wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Życie jest modlitwą

Dodano: 3 stycznia 2002, 17:48

- To zakon kontemplacyjno-klauzurowy, wywiadów nie udzielamy. Przykro mi.... - brzmiał głos w słuchawce.
Na szczęście powtórna rozmowa kończy się ustaleniem terminu wizyty w kodeńskim klasztorze pod wezwaniem Świętej Rodziny, gdzie przebywają karmelitanki bose.

Mroźny, słoneczny dzień. Zaczyna prószyć śnieg. Drzwi klasztoru usytuowanego na skraju wsi i lasu, przy drodze do Sławatycz, otwiera siostra Anna. To jedna z trzech nieklauzurowych furtianek. Znamy się z rozmów telefonicznych. Jest młoda, na oko przed trzydziestką. Zgodnie z ustaleniami, pokazuje dostępną dla przybywających z zewnątrz część domu, po kolei: salę gościnną, rozmównicę, zakrystię, kaplicę. Tutaj robię zdjęcia zakonnicy, ale tak, żeby nie było widać jej twarzy.
- Siostry klauzurowe uczestniczą we mszach, usługują nawet kapłanowi, ale oddziela je krata i zasłona - informuje przewodniczka.
• Jak mogą służyć, skoro dla nikogo z zewnątrz nie są widoczne? - pytam.
- Podają wszystko tędy - odpowiada łączniczka i wskazuje w zakrystii na ścianę z szufladami. Podobna zasada obowiązuje w jadalni dla gości.

Głos zza kraty

- Przychodząc tu decydujemy się na pobyt w odosobnieniu. To świadomy wybór, a to, że nikt nas nie ogląda, jest jego konsekwencją - przemawia do mnie głos zza okratowanej kotary. W rozmównicy spotykam się z jedną z sióstr klauzurowych. Na rozmowę dostałam pozwolenie matki przełożonej. Możliwe, że to ona sama ze mną konwersuje.
- Niech pani pyta o wszystko. Najwyżej nie odpowiem - uprzedza rozmówczyni. Swojego imienia, miejsca pochodzenia ani funkcji w zakonie nie wyjawi. Podaje natomiast wiek: 62 lata. Chętnie opowiada o życiu przed przywdzianiem habitu.
- Od dzieciństwa fascynowało mnie piękno - otaczającego świata, w drugim człowieku - i te rozważania zaprowadziły mnie do Piękna Najwyższego. Powołanie rosło wraz ze mną. Jestem jedynaczką, długo oczekiwanym, wymodlonym dzieckiem. Rodzice, bardzo pobożni i religijni, pozwolili mi wybierać i nie przeszkadzali, kiedy się zdecydowałam - wyjaśnia. Matka zakonnicy jeszcze żyje i przebywa gdzieś w Polsce pod opieką sióstr.

Nie mamy o czym plotkować

Fundamentem i pierwszorzędnym zadaniem każdej karmelitanki jest modlitwa, która nie ogranicza się do wyznaczonego czasu, całe nasze życie ma być modlitwą, dlatego wskazane są samotność i milczenie - kontynuuje. Mniszki pracujące w kuchni, pralni lub ogrodzie wypowiadają tylko niezbędne słowa. Mieszkanki domu nie są jednak zupełnymi pustelnicami. Spotykają się codziennie w pełnym składzie, każda ze swoją ręczną robótką i wtedy rozmawiają. O czym? A to latem w ogrodzie coś niespodziewanie wyrosło lub któraś z sióstr otrzymała od najbliższych list i dzieli się nowinami.
- Stanowimy rodzinę, obchodzi nas, co u której w domu się wydarzyło - mówi zakonnica. - Modlimy się o jedność serc i Kościoła, więc same również tworzymy wspólnotę.
• Może podczas tych zebrań siostry plotkują albo się kłócą? - próbuję zażartować.
- A o czym mamy plotkować? - obrusza się rozmówczyni i dorzuca: - Kłócić też nie mamy się o co.
Ale przyznaje po chwili, że bogactwem jedności jest różnorodność charakterów, osobowości, zainteresowań. Przecież zakonnice są wykształconymi kobietami. Kilka ukończyło wyższe studia. Kwalifikacje mogą wykorzystywać dla dobra wspólnoty. Ekonomistki zajmują się sprawami administracyjnymi, a chemiczka czuwa nad produkcją gipsowych figurek.

W trosce o byt

- Prawie wszystkie młode dziewczęta, przychodząc tutaj, nie potrafią ręcznie wykonywać nic z rzeczy, które wyrabiamy. Trzeba je cierpliwie uczyć - podkreśla doświadczona siostra. Zakon zarabia, m.in. szyjąc szaty liturgiczne i składając różańce z paciorków uprawianej na miejscu rośliny o nazwie kanna. Warzywnictwo jest dla mniszek podstawowym źródłem utrzymania. Odżywiają się skromnie. W okresie wielkiego postu i adwentu jeszcze skromniej. Wszystko w imię duchowego doskonalenia się.

Jak wygląda mała krowa?

- Idziemy czasami z córką na mszę do klasztornej kaplicy. Kiedyś mnie zapytała, czy zakonnice chodzą boso - mówi Agnieszka Nowacka, mieszkanka Kodnia. - Kiedy latem zbieram grzyby, słyszę często śpiewy sióstr. Jak one pięknie to robią, niczym anioły! - zachwyca się kobieta.
Okazuje się, że wysoki mur, odgradzający zakon, dla niektórych nie jest przeszkodą.
- Mój brat widział nieraz w ogrodzie wszystkie mniszki. Jeździ tam, aby zaorać ziemię, pomaga uporządkować teren przed zimą. Siostry cieszą wszelkie takie prace. Potrafią skakać po suchych liściach jak małe dziewczynki - zauważa gminna bibliotekarka.
Furtianki często odwiedzają okoliczne domy. Gospodarze łatwo rozpoznają, że żadna nie wychowała się na wsi. Ekscytują je prozaiczne dla rolników sprawy.
- Raz jedna chciała zobaczyć cielę, które właśnie się narodziło. Weszła to obory w swoich czyściutkich trzewikach, zakasawszy habit. "To tak wygląda mała krowa?” - powtarzała zauroczona widokiem cielaczka. Innym razem siostra uklękła w progu na widok kociąt. Zapytała, czy może jedno pożyczyć. Wzięła je pod pazuchę, wsiadła na rower i pojechała do klasztoru. Zwróciła zwierzątko po godzinie. Pewnie chciała je pokazać siostrom - opowiada jeden z gospodarzy.
Energiczne, ciekawe świata, zawsze uśmiechnięte - tak postrzegają łączniczki od karmelitanek mieszkańcy Kodnia.
Wójt Ryszard Zań wspomina, jak w trakcie budowy domu, który otwarto w 1994 roku, panowało we wsi poruszenie. Ludzie dziwili się, po co te płoty. Teraz okazuje się, że mur i ściany są "ze szkła”, bo w tajemniczy sposób daje się wyczuć, co się wewnątrz dzieje.


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO