czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Magazyn

Złodzieje nie mają litości dla gwiazd

Dodano: 4 lipca 2002, 12:54

W biały dzień brutalnie napadnięto aktorkę Katarzynę Skrzynecką. Gdy zatrzymała się na światłach, nagle stanęli przed nią dwaj mężczyźni. Nie byli to bynajmniej łowcy autografów. Otworzyli drzwi, uderzyli ją w głowę, strzelili z pistoletu gazowego i... aktorka nic więcej nie pamięta. W kilka sekund straciła torebkę z dokumentami, gotówką i kartami kredytowymi

Na światłach napadnięto w stolicy dziennikarki Monikę Olejnik i Kingę Rusin.
Niedawno splądrowano i okradziono warszawski apartament Zygmunta Solorza, właściciela TV Polsat. Choć znajduje się on w strzeżonej kamienicy, złodzieje bez trudu do niego weszli. Zginęły m.in. trzy obrazy Juliusza i Wojciecha Kossaków, warte blisko 230 tysięcy złotych.
A oto pechowe przygody ze złodziejami innych sławnych osób.

Kamil Durczok:

Razem z samochodem odjechała moja teczka z dokumentami
- Właśnie wracałem po kilkudniowym pobycie w Warszawie do domu do Katowic - opowiada Kamil Durczok, dziennikarz i prezenter "Wiadomości” w TVP 1. - Na jednej ze stacji benzynowych za Jankami zatrzymałem się, żeby zatankować. Gdy wyjeżdżałem na trasę, na pasie, z którego włączałem się do ruchu, zauważyłem pieszego, który - jak mi się wydawało - usiłował przejść na drugą stronę ulicy. Szedł do przodu i cofał się. Trwało to na tyle długo, że musiałem się zatrzymać. Nagle poczułem, że z tyłu stuknął mnie samochód jadący za mną. Wysiadł z niego kierowca, który zaczął krzyczeć w stylu: Co pan wyprawia?! Wyglądał dziwnie, ale te fakty skojarzyłem dopiero potem. Miał perukę, okulary w grubych oprawkach i postawiony kołnierz - tak, żeby trudno go było poznać. Gdy tak do mnie wykrzykiwał, z boku podbiegł trzeci mężczyzna, wykręcił mi rękę i wyrwał kluczyki do auta, po czym wsiadł i odjechał. Pozostali nagle zniknęli. Zostałem na ulicy w samej marynarce. Razem z samochodem odjechała moja teczka z dokumentami, dowodem rejestracyjnym, pieniędzmi i kartami kredytowymi, kilka garniturów i płaszcz.
Wróciłem na stację, żeby zadzwonić na policję. Zastrzegłem karty kredytowe. Policja przyjechała natychmiast. Szybko dokonano całej procedury, którą się czyni w takich sytuacjach. Mój samochód został znaleziony zupełnie przypadkowo, na parkingu pod jednym z centrów handlowych w Warszawie. Wtedy okazało się, że stoją tam cztery kradzione auta. Policja działała bardzo sprawnie.
Trudno mi ocenić, czy to, że jestem znany z telewizji, pomogło mi. Do Katowic wróciłem ze znajomymi, którzy jechali kilka godzin później. Samochód oddałem bratu, ponieważ sam straciłem do niego serce.

Hanka Bielicka: Czułam się jakbym była w samym staniku

- To się zdarzyło parę lat temu - wspomina aktorka Hanka Bielicka. - Czułam się upokorzona, że nawet tabliczka na drzwiach z moim nazwiskiem ich nie powstrzymała. Nie zastanawiali się nad tym, co robią. Włamanie wyglądało na staranie przygotowane. W domu była wtedy gosposia. Związano ją. Kiedy prosiła: "Nie zabijajcie mnie, niedługo rodzi mi się wnuk i chciałabym go jeszcze zobaczyć...”, włamywacze burknęli pod nosem: "Niech się pani nie boi, tylko obrobimy panią Bielicką i idziemy”.
Na tę sytuację wszedł mój wnuk, który wtedy u mnie nocował, z koleżanką. Ich też związano. Wyniesiono kilka figurek z porcelany, obrazy, ale ludziom kradną cenniejsze rzeczy.
Po latach muszę przyznać, że włamanie do mojego mieszkania było przeprowadzone w bardzo elegancki sposób. Teraz zabijają ludzi bez skrupułów. Niczego nie odzyskałam. Kilka razy byłam na posterunku policji oglądać odnalezione rzeczy, ale kiedy widziałam, co ludziom ginie - stare fotografie, cenne pamiątki z przeszłości - chciało mi się płakać i powiedziałam policjantom: "Panowie, nie proście mnie tu więcej”.
Nie mam w domu cennych rzeczy. To, co przywożę, rozdaję innym. Nie jestem bogatą osobą. Gdy po włamaniu policjant zapytał, jak się czuję, powiedziałam, że tak, jakbym była w samym staniku. Wszystko się rozpłynęło. Zostałam tylko ja.

