp do artykułów premium
  • Czas trwania: 360 dni
Czytaj więcej o: historia Lublin Czechów
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (18 stycznia 2017 o 09:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pamiętam tą sytuację. Też wtedy wracałem z lekcji w klubie ABC. Tyle było dzieci, że w SP34. Nie było miejsca. To była studzienka na rogu Kiepury/Chęcińskiego przy moście. Fatalnie bo na lekkim wzniesieniu. Jak porównam to jak się dziś na dzieci chucha do tego jak się kiedyś bawiliśmy na permanentnej budowie to mnie skóra cierpnie. Swoją drogą teraz tyle ludzi gnie lub podobno jest porywanych a kiedyś jeden i taka był akcja to myślę że to były bezpieczniejsze czasy
Rozwiń
Gość
Gość (18 stycznia 2017 o 07:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie rozumiem po co ten odgrzewany kotlet z 1980r.???????
Rozwiń
Gość
Gość (17 stycznia 2017 o 23:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
jebać te wasze dostepy do artykułów złodzieje
Rozwiń
pb88
pb88 (17 stycznia 2017 o 22:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Użytkownik niezarejestrowany napisał:
Kto i jak go tam znalazł? Nie mam dostępu do pełnego artykułu, więc może ktoś zorientowany napisze.
Znalazł go jego rówieśnik, który był na spacerze z babcią i psem. Ten pies zaczął się dziwnie zachowywać przy tym miejscu, gdzie była studzienka, ten chłopiec tam spojrzał i zaobaczył tego zaginionego Irka siedzącego w studzience. Zaczłą krzyczeć, że tam siedzi jakiś chłopak. Usłyszał go mieszkaniec pobliskiego bloku, który chwilę później przyszedł w to miejsce, ale nie był w stanie sam wyciągnąć tego Irka. Dlatego poszedł po pomoc i z innym lokatorem wyciągnęli tego dzieciaka ze studzienki. Ten Irek potem trafił do szpitala, był odwodniony i wycieńczony, ale ogólnie nic mu się nie stało.
Rozwiń
G
G (17 stycznia 2017 o 19:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kolega w jego wieku na spacerze z psem usłyszał krzyki. Nic mu się nie stało
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!