środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Życie zaczyna się w piątek wieczorem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 stycznia 2003, 16:21

Jest cool! Niezła klima na tej imprze. Architektura tego miejsca jest idealna na wybassiony klub, tylko ludzie trochę blee. No i stanowczo za mały dance floor! – mówi Marzena. Czy ktoś zrozumiał, o co chodzi? Nie? Nic dziwnego. Tak rozmawia ze sobą młodzież, której sposobem na życie jest clubbing



.
Clubbing przywędrował do Polski z zachodniej Europy. Zaczął się w Anglii. Co to jest clubbing? – „Zaczyna się weekend. Jedyne, co się teraz liczy, to kluby, dragi, puby i imprezy” – objaśnił istotę zjawiska jeden z bohaterów kultowego filmu o clubbingu pt. „Human Traffic”. I to jest
najprostsza definicja:
w piątek wieczorem spotyka się grupka znajomych i wędruje po klubach grających nowoczesną muzykę klubową typu house, ambient, trance, itp. Teraz clubbing pojawił się w Lublinie.
– Tylko trochę kulawy i o swojskim posmaczku – krzywi się Marzena, studentka III roku politologii UMCS.
Dwa dni na parkiecie
Marzena przez cały tydzień żyje bardzo spokojnie: zajęcia, akademikowe spotkania, trochę nauki i oglądania telewizji.
– Czekam na piątkowy wieczór – dodaje. – Wtedy spotykamy się w stałym składzie i rozpoczynamy wędrowanie po klubach.
Czyli – clubbing.
– Byłem tam kilka razy i więcej nie pójdę. Fajniejsza atmosfera jest pod dzwonem na Majdanku – wyjaśnia Tomek, chłopak Marzeny. – Soundsystemy (systemy nagłaśniające – red.) są zajebiste. Można palić zielone bez obaw, a na sali i w ogóle ludzie i klimat jest super – zachwyca się Monika, studentka historii. – Spox klubik!
Nasi bohaterowie podobne rozmowy wiodą co tydzień, kiedy próbują ustalić, które kluby odwiedzą w czasie weekendu.
– Liczy się kilka spraw – wyjaśnia Tomek. – Jaki DJ gra w takim klubie, jakie są ceny i jakie przychodzi towarzystwo. Wiadomo, że wszyscy unikają miejsc, do których złażą się dresiarze czy inne menelstwo. I tu od razu widać, że
Lublin jest zapyziały,
bo dobrych, normalnych klubów jest tylko kilka. Ale kiedy już się gdzieś rozlokujemy, zaczyna się zabawa.
Czyli taniec, piwo (rzadko mocniejsze alkohole) i miękkie narkotyki.
– To jest po prostu sposób na odreagowanie stresów. Nic cię nie obchodzi, nie ma żadnych problemów, tylko parkiet i muzyka. Tańczysz sam i wpadasz w trans – opowiada Monika.
A po co narkotyki?
– Dla jeszcze lepszego klimatu – wyjaśnia Marcin. Studia skończył dwa lata temu, teraz pracuje jako informatyk w prywatnej firmie. – Zresztą my nie bierzemy żadnej heroiny czy kompotu z maku. Tylko marihuana i czasem extazy. Żeby wytrzymać imprezę, która trwa dwa dni.
Lubelski clubbing zaczyna się około godz. 21. O 23 rozpoczyna się zmiana lokali.
– Szukamy swoich znajomych, albo po prostu lepszego miejsca czy innej muzyki – mówi Marzena.
– Lubelski clubbing jest zupełnie inny niż ten w europie czy nawet w Warszawie – zaznacza Arkadiusz Tyburek, wpółwłasciciel klubu `MC. – W stolicy ludzie schodzą się do klubów na 23 i kończą o czwartej, piątej nad ranem. W ogóle trudno mówić w Lublinie o clubbingu z prawdziwego zdarzenia.
Przyczyn jest kilka. Po pierwsze – brak lokali, które są czynne do rana. Wszystko zamyka się o drugiej w nocy.
– Robiliśmy eksperymenty z zamykaniem o czwartej rano – przyznaje A. Tyburek. – Szybko z tego zrezygnowaliśmy, bo złaziło nam się tylko pijane towarzystwo. I jeszcze jedno: młodych w Lublinie zwyczajnie nie stać na całonocne imprezy.
Z takimi opiniami zgadza się większość właścicieli klubów.
– To się u nas nie przyjęło – mówi jeden z nich. Główna klientela to studenci, a oni mają jeszcze swój sposób na rozrywkę, czyli imprezy przy wódce w akademikach. Bo muzycznie i technicznie nasze kluby wcale nie odstępują od tych warszawskich. Przyjeżdżają tu znani DJ, a nagłośnienie i oświetlenie jest na najwyższym poziomie. Tyle że tu o drugiej w nocy życie całkiem zamiera.
Różne głupie pomysły
Marcin chętnie opowiada o swojej ubiegłorocznej podróży do Anglii.
– Zaczynało się w piątek o 22. Godzinę tu, dwie godziny tam. Londyńskie kluby są niesamowite. Można było chodzić przez całą noc i wszędzie było coś zaskakującego. A o szóstej rano zawsze znalazło się wolną salkę ze spokojną muzyką, gdzie można było zjeść śniadanie i odpocząć. A wieczorem od nowa. W Polsce jeszcze długo poczekamy na taką kulturę.
Do nas, oprócz nazewnictwa i muzyki, dotarła, niestety, mroczna strona clubbingu: narkotyki.
– Nie ma najmniejszego problemu z kupnem – twierdzi ochroniarz w jednym z lokali. – I nie ma sposobu na ukrócenie tego handlu, bo handlarze są zorganizowani. Tu wolny strzelec się nie uchowa.
Wystarczy tylko spytać o konkretny towar czy osobę i dealer natychmiast się pojawia. Potem jeden telefon i towar jest do odebrania, np. na parkingu przed lokalem.
– Wiem o tym – potwierdza kierownik jednego z lokali. – Ale ja sam dealerów nie pokonam. Jakbym tylko spróbował, to puszczą mi lokal z dymem. I tak mam szczęście, ze mi prochów nie wnoszą na salę, tylko handlują na zewnątrz.
– Dla mnie najważniejsze w klubie, oprócz zabawy, jest bezpieczeństwo – przyznaje Tomek. – Nie chcę dostać szklanką w łeb. I całe szczęście, że
w lubelskich lokalach jest spokojnie.
Potwierdza to Kamil Kowalik, rzecznik komendy miejskiej policji w Lublinie:
– Te kluby są dość bezpieczne. Praktycznie jedyne zdarzenia to kradzieże: toreb, ubrań czy telefonów komórkowych.
Krzysztof Drozd jest właścicielem Biura Ochrony Businessu. Pracownicy tego biura patrolują teren miasteczka akademickiego.
– Młodzież wędruje między lokalami. To ostatnio bardzo modne zjawisko – przyznaje. – Ale nie do końca bezpieczne. Takie podchmielone grupki są łatwym celem dla bandytów. Z drugiej strony alkohol rodzi różne głupie pomysły. Żeby np. w drodze miedzy jednym klubem a drugim rozbić szybę czy porzucać koszami na śmieci.
– Lublin to specyficzne miejsce – kończy rozmowę Arkadiusz Tyburek. – Podejrzewam, ze tu nigdy nie będzie clubbingu z prawdziwego zdarzenia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!