Ilona Łepkowska: Prasa wskazała złodziejom cel

- Moja historia związana jest z prasą - uważa scenarzystka Ilona Łepkowska, współtwórczyni sukcesu seriali "Klan”, "Na dobre i na złe” i "M jak miłość”. - W jednym z miesięczników kobiecych ukazał się o mnie artykuł, przy którym zamieszczono zdjęcie kamienicy i określono miejsce, w którym się ona znajduje. Nie było mnie w domu przez trzy godziny i to wystarczyło, żeby mieszkanie zostało okradzione. Zabrano mi magnetowid i kamerę mojej córki, dosyć dobrą, oraz elektroniczny notes z telefonami, co było dla mnie najboleśniejszą stratą.
Kot, tak się przestraszył włamywaczy, że siedział kilka godzin pod łóżkiem i bał się wyjść. Długo nie mogłam go znaleźć i myślałam, że złodzieje go wypuścili i uciekł.
Gdy przyjechała policja, wszystko opisałam. Funkcjonariusze okazali się bardzo sympatyczni i opowiadali dowcipy. Było zabawnie. Żadnej z rzeczy, które mi zginęły, nie odnalazłam. Zresztą nawet na to nie liczyłam. Nie trzymam w domu gotówki, nie posiadam też cennych rzeczy - ani biżuterii, ani drogich sprzętów elektronicznych - ponieważ nie mam zwyczaju wydawania na ten cel pieniędzy. Złodzieje pewnie byli trochę zawiedzeni.
Oczywiście po tym wszystkim czułam się trochę nieswojo, ale to nie było traumatyczne wydarzenie, które mną wstrząsnęło, tak jak niektórymi. Potraktowałam to trochę jak przygodę i pomysł na kolejną historię do serialu.

Ewa Kasprzyk: Boję się wejść do klatki schodowej

- Po tym, jak mnie napadnięto i okradziono mi mieszkanie, staram się odsuwać od siebie złe myśli - mówi aktorka Ewa Kasprzyk. - Niemniej jednak cały czas żyję w stanie pewnego zagrożenia. Wracając wieczorem z teatru boję się wejść do klatki schodowej. To zatrważające, że w podróży cały czas trzeba uważać. Jadąc samochodem pamiętam o tym, żeby nie kłaść torebki na przednim siedzeniu i zamykam okna.

Ewa Sałacka: Widok przerażonego złodzieja jest wart każdych pieniędzy!

– Na szczęście nie okradziono mnie, ale próbowano to zrobić – opowiada aktorka Ewa Sałacka. – Jechałam samochodem z moją suczką Gretą. Zawsze wożę ją na dywaniku na podłodze. Tym razem jednak Greta za żadne skarby nie chciała zejść z siedzenia. Odpuściłam jej więc i powiedziałam, żeby leżała na fotelu. Gdy zbliżałam się do hotelu Sobieski, do drzwi mojego samochodu podszedł mężczyzna i zaczął szarpać za klamkę. Myślałam, że może potrzebuje pomocy, że może coś się stało i prosi, żeby zadzwonić po pogotowie.
Już chciałam otworzyć mu drzwi, kiedy on, widząc, że są zamknięte, wyjął kij baseballowy i chciał wybić szybę. To obudziło moją suczkę. Podniosła się i skierowała w jego stronę swój wielki pysk. Widok przerażonego złodzieja jest wart każdych pieniędzy! Tak się przestraszył, że rzucił kij baseballowy i zaczął uciekać, oglądając się co chwila, czy nie wypuściłam za nim psa. W ten sposób ocaliłam swoją torebkę z moimi ulubionymi kosmetykami, kartami kredytowymi i dokumentami.
Od tamtej pory przestrzegam wszystkie panie, żeby nie woziły torebki na przednim siedzeniu samochodu i sprawiły sobie dużego psa, który może być wspaniałym obrońcą również w aucie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO