sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Zdałyśmy egzamin z dojrzałości

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 maja 2008, 18:15

W poniedziałek będą zdawać polski. Potem biologię, chemię i rosyjski.

Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, złożą dokumenty na Uniwersytet Medyczny w Lublinie. Marzyły o tej chwili trzy lata. Od kiedy pierwszy raz zobaczyły Polskę

Niech nikogo nie zmyli jej subtelny uśmiech i delikatne rysy twarzy. Jana Szyłko, najmłodsza z trzech polskich dziewczyn, która przyjechała z Białorusi uczyć się w świdnickim liceum, to twarda sztuka. - Nie roztkliwiam się nad sobą, bo to nie ma sensu. Chcę być stomatologiem - mówi bez wahania. - Mój tato jest lekarzem, planuję pójść w jego ślady.

Plan awaryjny

Jana ma najtrudniejsze zadanie; na maturze dodatkowo będzie zdawać fizykę. - Oj, ciężko będzie... - wzdycha. I od razu dodaje: Jak się nie uda, mam plan awaryjny. Pójdę na psychologię. To też ambitne i ciekawe.

Jej koleżanki, Oksana Zdanowicz i Weronika Żegzdryn swoją przyszłość wiążą z zawodem fizjoterapeuty. I takie studia planują na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. - Nie tak łatwo się tam dostać, trzeba naprawdę świetnie wypaść na maturze - przyznaje Oksana.

- Liczymy się z tym, że coś nam nie wyjdzie. Co wtedy? Filologia rosyjska! To się musi udać - śmieją się dziewczyny.

Zobaczyć Polskę

Wszystkie urodziły się i wychowały w polskich rodzinach w malutkim miasteczku na Białorusi, Raduniu. Trzy lata temu do ich rodzinnej miejscowości przyjechała grupa Polaków ze Świdnika, w tym dyrektor liceum Ryszard Borowiec. Padła propozycja: przyjedźcie się do nas uczyć.

- Wahania nie było ani chwili - wspomina z zapałem Weronika. - Raduń jest malutki, tam dla Polaków nie ma żadnej przyszłości. A ja całe życie marzyłam o studiach w Polsce.

- Na Białorusi można ciężko pracować całe życie i nic z tego nie mieć - dodaje, jak zawsze konkretna, Jana.

Tylko Oksana nie była pewna, czy naprawdę chce jechać do Polski. - Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałam z Radunia. Nie rozstawałam się z rodzicami. Taka córeczka tatusia. Ale on powiedział: Jedź. Tam będziesz miała perspektywy, coś osiągniesz.

Było ciężko

Pierwsze dni w Świdniku zapamiętają na zawsze. Telefony do domu; płacz w słuchawkę, potem w nocy do poduszki. Bolesny skurcz w żołądku przed lekcjami w nowej szkole. Strach przed odezwaniem w polskim języku.

- Fatalnie czytałam, niemal jak w podstawówce. Miałam problemy z ortografią - wspomina Jana.

Oksana dodaje, że o zgłaszaniu na lekcji nie było mowy. - Bałam się odezwać w sklepie.

Kiedy wracają myślą do początków, mówią o kompleksach, niepewności, smutku i tęsknocie. I zdecydowaniu: zostajemy.

- Nawet przez chwilę nie pomyślałam, żeby wrócić do domu. Przecież miałam swój cel: studia - wspomina Weronika.

- Nie, nie - kręci przecząco głową Jana. - O powrocie nie było mowy. Nie po to tu przecież przyjechałyśmy.

Ojciec dyrektor

Tylko Oksana miała chwile, kiedy chciała stąd uciec. Przytulić się do rodziców, znowu być dzieckiem. Wtedy biegła się wypłakać do... dyrektora Ryszarda Borowca, ich prawnego opiekuna w Polsce. - Brakuje mi ojca, nie zastąpią go przyjaciółki... - przyznaje cicho. - A z nim mogę rozmawiać o wszystkim. Jak z rodzicami.

Mówią, że pierwszy rok był trudny, bo tęskniły i wtapiały się w Polskę.

Drugi wspaniały, bo pełen wrażeń; pierwsze przyjaźnie i sympatie. Wreszcie
poczucie, że są u siebie.

A trzeci? - O, trzeci to już tylko nauka i nauka - wzdychają dziewczyny.
Zaraz po śniadaniu siadają do książek. Żadnej taryfy ulgowej. - Nasi rówieśnicy biorą korepetycje. Jest im łatwiej choćby przez lepszą znajomość polskiego. My możemy liczyć tylko na siebie - mówią.

Trudne słowa

W poniedziałek wszystkie będą zdawać pisemny egzamin z polskiego. Nie kryją: jest strach. - Mamy problem z polską składnią, zdania wciąż budujemy po rosyjsku - mówi Jana.

Boją się też "czytania ze zrozumieniem”. - Choć rozumiemy wszystko świetnie - śmieje się Weronika. - Jednak są takie słowa, które ciężko nam rozgryźć. Na próbnej maturze pojawił się "hedonizm”. Wszystkie miałyśmy z nim problem. Ale zdanie po zdaniu doszłyśmy do sedna.

Potem będzie biologia, chemia, Jana dodatkowo będzie zdawać fizykę. A na koniec: rosyjski. - Sama przyjemność - mówi Oksana. - Taki maturalny podwieczorek. Już się nie możemy doczekać.

Nie ma powrotu

Dziś jednak rzadko rozmawiają po rosyjsku. Chyba że między sobą, w domu, z rodzicami. Polski wszedł im już w krew. - To nasz język - podkreśla Jana. - Zresztą my na Białoruś nie mamy po co wracać. Z czym? Z polską maturą? O studiach tam możemy zapomnieć. Na Białorusi studiują ci, którzy mają znajomości albo pieniądze. Innej możliwości nie ma.

- A tu wystarczy się uczyć, żeby iść dalej, coś osiągnąć. To nas mobilizuje, żeby nie odpuszczać. Bądź co bądź, od tego zależy nasze przyszłe życie... - uśmiecha się Weronika.

Dorastanie

O tym "przyszłym życiu” myślą już teraz. Rozsądnie, bardzo poważnie. Zupełnie nie jak osiemnastolatki. Jana natychmiast to tłumaczy: Dorosłyśmy w momencie przyjazdu do Polski. Dlatego czujemy się dużo starsze niż nasi rówieśnicy z klasy i znajomi. Mamy inne problemy, bo i nasze życie wygląda inaczej. Od 3 lat jesteśmy zupełnie samodzielne. Nikt za nas nie podejmie żadnej decyzji. Nie ugotuje obiadu. Nie sprzątnie. Nie przypilnuje.

- To było błyskawiczne dorastanie - zamyśla się Oksana. - Czy wyszło nam na dobre? Może trochę szkoda dzieciństwa?... Może dziś bym się dłużej zastanowiła, zanim bym wyjechała?

- Ale zobacz Oksana - wchodzi jej w słowo Weronika - ile żeśmy się tu nauczyły, ile doświadczyły. To nasze, nikt nam tego nie zabierze.

- Można powiedzieć, że zdałyśmy egzamin z dorosłości - kwituje krótko Jana. - Matura przy tym to pestka.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
KK
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

KK
KK (2 maja 2008 o 09:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
WSPANIAłE MłODE OSOBY,PRACOWITE I WYTRWAłE .WIEM ZE ODNIESIOSą SUKCES.CHACIAłOBY SIE WIęCEJ CZYTAć O TAK MłODYCH MąDRYCH LUDZIACH
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!