poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Życie wewnętrzne cyrku


Kiedy Arek spadał, Małgorzata Foremniak zasłoniła oczy. A Kuba Wojewódzki odwrócił głowę.

Arek nie mógł uwierzyć, że poleciał. Jego żona Dorota miała łzy w oczach. Dlaczego? Bo w programie "Mam talent” dostali burzę braw. Za nieudany numer. W cyrku spada się rzadko. - Pamiętam śmierć młodych akrobatów. Bardzo ciężko było zmyć krew - opowiada Arek Tűrk.

Siedzimy w wozie kempingowym, który zaparkował w Opolu. W klatce popisuje się Nikuś, półtoraroczny szop pracz. W terariach wygrzewają się pytony. I jeden młody boa dusiciel. Czekają na kolację. Kolacja czeka w klatkach na zewnątrz. W jednej świnki morskie, w drugiej szczury, w trzeciej króliki. Trochę im zimno, popiskują cichutko.

Mam talent

TVN dzwonił do Doroty i Arka kilka razy. A oni ciągle w drodze. Raz tu, raz tam. Jak Cyganie. Odmówili udziału w castingu. Potem przyszło zaproszenie do wzięcia udziału w drugim etapie. - Już z jury - mówi Dorota. - Zobaczyłem silną grupę: Chylińska, Foremniak, Wojewódzki - dodaje Arek.

Telewizja i publiczność nie zrobiły na nich wrażenia. - Chcieli koniecznie węże i wałki. Nie zgodziłam się na węże, bo jaki to talent? Że założę na siebie kilka węży? - mówi Dorota. Pojechali z wałkami. - Wałki szybciej się skończyły niż zaczęły. W momencie, kiedy Arek wszedł, wycięło ze środka. Spadł, powtórek nie było.
- Nikt nie lubi spadać - mówi Arek. - Do dziś nie zapomnę śmierci dwójki młodych akrobatów. Lecieli spod samego szczytu cyrku. Bardzo długo nie można było zmyć krwi.

Nikuś

Nikuś w klatce rozrabia coraz bardziej. Dorota wkłada do plastikowego pudełka na zatrzask cukierek, zamyka i wrzuca do klatki. Srebrny szop pracz otwiera je w minutę. Bierze w łapki cukierek, delikatnie rozwija z papierka, zjada. Potem kładzie się na plecach i wystawia brzuch do głaskania. - Nikuś nie występuje na scenie. To nasze dziecko. Co najwyżej pozuje do zdjęć - mówi właścicielka szopa.

Podczas takiego pozowania, które odbywa się w przerwach widowiska, Nikuś lubi wycinać numery. - Nie tak dawno wyjął mi z torebki stówę, poleciał do miseczki i ją wyprał. Wszystko pierze - relacjonuje Dorota.

Nikuś najbardziej się wkurza, gdy dostanie ulubione biszkopty. Jak zwykle bierze je w łapkę, pierze w wodzie i zaczyna jeść. Potem denerwuje się, że biszkopty znikają. Nikuś jest szopem praczem z polskiej hodowli. Hodowca wysłał go do Doroty autobusem. - Wzięłam klatkę, zawiozłam do domu i zawinęłam Nikusia w moje dżinsy, żeby poczuł mój zapach. Od tamtego czasu jest mój. Arka nie uznaje - śmieje się Dorota.

Lodówka otwarta

Jak na zimę Dorota z Darkiem zjeżdżają do wiejskiego domu, Nikuś ma używanie.
- Chodzi na spacery, w domu rozrabia z naszym wilkiem i persem. Zdrzemnie się z nimi na kanapie, a potem idzie spać do swojej klatki - kończy opowieść Dorota.
Klatki nikt nie zamyka. Przecież Nikuś jest u siebie w domu. Najlepiej się czuje ze swoimi zabawkami. Uwielbia wszelkie piszczaki. Każdą zabawkę dostaje zapakowaną. Lubi sobie rozpakować. - Aha: nauczył się otwierać lodówkę - śmieje się Arek.

