poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.

Magazyn

Zrozumieć świat - rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim


• W pana książkach podróżniczych właściwie nieobecne są kobiety. Dlaczego?

- Bo moja praca to głównie podróżowanie, reportaż. A w reporterskich wędrówkach przeważnie jestem sam. W ogóle podróżnicy są samotnikami. Jeśli zaś już podróżując mam do czynienia z jakimś środowiskiem, to zazwyczaj męskim. Zresztą w tych kulturach, o których piszę, gdy przyjeżdża biały mężczyzna, lokalna społeczność wystawia jako swoją reprezentację, również mężczyzn.

• Trochę pokrętnie pan to wytłumaczył, ale powiedzmy, że przyjmuję to do wiadomości. A ile odbył pan podróży w swoim życiu?

- Oj, tego nie próbowałem policzyć. Na pewno setki...

• Ale czy więcej czasu spędził pan w Polsce, czy wędrując po świecie?

- Jeżeli chodzi o moje zawodowe życie, to więcej w podróżach. Bo podróże są dla mnie bardzo ważne. Podróżowanie to inspiracja, źródło materiałów do książek. To takie ładowanie akumulatora, a później w kraju jego wyładowanie: próba podsumowania, pisania i myślenia o tym. Dla mnie podróż jest bardzo ogromnym przeżyciem i obciążeniem zarazem, bo ja nie podróżuję jako podróżnik, ale podróżuję jako reporter. A to wymaga wielkiego przygotowania teoretycznego: poznania kultury, środowiska, gospodarki, historii kraju, do którego się jedzie...

• Jaki ma pan sposób na pisanie książek?

- Pisanie to sprawa bardzo indywidualna. Każdy pisze inaczej. Jedni rano, inni wieczorem. Powiedziałbym tak, że ilu jest pisarzy, tyle sposobów pisania.

• Ale ja pytam o pański sposób?

- W zasadzie piszę rano. Ale jest tak czasem, że trzeba siedzieć cały dzień. Bo ja piszę bardzo wolno i dla mnie napisanie strony dziennie jest bardzo dobrym wynikiem.
Bo sam proces twórczy to nie tylko pisanie, lecz równocześnie i myślenie, i czytanie. To jest po prostu pewien stan, który nie zawsze przychodzi i wtedy nic nie można napisać.

• I co pan wtedy robi?

- Nic nie robię. Siedzę i czekam, aż przyjdzie nastrój. Tak jak się czeka na przypływ morza nad brzegiem.

• Nad czym pan obecnie pracuje?

- Nad kolejną książką, która gdy powstanie, będzie takim samym zaskoczeniem i niespodzianką dla mnie, jak dla czytelników.

• Nie zdradzi pan rąbka tajemnicy, o czym będzie ta książka?

- No więc powiem, skoro pan już tak nalega, że pracuję nad tomem reportaży z Ameryki Łacińskiej i piątym tomem "Lapidarium”. Obydwie te pozycje powinny ukazać się w przyszłym roku.

• Czy pamięta pan, ile otrzymał nagród za swoje książki?

- Tego nie pamiętam, choć to zawsze przyjemne i ważne w dorobku pisarza dostawać nagrody, wyrazy uznania za pracę. Ale nagrody nie są najważniejsze, gdyż zawsze trzeba myśleć o tym, co się jeszcze zrobi, co napisze.

• Niektórzy zastanawiają się kim pan właściwie jest - pisarzem czy dziennikarzem?

- Ja tego nie rozróżniam. Żyjemy w takiej epoce, którą wielki amerykański antropolog Clifford Geertz nazwał epoką gatunków zmieszanych. Zarówno pisarze jak i dziennikarze sięgają do wszystkich możliwych technik pisarskich, by jak najlepiej wyrazić, wypowiedzieć tekst.

• Przyjechał pan do Lublina na sympozjum poświęcone poszukiwaniu kultur na styku narodów z pogranicza. Pan sam pochodzi z kresów, z pogranicza. Czy to jakoś ukształtowało pańską osobowość, wywarło wpływ na sposób postrzegania świata?

- Myślę, że tak, ponieważ kresy to taki obszar wielokulturowy, a Pińsk, moje rodzinne miasteczko, było miejscem, w którym żyli obok siebie Polacy, Żydzi, Ormianie, Rusini, Litwini, Białorusini. To był taki świat, który żył własnym życiem, ale w którym nie odczuwało się żadnych różnic. Rozumiało się, że on po prostu taki jest, że świat jest pewną wspólnotą: religijną, kulturową, językową. Toteż moje podejście do świata w tym czasie było takie, że nasza planeta jest wspólnotą. Często, jeżeli mówię o ludzkości, to po prostu mówię nie ludzkość, a rodzina ludzka.

• Ale przyzna pan, że wydarzenia z 11 września w Ameryce zburzyły nasz obraz świata?

- Tak i musimy go ponownie odtworzyć. A nie wiemy jeszcze, jak to zrobić. Po raz pierwszy od zakończenia ostatniej wojny sytuacja na świecie jest tak dramatyczna. Ludzkość może wybrać albo drogę wojen międzycywilizacyjnych, albo zrozumienia i wzajemnego korzystania ze swojego dorobku. Niepokoi mnie, że w sytuacji, w jakiej znalazł się świat, tak mało słychać głosów troski i rozwagi.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!