wtorek, 25 kwietnia 2017 r.

Magazyn

Zdzisław Niedziela - legenda lubelskiej koszykówki

Dodano: 30 grudnia 2010, 18:18

O jego drużynie mówiła cała Polska. "Czerwono-czarni” pod wodzą Zdzisława Niedzieli nieraz sprawili tęgie lanie takim potęgom jak Śląsk, Wisła czy Lech. A na mecze lubelskich koszykarzy w hali MOSiR przychodziło pięć razy więcej chętnych niż było miejsc.

Lublin od zawsze kochał koszykówkę. Trzydzieści lat temu zainteresowanie tą dyscypliną osiągnęło apogeum. Sprawił to jeden człowiek – Zdzisław Niedziela i jego drużyna. To pod jego wodzą koszykarze Startu odnosili największe sukcesy w historii klubu i miasta. W 1979 i 1980 r. zdobywali brązowe medale mistrzostw Polski. Do dziś nikt nie powtórzył tego sukcesu.

Pan Zdzisław – zanim został trenerem – poznał sport od podszewki. Nie było dyscypliny, w której nie spróbowałby swoich sił. I we wszystkich odnosił sukcesy. Grał w piłkę nożną, ręczną, uprawiał lekkoatletykę, siatkówkę, tenis stołowy i – oczywiście – koszykówkę. Nic dziwnego, że w 1950 r. został uznany za najwszechstronniejszego sportowca Lublina. Wyprzedził m.in. inną legendę lubelskiego sportu – Janusza Cieślińskiego, znakomitego piłkarza i późniejszego trenera. W czasie wojny grali razem w okupacyjnym zespole, którego szefem był Cieśliński.

Tylko najstarsi już kibice pamiętają wyczyny Zdzisława Niedzieli na siatkarskim boisku. Jako młody chłopak wygrał mistrzostwa Lublina w grze podwójnej. Jego partnerką na boisku była Bogna Wójtowicz, późniejsza mama Tomasza Wójtowicza, jednego z najlepszych siatkarzy na świecie. Największe sukcesy odniósł jednak na koszykarskich parkietach. Do 1959 r.
występował w podwójnej roli: jako zawodnik i jako trener. A grał w drużynie, której statystyki może pozazdrościć dziś niejedna drużyna, także z NBA: miała 80 proc. skuteczności z rzutów z gry! Czymś takim mogą dziś pochwalić się tylko najlepsi koszykarze, którzy – owszem – taką skuteczność osiągają, ale z rzutów… osobistych.

Zdzisław Niedziela nie krył, że było to możliwe, dzięki temu, że i on, i jego koledzy często zostawali na 2–3 godziny po treningu i organizowali konkursy rzutowe. Zwycięzca dostawał słodycze. Karierę zawodnika zakończył, kiedy w jednym ze spotkań trafił mu się "niedolot” i piłka nie dotknęła nawet obręczy.

Zdzisław Niedziela zawsze był wzorem higienicznego trybu życia. Nigdy nie palił, rzadko sięgał po alkohol. Miał nienaganną sylwetkę i znakomitą kondycję.

Trzy lata przed wprowadzeniem stanu wojennego w Starcie pojawił się Kent Washington, pierwszy czarnoskóry koszykarz w naszej lidze.

Od tego czasu koszykówka w Kozim Grodzie stała się niezwykle popularna. Do tego stopnia, że zdobycie biletu na mecz było nie lada osiągnięciem. Zdarzały się nawet przypadki ich fałszowania. A ochrona musiała nawet kilkakrotnie interweniować na…dachu hali przy Al. Zygmuntowskich. Tam spotkania "czerwono-czarnych” oglądali najbardziej zdesperowani.

