czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

"Znajdę wnukowi rodzinę, a potem umrę"

Dodano: 26 lutego 2010, 17:46

Ja już dłużej nie mogę dać sobie rady – kiwa głową i splata ręce chude, trochę krzywe, bo obie kiedyś połamane. Pomarszczone dłonie chowa pod pachy, żeby je ogrzać. Jadwiga Słonka z Nałęczowa już nie ma siły, żeby znosić to wszystko, co los jej zgotował.

– To bardzo dobre dziecko – mówi o Kubie, który już ma 16 lat, a powiedział kiedyś, że nie chce nigdzie iść. Że chce być z babcią. Ale na dobrą sprawę, nie został poinformowany o tym, co naprawdę wymyśliła babcia.

Co los wynagrodził

– Kasia panną go miała – mówi o córce, która parę lat temu tragicznie zginęła w płomieniach z dwójką dzieci i z ich ojcem. – Od małego był u mnie. On, znaczy mąż Kasi nie chciał go w domu. Mówił, że bękarta nie potrzebuje.
I tę niechęć ojczyma do siebie los wynagrodził chłopcu: mieszkał u babki i to uratowało mu życie. Po śmierci najbliższych Jadwiga Słonka została prawną opiekunką Kuby. – On ma ojca. Ma przysądzone alimenty. Zaraz pokażę… – podnosi się ciężko z krzesła i lekko szurając nogami wychodzi do drugiego pokoju. Przez okno wpada mleczne światło dnia, na szybach lekko szeleści rozpięta od ramy do ramy plastikowa folia, bo okna stare i wypaczone, żeby było cieplej, ale i tak przenikliwy ziąb powoli wdziera się pod okrycie.

Już postanowiłam

Wraca, niesie porządną teczkę z dokładnie ułożonymi dokumentami.
– O, tu – pokazuje odcinek, na którym widnieje kwota 34 złote. – Ojciec Kuby wysyła do komornika na przykład 50 złotych, a ten nam przysyła różnie: 30 złotych albo 20 złotych.

– To pokój Kuby, na chwilę włączyłam grzejnik, żeby było cieplej. Ale to już niedługo, bo pewnie elektrownia prąd mi odłączy. Nie mam za co rachunku zapłacić – siada ciężko w fotelu. – Dlatego postanowiłam, że umrę. Już nie daję rady...

Załamanie

Jadwiga Słonka, która przeżyła straszną śmierć w płomieniach swojej córki, zięcia, wnucząt. Potem przeżyła śmierć męża, ale załamała się dopiero teraz. Nie znajduje innego wyjścia jak to, żeby poszukać dla Kuby porządnej, troskliwej rodziny zastępczej, a samej od razu przenieść się do lepszego świata.

– Mnie już nie będzie, tak sobie postanowiłam – powtarza. – On się przyzwyczaił myśli, że ja tylko tak sobie mówię. Zresztą wie, że ja jestem poważnie chora i to może stać się w każdej chwili.

Znów szura po następną teczkę i znów porządnie ułożone karty informacyjne ze szpitali wykłada na stolik. – Sama umyć się nie mogę, nie mogę nic zrobić. Dusi mnie. On to widzi. I tak mniekiedyś zabraknie. Ja wiem, że dziecko to nie pies, którego można oddać. Ale już jestem taka obolała, że nie da się opisać. Mam depresję – dodaje jeszcze zupełnie świadoma, że wtedy boli także dusza, a myśli czarne przychodzą do głowy. Z kwitów i przekazów rozłożonych na jasnym blacie wynika, że Kuba dostaje 225 złotych renty, 478 złotych z CPR, 34 złote średnio od tatusia i 100 złotych od dziadków, którzy wprawdzie płacą te alimenty, ale znać go nie chcą. – Nikt go nie chce – mówi z goryczą, bo to takie dobre dziecko. – Ani dziadkowie, ani ojciec. Teściowa Kasi też nie chciała cudzych dzieci trzymać.

Długi

Nieporadność bije z każdego kąta tego domu. Stary komputer podarowany przez kogoś Kubie stoi na jego biurku jak atrapa. W domu nie ma Internetu. Zresztą, co tam Internet, skoro lada moment elektrownia upomni się o swoje. Szmaty i resztki drewna zostały spalone, nie ma czym w piecu palić.

– Jak sobie radzę? Kiedy było nas więcej, to każde coś tam dołożyło. Przychodziła Kasia: mamuś, weź mi kredyt. Później spłacała ratami. Mąż wziął jakieś pieniądze z banku. Raptem ich nie ma, a ja płacę z renty. No to pojechałam, wzięłam pożyczkę na długi, ale pożyczka też do spłacenia. Dom zastawiony pod hipotekę. I tak jestem w tym błędnym kole. Jeden dług pociąga drugi i ciągną na dno.

A tu lada moment trzeba będzie w hurtowni za jedzenie brane na kredyt zapłacić. A uzbierało się przez miesiąc prawie 190 złotych na ich dwoje, a przecież takich rarytasów nie jedzą. Poszło na lekarstwa dla Kuby, bo choruje na żołądek. Sobie już nawet nie wykupuje: po co? Za co? W szkole trzeba zapłacić za koszulkę i bluzę, spodnie dokupić. Dobrze, że chłopak dostał darmowe obiady.

