wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

O takim jak Mirosław Nurzyński lekarze mówią znachor. A przecież nikomu nie obiecuje, że wyleczy wszystko. Nawet raka.
Za to skutecznie pomaga w chorobach przewlekłych. Na które lekarze mają jeden sposób: chemia, chemia, chemia

Waldemar Sulisz

Do wsi Gołąbki, malowniczo położonej 6 km obok Łukowa, jedziemy samochodem trzy godziny. Jeszcze 2 km przez wieś i na prawo od lasu, przy srebrzystych świerkach, widać spory, żółty dom.
– Nawet nie zgadniecie, który krzyżyk ma na grzbiecie – rzuca spotkany rolnik, którego pytaliśmy o drogę. Za chwilę w drzwiach staje uśmiechnięty, starszy pan. Taki, co to o nich mówi się na wsi, że tryskają zdrowiem.
– Witam Lublin, witam. Proszę do gabinetu – uśmiecha się serdecznie. – Herbatki? Jeśli tak, to ziołowej. Z miodem. Na ten poranny chłód – dodaje.
Pachnie macierzanką i koprem
Wchodzimy do środka. A tam poczekalnia. Rzędy ławek jak w kościele. – Teraz ludzie zbiednieli. Nawet na zdrowiu muszą oszczędzać. Jeszcze parę lat temu dziennie przyjmowałem po sto osób. Stąd wygodna poczekalnia – tłumaczy Nurzyński.
W powietrzu pachnie macierzanką, włoskim koprem od kaszlu, tymiankiem i majerankiem. Wciągam powietrze. Od razu lżej oddychać. Na ścianie zapisane stare przepisy na zdrowie. I słowa modlitwy do Pana: Jeśli mi zaufasz, strzegł Cię będę.
Wahadło, mikroskop i elektromagnetyczne pole
Wchodzimy do gabinetu. Żarty się skończyły. Zamiast reklamowych druków na ścianie, setki medycznych książek na półkach. Zamiast leżanki, elektromagnetyczny materac sprzężony z komputerem. Zamiast łyżeczki do badania języka, specjalny mikroskop do irydodiagnostyki. I komplet radiestezyjnych wahadeł.
– Zbadamy zdrówko? – rzuca w moją stronę.
– Jasne, że zbadamy. Badania nigdy nie za wiele – odpowiadam.
Z hermetycznego pudełeczka wyciąga pincetą okrągły wacik. Mam splunąć. Wygląda na czary. Za chwilę bierze wahadełko, ustawia nad pobraną śliną i zaczyna liczyć. Wahadło krąży. Tam, i z powrotem. – 70 % życiowej energii. Nie jest źle. Przyjeżdżają młodsi. Ledwo dobijają 40 % – tłumaczy Nurzyński.
Za chwilę wyciąga kartonik wielkości pocztowego znaczka z zapisanym symbolem. – Teraz sprawdzę układ krążenia. Wahadło znów rusza w ruch. – O! Cholesterol pana lubi! – Żadna nowość – odpowiadam. Ja lubię golonkę. Słychać śmiech. – Serce niedotlenione. – Zgadza się. Na rowerze jeżdżę raz w miesiącu. Kolejny kartonik. Wahadło. Sprawdzenie nerek. Potem układ oddechowy. Pokarmowy. Kostny. Koniec. Badanie trwało 30 minut.
I co pan na to?
Pytam. – Niech pan siada przy mikroskopie. Sprawdzimy tęczówkę. 10 minut milczenia. Zgadza się. Diagnoza irydologiczna potwierdza to, co powiedziało wahadło.
– Dba pan o zdrowie? – Nie za bardzo.– Chodzi pan do doktora? – Chodzę. – Daje tabletki na cholesterol? – Daje. – Na regulację ciśnienia? – Daje. – Na podwyższone tętno? – Daje. – Na poprawę oddychania daje? – Daje. – Na coś jeszcze daje? – Nie daje. No to uskłada się ze dwanaście sztuk. – Tyle może nie – odpowiadam. – Łyka pan to wszystko? – Nie. – No to całe szczęście. Bo wątroba konia tego nie wytrzyma.
To, co pan proponuje?
– Najpierw trzeba oczyścić nerki. Proszę wypić dwa opakowania debezyliny.
• Co dalej?
– Na rozszerzenie tętnic nalewkę z miłorzębu, wyciąg z głogu i arnikę. Jak ciśnienie przekroczy 140/90 popijać wyciąg z jemioły.
• Układ krążenia mamy z głowy. Co dalej?
– Najważniejsze to ulżyć wątrobie. Setkę pod golonkę pan wypije?
– Jasne – odpowiadam.
– Proszę kupić 2 opakowania Essentiale forté. Do tego Silimarol, zioła wątrobowe ojca Klimuszki parzone na wywarze ze skrzypu. Do tego Salfazin na noc. Na oskrzela nalewkę z aloesu, nalewkę z dziewanny i miód z mniszkiem lekarskim. Z leków homeopatycznych L 52 Lehning 5–8 razy dziennie po 25 kropli. No i niech pan koniecznie zrobi wymaz z gardła i nosa na posiew bakteryjny i grzybiczy.
