czwartek, 20 lipca 2017 r.

Magazyn

Zdzisław Niedziela - legenda lubelskiej koszykówki

Dodano: 30 grudnia 2010, 18:18

O jego drużynie mówiła cała Polska. "Czerwono-czarni” pod wodzą Zdzisława Niedzieli nieraz sprawili tęgie lanie takim potęgom jak Śląsk, Wisła czy Lech. A na mecze lubelskich koszykarzy w hali MOSiR przychodziło pięć razy więcej chętnych niż było miejsc.

Lublin od zawsze kochał koszykówkę. Trzydzieści lat temu zainteresowanie tą dyscypliną osiągnęło apogeum. Sprawił to jeden człowiek – Zdzisław Niedziela i jego drużyna. To pod jego wodzą koszykarze Startu odnosili największe sukcesy w historii klubu i miasta. W 1979 i 1980 r. zdobywali brązowe medale mistrzostw Polski. Do dziś nikt nie powtórzył tego sukcesu.

Pan Zdzisław – zanim został trenerem – poznał sport od podszewki. Nie było dyscypliny, w której nie spróbowałby swoich sił. I we wszystkich odnosił sukcesy. Grał w piłkę nożną, ręczną, uprawiał lekkoatletykę, siatkówkę, tenis stołowy i – oczywiście – koszykówkę. Nic dziwnego, że w 1950 r. został uznany za najwszechstronniejszego sportowca Lublina. Wyprzedził m.in. inną legendę lubelskiego sportu – Janusza Cieślińskiego, znakomitego piłkarza i późniejszego trenera. W czasie wojny grali razem w okupacyjnym zespole, którego szefem był Cieśliński.

Tylko najstarsi już kibice pamiętają wyczyny Zdzisława Niedzieli na siatkarskim boisku. Jako młody chłopak wygrał mistrzostwa Lublina w grze podwójnej. Jego partnerką na boisku była Bogna Wójtowicz, późniejsza mama Tomasza Wójtowicza, jednego z najlepszych siatkarzy na świecie. Największe sukcesy odniósł jednak na koszykarskich parkietach. Do 1959 r.
występował w podwójnej roli: jako zawodnik i jako trener. A grał w drużynie, której statystyki może pozazdrościć dziś niejedna drużyna, także z NBA: miała 80 proc. skuteczności z rzutów z gry! Czymś takim mogą dziś pochwalić się tylko najlepsi koszykarze, którzy – owszem – taką skuteczność osiągają, ale z rzutów… osobistych.

Zdzisław Niedziela nie krył, że było to możliwe, dzięki temu, że i on, i jego koledzy często zostawali na 2–3 godziny po treningu i organizowali konkursy rzutowe. Zwycięzca dostawał słodycze. Karierę zawodnika zakończył, kiedy w jednym ze spotkań trafił mu się "niedolot” i piłka nie dotknęła nawet obręczy.

Zdzisław Niedziela zawsze był wzorem higienicznego trybu życia. Nigdy nie palił, rzadko sięgał po alkohol. Miał nienaganną sylwetkę i znakomitą kondycję.

Trzy lata przed wprowadzeniem stanu wojennego w Starcie pojawił się Kent Washington, pierwszy czarnoskóry koszykarz w naszej lidze.

Od tego czasu koszykówka w Kozim Grodzie stała się niezwykle popularna. Do tego stopnia, że zdobycie biletu na mecz było nie lada osiągnięciem. Zdarzały się nawet przypadki ich fałszowania. A ochrona musiała nawet kilkakrotnie interweniować na…dachu hali przy Al. Zygmuntowskich. Tam spotkania "czerwono-czarnych” oglądali najbardziej zdesperowani.

W czasie występów Kenta Washingtona kibice często stali przez całą noc w kolejce po karnety. A ta ciągnęła się od kasy przy hali aż do mostu na Bystrzycy. Zdzisław Niedziela stworzył drużynę, która wygrywała z ówczesnymi potęgami: Śląskiem, Resovią czy Wisłą. Gra była oparta na szybkości. Nic dziwnego – w Starcie nie było wielu wysokich koszykarzy. Jego słynna zona press (agresywna odmiana obrony strefowej), którą wprowadził do drużyny, sprawiała kłopoty najlepszym zespołom.

Drużyna Niedzieli, w której grali m.in. Ireneusz Mulak, Zbigniew Pyszniak, Wojciech Szarata czy Jerzy Żytkowski, była jedną z najbardziej widowiskowo grających zespołów.

– Trener Niedziela wyznawał prostą zasadę – wspomina Jerzy Żytkowski, były zawodnik Startu. – Macie dać z siebie wszystko i wygrać. Interesował go wyłącznie sukces. Nic innego nie wchodziło w rachubę.

I sukcesy przyszły. A każdy młody chłopak chciał kozłować jak Washington albo imponować takim wsadem jak Mulak. Dzięki Niedzieli i jego chłopakom, sekcje koszykówki w Starcie, Lubliniance i AZS przeżywały oblężenie. Tylu było chętnych do gry.

– Zdzisław Niedziela był najlepszym trenerem, z jakim przyszło mi pracować – wspomina Andrzej Frączkowski, były dyrektor Startu. – Takich szkoleniowców już teraz nie ma. Zawsze skromny, miał świetny kontakt z zawodnikami, niesamowicie pracowity. O takich sukcesach, jakie wówczas osiągnął, możemy dziś tylko pomarzyć.

Trener Niedziela, już na emeryturze – wciąż kibicował swojemu klubowi. Często można go było spotkać na trybunach hali przy Al. Zygmuntowskich.

Miał 80 lat. W Starcie przepracował 35 lat.
Czytaj więcej o:
kibic
Witek
marek
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

kibic
kibic (1 stycznia 2011 o 11:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mieliśmy wówczas najlepszych kibiców w Polsce !!! Pamiętam, jak wiele zespołów nie wytrzymywało tego ciśnienia w hali. Podczas wykonywania rzutów osobistych przez zawodnika Legii Warszawa (Ciak) sędzia poprosił kibiców o chwilę spokoju, bo zawodnik nie mógł się skoncentrować ! I co ?, myślałem, że od tego tumultu hala sie zawali !!! Ten nasz doping niszczył inne drużyny !!!
Rozwiń
Witek
Witek (1 stycznia 2011 o 11:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To były czasy, wcześniej była Lublinianka z Kasprzakiem, Ignerskim Edziem który wykonał pierwszego wsada w Lublinie i chyba w Polsce,Jurkiem Plebankiem, Władkien Brzozowskim, Markiem Niemcem, Krzysiem Rachowskim, Adamem Chowancem, Florczakiem bo tu zaczynał karierę, i wielu innych, i te mecze z Resowią Lechem i przy prowadzeniu Lubliniaki z lechem 1 punktem Durejko ma osobiste na 1 sek przed koncem i nie trafia żadnego - kosz sie ruszał od tupania kibiców a ryk kibiców było chyba słychać w Poznaniu , dopiero później Start awansował do pierwszej ligi i niesamowite derby lubelskie, TO BYŁY CZASY a teraz Lublin zszedł na totalne psy
Rozwiń
marek
marek (31 grudnia 2010 o 19:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Faktycznie łezka w oku się kręci jak wspomni się tamte czasy.... A Ken był wspaniały tak jak i reszta chłopaków z zespołu.
Rozwiń
miś
miś (31 grudnia 2010 o 19:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='ed' timestamp='1293816054' post='414619']
ech łezka się w oku kręci na wspomnienia z tamtych lat, a dziś gdzie jest lubelski sport.
[/quote]


To se ne wrati...
Rozwiń
ed
ed (31 grudnia 2010 o 18:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ech łezka się w oku kręci na wspomnienia z tamtych lat, a dziś gdzie jest lubelski sport.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!