– Co to za życie, jak się siedzi cztery dni w domu i patrzy na te dwa grosze i nie wiadomo co z nimi robić? – żali się. – Tu nikt złotówki nie pożyczy. Nikt. Jedyna, która pomoże to ta kobieta, co sprzedaje świeczki koło cmentarza.

Samotność

– No to jakie jest wyjście, proszę mi powiedzieć, jakie? – pytanie brzmi jak wyrzut. Nawet nie zwraca uwagi na to, że Kuba wszedł do sąsiedniego pomieszczenia.

Spod nieszczelnych drzwi, z lodowatej sieni ciągnie zimno do pokoju Kuby, który wyremontowany został z pieniędzy Centrum Pomocy Rodzinie. Porządny, ze starym regałem i wersalką, z kilkoma ozdobnymi kubkami na półce. Nic więcej.

– Nikt do nas nie przychodzi. Jak nam się dobrze powodziło, to mieliśmy wielu znajomych. Jak jest bieda, to nie ma żadnych przyjaciół – mówi Jadwiga Słonka. – Wysprzedałam wszystko z domu, nic nie mam. Najgorsza jest samotność. On idzie do szkoły, ja siedzę sama. Czasem wyję tak, że pies na podwórku zaczyna też wyć. On przychodzi ze szkoły, siedzi w tym pokoju, ja w tamtym. Przynosi obiad do domu: zjedz zupę babciu. Nie, nie jestem głodna. Przecież wiem, że rośnie, że potrzebuje. Jak dziecku odjąć od ust? Ja nie znajduję innego rozwiązania. Tak sobie umyśliłam: znaleźć dla niego dobry dom i spokojnie zamknąć oczy...
Czytaj więcej o:
obserwator
renata
nick
(34) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

obserwator
obserwator (8 marca 2010 o 13:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a Co ta pani robiła kiedy była w młodym wieku?? otóż szukała pieniędzy w państwie przecież najlepiej jest jak państwo da za darmo.. Ta pani miała kilka lat temu jeszcze sklep który prowadziła z meżem,czy nie stac ich było na wyremontowanie domu?? przeciez najprościej wyciągnąc ręce do państwa po pieniądze, a samemu palic po 2 paki Marlboro dziennie..i nic dziwnego,że teraz dusi..jak się ma depresje,to powinno sie wziąc za prace,i posprzątac sobie w domu,a wtedy przestało by się myśleć o głupotach...najlepiej jeśli nic sie w życiu nie robiło, bo sie zwyczajnie nie chciało, powinno się mieć trochę wstydu i nie robić z siebie ofiary losu,bo taki stan rzeczy to wyłącznie jej zasługa..poza tym ma przecież jeszcze synów. jeden ma działalność prywatną i z tego co widac niezle mu sie powodzi..więc mogą pomóc matce. KOBIETO!!!!!!! opamiętaj sie,nie rób z siebie ofiary..
Rozwiń
renata
renata (2 marca 2010 o 19:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
no niestety tak jus się ciągnie od lat, lubelszczyzna zawsze była traktowana jak Polska B, także jak już pomagać to trzeba praktycznie całej Lubelszczyźnie a jak nie to najwyżej zaorać.

Zgadza się. Oboje z żoną zarabiamy po 1200 zł (razem 2400 na rękę - tak też się zarabia w Lublinie). ok 800 zł opłat + 600 zł raty + 300 zł przedszkole. Ile zostaje? 500 zł. Tak się żyje na lubelszczyźnie. Gdyby wszyscy a są tacy co mają jeszcze mniej ...
Rozwiń
nick
nick (2 marca 2010 o 19:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rzeczywiście tyle kłopotów na jednej głowie może załamać psychicznie i doprowadzić do depresji. Myślę że bohaterce potrzebne są zarówno program pomocy finansowej jak i wsparcie psychologa. Ciekawe co mają do powiedzenia na temat boheterki artykułu mają sąsiedzi oraz pracownicy mopsów, gopsów itp. Rozumiem dramat ale spojrzenie jest jednostronne a to wyklucza obiektywizm.
Rozwiń
izeczka
izeczka (28 lutego 2010 o 08:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bardzo prosze o podanie kontaktu z ta Pania lub ewentualnej mozliwosci pomocy. Dziekuje i pozdrawiam.
Rozwiń
Gość
Gość (28 lutego 2010 o 08:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
CARITAS napisał:
LUDZIEEEE!!! Czy naprawdę w tym rozmodlonym kraju w tej "Rodzinie"pewnego radia nie ma ludzi wrażliwych?Czy wśród tych polityków klękających w świetle kamer wydających ogromne sumy dziennie nie znajdzie się jakaś pomoc dla faktycznie potrzebujących? czy Caritas nie da 0,0001% swoich dochodów??

A Ty dupku żołędny,co zrobiłeś,żeby Im pomuć?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (34)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!