niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Magazyn

Żeby tylko ta śmierć była po coś. Rodzice tragicznie zmarłego Rafała walczą o sprawiedliwość


Chłopiec przechodził przez oznakowane przejście dla pieszych na ul. Wyszyńskiego. Jadący z prędkością ok. 74 km/h (dopuszczalna prędkość w tym miejscu to 50 km/h) ford mondeo nie wyhamował
Chłopiec przechodził przez oznakowane przejście dla pieszych na ul. Wyszyńskiego. Jadący z prędkością ok. 74 km/h (dopuszczalna prędkość w tym miejscu to 50 km/h) ford mondeo nie wyhamował

W grudniu minie rok od śmierci 12-letniego Rafała Małysa, który zginął w wypadku wracając z obowiązkowych szkolnych zajęć na basenie. Rodzice chłopca wciąż walczą o ukaranie osób, które - jak twierdzą - współprzyczyniły się do tragedii.

– Nie wiem, jak funkcjonowałem przez pierwsze trzy miesiące po jego śmierci. Niewiele pamiętam. Gdyby nie młodszy syn i to, że musiałem się nim zająć, pewnie poszedłbym za Rafałem – Grzegorz Małys nie może powstrzymać łez. Mówi, że z tamtego roku ma tylko przebłyski pamięci. Doskonale pamięta tylko chwilę, w której lekarze mówią mu, że orzekli śmierć mózgu jego dziecka i pytają, czy zgodzi się na pobranie narządów. Zgadza się. Potem już pustka.

Mgła rozwiewa się dopiero jakieś trzy miesiące później. Wtedy zrozpaczeni rodzice stwierdzili, że sprawą śmierci ich dziecka właściwie nikt się na poważnie nie zajmuje.

– A przecież to nie tylko wina kierowcy. Przecież byli inni winni – podkreśla z mocą ojciec chłopca i wylicza dyrektora szkoły, który pozwolił, by uczniowie klasy szóstej samodzielnie szli i wracali z obowiązkowych zajęć na basenie, choć musieli pokonać po drodze ruchliwą dwupasmówkę bez świateł oraz nauczycieli, którzy taki system od lat bezkrytycznie akceptowali. – Zaczęliśmy szukać sprawiedliwości, czyli ukarania tych wszystkich, którzy współprzyczynili się do dramatu, którego można było uniknąć. Chcemy, żeby już żaden rodzic nie czuł tego, co czujemy my odwiedzając grób Rafałka.

Wypadek

13 grudnia 2016 roku Rafał normalnie wyszedł rano na lekcje. Potem miał godzinne „okienko”. Wrócił do domu stojącego zaledwie 150 m. od szkoły. Ojciec namówił go, żeby się nie spieszył, tylko zjadł obiad.

Odwiózł go na Krytą Pływalnię Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zamościu, która mieści się niecałe 2 kilometry od budynku szkoły. Dziecko zostało na zajęcia, a potem wracało do domu samo. Chłopiec przechodził przez oznakowane przejście dla pieszych na ul. Wyszyńskiego. Jadący z prędkością ok. 74 km/h (dopuszczalna prędkość w tym miejscu to 50 km/h) ford mondeo nie wyhamował.

– Po prostu przejechał po moim dziecku. Rafał zmarł w szpitalu dwa dni później – mówi zrozpaczony ojciec. – 18 października odbędzie się kolejna rozprawa tego kierowcy. Wszystko wskazuje na to, że zapadnie wyrok. Trudno tu mówić o wyroku satysfakcjonującym, bo w naszym życiu nic on nie zmieni. Chciałbym tylko, żeby był sprawiedliwy. Kierowca przyznał się do winy i wyraził skruchę, ale popełnił błąd. Jechał za szybko. Nie wyhamował. Biegły z całą pewnością stwierdził, że mógł wypadku uniknąć. Znał to miejsce, bo mieszka w pobliżu. Powinien uważać. Nie jestem żądny krwi, ale mam nadzieję, że usłyszy wyrok bezwzględnego więzienia. Chciał, czy nie chciał, ale zabił. Proponowany przez sąd wyrok, czyli rok pozbawienia wolności w zawieszeniu to kpina.

Rodzice chcą też surowych kar dla innych osób. Zwłaszcza dla dyrektora szkoły.

– Teraz wiem już, że przez zwykłe oszczędności nie zapewnił on dzieciom dowozu na basen. W szkole prowadzony był system akademicki. Dzieci słyszały: „Spotykamy się na miejscu. Obecność obowiązkowa”. Nie wiedzieliśmy, że syn chodzi na basen sam, a w tym czasie żaden z nauczycieli nie sprawuje nad nim opieki – twierdzi Grzegorz Małys.

Co innego wynika z dokumentów. Matka chłopca podpisała oświadczenie, w którym zgadza się na udział syna „w zajęciach na pływalni, samodzielnego przychodzenia i powrotów z krytej pływalni oraz udziału w zawodach sportowych”.

