niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Magazyn

Zakręcony interes

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 kwietnia 2007, 15:42

Wesołe miasteczka wymierają. Teraz dzieci to tylko komputery… A kiedyś było całkiem inaczej. Multum ludzi. Śmiech, zabawa. Było dobrze. Oj, było bardzo dobrze.

Plac tuż przy jednej z lubelskich stacji benzynowych. Na nim kilka karuzel. Jedna z łabędziami. Druga taka, co wywraca ludzi do góry nogami. Dalej stoi duża łańcuchowa. Oprócz tego ciuchcia, samochodziki, zamek strachu, strzelnica.
- A tu my mieszkamy - Rudolf Irał, karuzelnik z dziada pradziada, pokazuje na małą przyczepkę stojącą na uboczu. - Mamy tu wszystko. Pralkę, łazienkę, kuchnię, telewizor, Internet i pani patrzy, nawet antenę satelitarną. Jest wszystko to, co w domu. Tylko trochę bardziej skondensowane.

Przyspieszone urodziny

Z pięknego domu w Czechach do ciasnej przyczepy rodzina przenosi się w kwietniu. Do października podróżują po Polsce. Już od jedenastu lat. - Tuż przed wyjazdem schodzi się rodzina: dziadkowie, babcie, ciocie, wujkowie. A my przygotowujemy takie przedwczesne urodziny naszych córek. Bo w trasie nie da się tego porządnie zrobić - tłumaczy Rudolf.
Ze szkołą nie ma problemu - cztery córki Moniki i Rudolfa - Nikola, Weronika, Wanessa i Jennifer mają swoją nauczycielkę. - Przyjedzie do nich za dwa tygodnie z Czech. I przez całe wakacje będą się uczyły - wyjaśnia ojciec. - Później jak wracamy do Czech, to dzieciaki idą do szkoły i zdają egzaminy.

Od małego na karuzeli

Rudolf wychował się na wesołym miasteczku. - Jestem tu od zawsze. Karuzelnikiem był mój ojciec, dziadek, pradziadek - wymienia. - Jako mały chłopak, nie wyobrażałem sobie innego zajęcia. Zresztą ja nic innego nie umiem.
Żona Monika też "pochodzi” z wesołego miasteczka. Jej rodzice do dziś jeżdżą po świecie z karuzelami. - Kiedyś spotykaliśmy się z nimi na trasie. Ale teraz oni wybierają zachodnie części Polski, a my wschodnie - tłumaczy.
Tymczasem tata Rudolf odpala karuzelę. Córki nigdy nie maja dość. I to jedyna karuzela, która działa. Reszta stoi bez życia mimo, że jest południe. Tak jest prawie codziennie. - Przychodzi bardzo mało ludzi. Nie to co kiedyś. Za dawnych dobrych lat... - rozmarza się Rudolf. - Teraz ludziom nie w głowie kręcenie. A my chcemy ich zachęcić do przychodzenia do nas. Dlatego nawet jak jedna osoba przyjdzie, to karuzelę włączymy.

Cztery domy

Jednak wesołe miasteczko się opłaca. - Nawet po takich kiepskich dniach jak ostatnio: kiedy było zimno i prawie nikt nie przychodził. Ale lada dzień będzie cieplej. A jakbym to wszystko sprzedał to mógłbym kupić, hmm... - oblicza w myślach Rudolf. - No, jakieś cztery duże domy.
Wydatków trochę ma. Prąd, pensje, kierowcy. - Jedna osoba może zarobić u mnie ok. tysiąca złotych. To sporo, zwłaszcza, że nie robi za wiele - mówi. - Dlatego dziwi mnie podejście do pracy Polaków. Czasami przychodzą i pytają o robotę. Jak słyszą, za ile, to odchodzą.
Rudolf Irał, choć raz go Polacy okradli, ma o nas dobre zdanie. - Szukałem kogoś do naprawy zepsutej części karuzeli. Była akurat niedziela i wszyscy szykowali się do kościoła. Zapukałem do jednego pana. Kiedy się dowiedział, że potrzebuję pomocy, wysłał żonę na mszę, a sam poszedł naprawiać.

Na karuzelę nie wsiądę

Rudolf czasami zastanawia się co się stanie, gdy on nie będzie już mógł zajmować się wesołym miasteczkiem. Gdyby był syn, problemu by nie było. A tak co? Przecież córek zmuszać nie będzie. Dlatego Rudolf mówi, że sam będzie kręcił interesem, jak długo się da. - Ale sam na karuzelę nie wsiądę - zżyma się. - Broń Boże! Nie mogę! Raz dwa i bym się porzygał...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!