Skąd pan to wszystko wie?
– Najpierw od matki – odpowiada krótko. – Była zielarką. Zbierała zioła po lasach i łąkach. Uprawiała w ogródku. Robiła mieszanki, napary, syropy. Leczyła małe dzieci, dorosłych. Starym przedłużała życie – dodaje.
Nurzyński skończył technikum, został agronomem. Popracował w zawodzie. Leczył się ziółkami. Potem matczyne recepty ordynował rodzinie. Zwiedzieli się znajomi. Poszło w wieś. Potem pojechał do Kolonii na kurs praktyki leczniczej z zakresu medycyny naturalnej. Ponieważ dobrze zna niemiecki, poznał tajniki homeopatii. Na koniec tajemnice irydodiagnostyki i radiestezji paramedycznej.
– Ale to jeszcze nie wszystko. Największym wyzwaniem było poznanie anatomii. Zacząłem „połykać” podręczniki medycyny. Po 20 latach studiowania coś o człowieku wiem – dodaje zielarz.
Wszystko po to, żeby nie strzelać kulą w płot
– Mam 58 lat. Od 10 lat choruję na wieńcówkę i nadciśnienie. W grudniu zeszłego roku przeszedłem operację woreczka. Puchła mi wątroba. Nadwaga, bóle kręgosłupa. Przeszedłem 10 schodków i kolka. 3 razy szpital. I dzienna dawka leków: 15 tabletek – opowiada Kazimierz z Łukowa. Pan Nurzyński zalecił mi odstawienie mięsa, dużo kasz i warzyw, ryby. Dał zioła i leki homeopatyczne. Po 7 dniach nastąpiła poprawa. Po miesiącu spadło ciśnienie, straciłem 12 kg. Czuję się coraz lepiej – dodaje Kazimierz.
Kronika wpisów wdzięcznych pacjentów pęka w szwach. Tak jest od wielu, wielu lat.
– Wie pan, co jest w podejściu do zdrowia najważniejsze? Żeby nie strzelać kulą w płot. Najpierw trzeba zdiagnozować przyczynę choroby, potem ją usunąć. Najłatwiej jest wypisać receptę. Na coraz droższe leki. I nabijać kieszeń zachodnim koncernom. To gorzka prawda, która boli – mówi Nurzyński.
Jam Pan, który Cię leczy
Nad łóżkiem z elektromagnetycznym materacem wisi kartka z napisem: „Jam Pan, który Cię leczy”.
• Po co?
– Żeby człowiek nie zapomniał, że nie jest sam.
Pytam o sposób na życie. – Recepta jest prosta. Mniej jeść. Wyrzec się mięsa. Dlaczego? Lekarze mówią: zastąpić wieprzowinę drobiem? Kurczaki ze sklepu szpikowane są koncentratem, antybiotykami i hormonami wzrostu. Wszystko po to, żeby dożyły kilku miesięcy. Potem gotuje pan z tego rosół. I ma pan w garnku koncentrat pasz, antybiotyków i hormonów. Wnikają w wątrobę. Lepiej nie mówić, co dalej.
• To, co jeść?
– Trochę ryb morskich. Warzywa, kasze, strączkowe, owoce.
• Co ma do tego Bóg?
– Wiele. Modlitwa też leczy. Gdy staram się pomóc choremu, proszę Pana o pomoc. Biorę rękę pacjenta i wkładam ją w rękę Boga. Cała tajemnica – uśmiecha się Nurzyński.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
Gość
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (19 kwietnia 2016 o 17:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Byłam u pana Nurzyńskiego wiele lat temu, około 30 na pewno. Nie do końca byłam przekonana do takiej metody leczenia ale dopiero kiedy po leczeniu znikły torbiele które miałam usunąć operacyjnie, uwierzyłam. Wysyłałam wszystkich swoich znajomych jak mieli problemy ze zdrowiem i wszyscy zdrowieli. Dziś znów potrzebuję pomocy i będę dzwonić do pana Nurzyńskiego bo medycyna nie ma dla mnie innej alternatywy poza operacją chirurgiczną.
Rozwiń
Gość
Gość (23 października 2015 o 19:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pamiętam swoje wizyty u pana Nurzyńskiego, który bardzo mi pomógł i uchronił przed operacją ku zdumieniu lekarzy. Do dziś polecam wszystkim znajomym którzy mają zdrowotne problemy. Pozdrawiam serdecznie Pana Mirosława. Wdzięczna pacjentka.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!