– Podczas zebrania z rodzicami uczniów klas I dyrektor powiedział, że uczniowie chodzą na basen piechotą w grupach z opiekunem. Zapewniał o pełnym bezpieczeństwie uczniów, wysokich kwalifikacjach kadry nauczycielskiej – podkreśla Beata Małys, mama Rafała. – Podpisując oświadczenie rozumiałam, że słowo „samodzielnie” w kontekście tych słów oznacza „na własnych nogach”, a nie bez opieki.

– Przecież woziłem go na inne zajęcia nieobowiązkowe – dodaje pan Grzegorz. – Dużo tego było: atletyka, piłka, angielski. Gdybym wiedział, że i na basen mam go wozić, to bym to robił. Nikt nam o tym jednak nie powiedział.

Szkoła

– Pan dyrektor nigdy nie wyraził skruchy. Nigdy nie powiedział, że mógł te zajęcia zorganizować inaczej. Nie poczuwał się do winy – uważa Małys. – Dlatego trzykrotnie zwracaliśmy się do prezydenta Zamościa o zawieszenie go w obowiązkach. Argumentowaliśmy, że szkoła latami łamała prawo, pozwalając na samodzielne powroty dzieci. Zderzyliśmy się jednak z murem nieprzychylności i nieuzasadnionym bronieniem osoby, która bezsprzecznie przyczyniła się do śmierci naszego dziecka.

Do podobnych wniosków doszedł Rzecznik Praw Dziecka. Napisał on: „Doszło do zaniedbań, które mogły naruszać prawa i dobro dziecka (...). Doszło do tragicznej śmierci ucznia. Dlatego organ prowadzący (miasto - przyp. aut.) miał obowiązek zawieszenia w pełnieniu obowiązków dyrektora”.
Takiej decyzji jednak nie podjęto.

– Prezydent Andrzej Wnuk odniósł się do tej sprawy na jednej z sesji Rady Miasta stwierdzając, że jego zdaniem pan dyrektor jest w tej sprawie niewinny. I właśnie to spowodowało taką jego decyzję – podkreśla Marek Gajewski, rzecznik prezydenta Zamościa.

31 sierpnia tego roku zakończyła się pięcioletnia kadencja dyrektora szkoły. W nowym konkursie już nie startował. Odszedł na emeryturę. Zanim to zrobił, zwrócił się o przyznanie mu odprawy emerytalnej w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie.

Nie oznacza to jednak ewentualnego uniknięcia odpowiedzialności. Prokuratura powiadomiona przez Małysa o niedopełnieniu obowiązków dyrektora umorzyła postępowanie (jak podkreśla ojciec Rafała, podstawą umorzenia jest stwierdzenie, że dyrektor szkoły nie jest funkcjonariusze publicznym, w związku z tym nie odpowiada za swoje decyzje - przyp. aut.).

– Odwołałem się od decyzji o umorzeniu, bo była niesprawiedliwa – mówi Grzegorz Małys. – Decyzję, czy śledczy znowu się nią zajmą, sąd zajmie się już 11 października. Odpowiedzieć będzie musiał też pan dyrektor.

Po wypadku szkołę skontrolowała zamojska delegatura Kuratorium Oświaty. „Stwierdzono, że szkoła nie podejmuje wystarczających działań mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa uczniom w czasie pobytu w szkole, jak również podczas zajęć organizowanych przez szkołę poza jej obiektami (…). Szkoła organizując obowiązkowe zajęcia wychowania fizycznego na krytej pływalni, nie zapewniła uczniom właściwej opieki nauczycieli i dyrektora podczas drogi dzieci na krytą pływalnię, przenosząc odpowiedzialność nad powierzonymi sobie uczniami na pracownika niepedagogicznego oraz rodzica”.

Wniosek

Na tej podstawie kuratorium złożyło wniosek do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w stosunku do dyrektora szkoły. Ten stwierdził z kolei, że dyrektor będący nauczycielem dyplomowanym z 30-letnim stażem pracy, który niewiele ponad rok wcześniej został oceniony jako „wyróżniający” uchybił godności zawodu i obowiązkom nauczyciela oraz dyrektora, ponieważ sposób organizacji przejścia na basen był niezgodny z przepisami prawa oświatowego, a zbieranie oświadczeń od rodziców nie zwalniało z obowiązku zapewnienia im opieki.
W związku z tym rzecznik wnosi o udzielenie mu kary nagany z ostrzeżeniem. Rozprawa dyscyplinarna odbędzie się już dziś.

– Zajęcia na pływalni pan dyrektor prowadził osobiście. Byli tam też dwaj inni nauczyciele – opowiada Małys. – Podobno teoretycznie jeden z nich miał przyprowadzać, a drugi odprowadzać dzieci. Teoretycznie ich drogę do szkoły miał monitorować woźny. Rzeczywistość wyglądała tak, że nauczyciel szedł sam. Dzieci się do niego nie zgłaszały, bo nie chciały, nie wiedziały, wstydziły się, nie chciały narażać się na ośmieszenie. Powodów mogło być milion. Efekt był taki, że wędrowały grupkami i pojedynczo, a wyznaczona osoba dorosła nie była zainteresowana stworzeniem grupy. Miała święty spokój.

Dlatego Małys w najbliższym czasie będzie chciał też pociągnąć do odpowiedzialności nauczycieli. Ci także nie mają sobie nic do zarzucenia: w maju tego roku Rada Pedagogiczna „Dwójki” bardzo negatywnie odniosła się do poruszania kwestii wypadku i związanej z nią odpowiedzialności na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Zamość. W oficjalnym stanowisku na ten temat napisali: „efekty działalności szkoły publicznie, w naszej opinii, niesprawiedliwie i krzywdząco, oceniały osoby, które nie znają specyfiki pracy szkoły (…) nie akceptujemy zarzutów stawianych przez niektórych członków Komisji Rewizyjnej, czyniących nas odpowiedzialnymi za tragedię!”. Dalej przyznają, że obawiają się, iż omawianie spraw szkoły wpłynie negatywnie na nabór do klas pierwszych i zniweczy ich wieloletnie wysiłki widoczne m.in. w liczbie finalistów i laureatów olimpiad przedmiotowych oraz konkursów, czy wysyłania delegacji uczniów na spotkania szkół noszących imię Henryka Sienkiewicza.

– Nie jesteśmy rządni zemsty – podkreśla Grzegorz Małys. – Chcemy tylko, żeby ta beznadziejna śmierć była po coś. Żeby rodzice i nauczyciele zobaczyli, że nie można zasłaniać się jakimiś papierkami, jakimiś zgodami i oświadczeniami tylko myśleć, co zrobić żeby było dobrze i bezpiecznie. Żeby nikt nie spychał z siebie odpowiedzialności. Żeby nie szukać kilkuzłotowych śmiesznych oszczędności i myśleć, że jakoś to będzie. I żeby nie bać się interweniować, gdy widzi się coś złego, nawet jak błąd popełnia przełożony. Chcemy, żeby ta śmierć otworzyła ludziom oczy. Spotkałem się osobiście z minister Anną Zalewską, która nie zgadzała się z uzasadnieniem umorzenia sprawy niedopełnienie obowiązków przez dyrektora. Rozmawialiśmy o tych głupich oświadczeniach. Niestety pochłonięta reformą oświaty pomimo deklaracji nic nie zrobiła w tej sprawie. Do dziś nie widać efektów.

To nie do końca prawda. – Od 1 września uczniowie klas szóstych chodzą na zajęcia na basenie pod opieką nauczyciela. W ten sam sposób wracają –mówi Dominika Gil, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Zamościu. – Nie ma też pobierania żadnych oświadczeń. Nie są potrzebne, bo zajęcia są obowiązkowe i odbywają się w ramach lekcji w-f.

Próbowaliśmy skontaktować się z byłym już dyrektorem szkoły. Ani rzecznik prezydenta Zamościa, ani wydział oświaty, ani jego była szkoła nie udostępniła nam takiej możliwości. W autoryzowanej rozmowie z „Tygodnikiem Zamojskim” przeprowadzonej niedługo po wypadku dyrektor podkreślał, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo wprowadził dyżury nauczycieli i pracowników obsługi, którzy mieli odprowadzać dzieci na basen. Rodzice uczniów akceptowali taki system od lat. Z ich strony „praktycznie zainteresowania nie było żadnego”. Jak mówił: „rodzice uznali, że dzieci są na tyle dorosłe, że sobie poradzą”.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(16) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (11 października 2017 o 15:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Najlepiej domagajcie się wyrzucenia wszystkich nauczycieli z pracy, dzieci będą głupie i niewykształcone w Zamościu! Ale za to będą cały czas wakacje, P. Grzegorz i Beata otrzymają order uśmiechu.
Rozwiń
Gość
Gość (11 października 2017 o 15:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nauczyciele i dyrektor, kto dalej - prezydent miasta, komitet rodzicelski, katecheci, księża, policja drogowa, no panie Grzegorzu i Beato, na kogo następnego się wybieracie?
Rozwiń
Gość
Gość (11 października 2017 o 15:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Matka na wywiadówce na początku roku podpisała zobowiązanie rodziców do dowożenia i zabierania dziecka z zajęć na basenie. Rodzice nie dopełnili podpisanego obowiązku. Gdzie jest prokuratura i śledztwo wobeć rodziców za pozostawienie dziecka bez opieki po szkole, mimo podpisanego zobowiązania.
Rozwiń
Gość
Gość (11 października 2017 o 15:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Teraz pismaki brukowców zmieniają tonację, zamiast pluć na niewinnych nauczycieli,mówią o oddaniu organów zmarłego Rafała (patrz Tygodnik Zamojski). Ale i tak opinie czytelników są miażdżące dla zachowania Grzegorza i Beaty Małys- żadnej powagi w przeżywaniu żałoby, tylko zemsta i kasa się liczy.
Rozwiń
Gość
Gość (7 października 2017 o 21:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chłopie daj sobie już spokój zajmij się pracą
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (16)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!