Życie

Ona pracuje w cyrku dziesięć lat. On osiemnaście. Można powiedzieć, cyrkowe wygi. Przez większą część roku mieszkają w ciasnej przyczepie i wszystko robią razem. Kiedy ona gotuje, on zmywa. Razem piorą, razem wieszają pranie. Razem chodzą po zakupy.

Co jest dla nich najważniejsze w życiu? - Zdrowie, zwłaszcza przy naszej pracy - odpowiada Dorota.

- I dużo na "p” - śmieje się Arek. - Czyli pieniądze.
- I partnerstwo. W naszym przypadku, kiedy przebywamy ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, może najważniejsze - zastanawia się Dorota.

- Nie ma czegoś takiego, że ja w końcu pójdę do roboty i odetchnę od Doroty - mówi Arek.

Dusiciele

W terariach wygrzewają się pytony i jeden małolat; boa dusiciel. Skąd pomysł na węże? Występy to rzecz sezonowa, a żyć trzeba cały rok. Kiedyś dostali propozycję występów. Warunkiem był wąż. Kupili z ogłoszenia pytona. Chłopak musiał go sprzedać, bo dziewczyna postawiła warunek: Albo pyton, albo ona.

- Przywiózł go nam do domu. Miał kilka metrów. Zamarłam - opowiada Dorota. - Teraz występujemy z wężami na imprezach. Nawet na weselach.
Z wężami im dobrze. I w cyrku, i w domu.

- Żadne zamki są nam niepotrzebne. Ludzie czują respekt - śmieje się Dorota. Wyciąga z klatki młodego pytona. Albinoska. Delikatnie wije się dookoła jej szyi. - Pan dotknie jego skóry. Prawda, jaka przyjemna? To nie jest śliskie, wstrętne zwierzę. Tylko z małym boa muszę uważać. Nie dopuszczam go do rejonów mojej szyi. Tak na wszelki wypadek, gdyby próbował docisnąć.

Co jedzą węże?

- Jedzenie jest na zewnątrz. W klatkach - mówi Arek. - Jedzą żywe zwierzęta. Wrzucam jedzenie do klatki i wychodzę.

Oboje bardzo przeżyli śmierć pytona Kubusia.

- Zachorował, marniał w oczach. Potem zaczął się dusić. Tracił przytomność. Ryczałam jak dziecko, jak odszedł.

Selekcja naturalna

Co się dzieje na postojach? - To nie jest prawda, że cyrk to jedna wielka rodzina - mówi gorzko Dorota.

W cyrku jest zazdrość, zawiść, chamstwo. Podkładanie świni, albo i gorzej. - Taki polski krajobraz - dodaje Darek.

Jak wystąpili w programie "Masz talent”, nikt nie odezwał się słowem. Jakby programu nie było. Podobnie po festiwalu sztuki cyrkowej w Brukseli, gdzie Darek dostał pierwszą nagrodę. Cisza. Nikt nic nie wie.

W cyrku są romanse

W cyrku różne rzeczy się dzieją. Zwłaszcza wieczorem. - Żenujące są te czternastki, piętnastki. Nawet trzynaście lat. Podchodzą do cyrku, chodzą po wozach. A chłopakom to jest wszystko jedno. Napiją się i zrobią swoje - ciągnie Dorota.
- To jest selekcja naturalna - wyjaśnia Arek. - Cyrk wyjeżdża. Młode zostają. Potem szukają tatusiów dla swoich dzieci…
Czytaj więcej o:
Kiciorr
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Kiciorr
Kiciorr (23 października 2008 o 11:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Oboje bardzo przeżyli śmierć pytona Kubusia.

- Zachorował, marniał w oczach. Potem zaczął się dusić. Tracił przytomność. Ryczałam jak dziecko, jak odszedł.




Typowe objawy zapalenia płuc, węże nie nadają się do życia w ciągłej podroży.
Podczas transportu, wątpię aby w tedy były dogrzewane.
Zresztą widziano ze marnieje , i nic w tym kierunku nie zrobiono.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!