W czasie występów Kenta Washingtona kibice często stali przez całą noc w kolejce po karnety. A ta ciągnęła się od kasy przy hali aż do mostu na Bystrzycy. Zdzisław Niedziela stworzył drużynę, która wygrywała z ówczesnymi potęgami: Śląskiem, Resovią czy Wisłą. Gra była oparta na szybkości. Nic dziwnego – w Starcie nie było wielu wysokich koszykarzy. Jego słynna zona press (agresywna odmiana obrony strefowej), którą wprowadził do drużyny, sprawiała kłopoty najlepszym zespołom.

Drużyna Niedzieli, w której grali m.in. Ireneusz Mulak, Zbigniew Pyszniak, Wojciech Szarata czy Jerzy Żytkowski, była jedną z najbardziej widowiskowo grających zespołów.

– Trener Niedziela wyznawał prostą zasadę – wspomina Jerzy Żytkowski, były zawodnik Startu. – Macie dać z siebie wszystko i wygrać. Interesował go wyłącznie sukces. Nic innego nie wchodziło w rachubę.

I sukcesy przyszły. A każdy młody chłopak chciał kozłować jak Washington albo imponować takim wsadem jak Mulak. Dzięki Niedzieli i jego chłopakom, sekcje koszykówki w Starcie, Lubliniance i AZS przeżywały oblężenie. Tylu było chętnych do gry.

– Zdzisław Niedziela był najlepszym trenerem, z jakim przyszło mi pracować – wspomina Andrzej Frączkowski, były dyrektor Startu. – Takich szkoleniowców już teraz nie ma. Zawsze skromny, miał świetny kontakt z zawodnikami, niesamowicie pracowity. O takich sukcesach, jakie wówczas osiągnął, możemy dziś tylko pomarzyć.

Trener Niedziela, już na emeryturze – wciąż kibicował swojemu klubowi. Często można go było spotkać na trybunach hali przy Al. Zygmuntowskich.

Miał 80 lat. W Starcie przepracował 35 lat.
Czytaj więcej o:
kibic
Witek
marek
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

kibic
kibic (1 stycznia 2011 o 11:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mieliśmy wówczas najlepszych kibiców w Polsce !!! Pamiętam, jak wiele zespołów nie wytrzymywało tego ciśnienia w hali. Podczas wykonywania rzutów osobistych przez zawodnika Legii Warszawa (Ciak) sędzia poprosił kibiców o chwilę spokoju, bo zawodnik nie mógł się skoncentrować ! I co ?, myślałem, że od tego tumultu hala sie zawali !!! Ten nasz doping niszczył inne drużyny !!!
Rozwiń
Witek
Witek (1 stycznia 2011 o 11:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To były czasy, wcześniej była Lublinianka z Kasprzakiem, Ignerskim Edziem który wykonał pierwszego wsada w Lublinie i chyba w Polsce,Jurkiem Plebankiem, Władkien Brzozowskim, Markiem Niemcem, Krzysiem Rachowskim, Adamem Chowancem, Florczakiem bo tu zaczynał karierę, i wielu innych, i te mecze z Resowią Lechem i przy prowadzeniu Lubliniaki z lechem 1 punktem Durejko ma osobiste na 1 sek przed koncem i nie trafia żadnego - kosz sie ruszał od tupania kibiców a ryk kibiców było chyba słychać w Poznaniu , dopiero później Start awansował do pierwszej ligi i niesamowite derby lubelskie, TO BYŁY CZASY a teraz Lublin zszedł na totalne psy
Rozwiń
marek
marek (31 grudnia 2010 o 19:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Faktycznie łezka w oku się kręci jak wspomni się tamte czasy.... A Ken był wspaniały tak jak i reszta chłopaków z zespołu.
Rozwiń
miś
miś (31 grudnia 2010 o 19:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='ed' timestamp='1293816054' post='414619']
ech łezka się w oku kręci na wspomnienia z tamtych lat, a dziś gdzie jest lubelski sport.
[/quote]


To se ne wrati...
Rozwiń
ed
ed (31 grudnia 2010 o 18:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ech łezka się w oku kręci na wspomnienia z tamtych lat, a dziś gdzie jest lubelski sport.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24