środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Żyję już tylko dla córki

Dodano: 7 sierpnia 2009, 19:50

Pani Bożena z Krzczonowa nie kupi 8-letniemu dziecku zabawki i książek do szkoły. Nie ma pieniędzy. Ma za to masę długów. A tylko 400 zł miesięcznie, by przeżyć. Dwa lata temu jej świat legł w gruzach: najpierw straciła zdrowie, potem jedyne źródło utrzymania. W końcu napadła na bank

– Nigdzie nie pracuję. Całe życie tyrałam w polu i z tego żyłam. Po operacji kręgosłupa już nie mogę. A w okolicy nie ma dla mnie innej pracy – płacze pani Bożena.

Kobieta mieszka ze schorowanymi rodzicami i 8-letnią córką. Na nią dostaje 400 zł alimentów miesięcznie od byłego męża. A to za mało, by przeżyć. Dlatego pani Bożena wzięła kilka pożyczek, których teraz nie może spłacić.

– Do lutego muszę spłacać 83 zł miesięcznie kredytu w jednym banku, w innym już powinnam oddać 2400 zł. Boję się, że lada dzień komornik przyjdzie do mnie, a wtedy z nami koniec. A w portfelu 10 zł i za to do połowy miesiąca musimy przeżyć – załamuje ręce kobieta. Ma także zaległości w opłatach za prąd (600 zł) i wodę (300 zł).

Łącznie jej długi wynoszą prawie 4 tys. zł.

Z rozsądku

Urodziła się w Krzczonowie i od dziecka pracowała na gospodarce. W pole chodziła z rodzicami. – Dobrze było, dopóki ojciec był zdrowy. Potem życie już nigdy mnie nie rozpieszczało.

Za mąż wychodzi w wieku 31 lat. Jej mąż, mężczyzna z sąsiedniej wsi, ma wtedy 36. – Szybko to się rozleciało, takie stare ramole, jak my nie powinny się żenić. Mieliśmy już swoje przyzwyczajenia, a wtedy trudno żyć razem – wyznaje. Czy kochała? – Dziś nie wiem, może bardziej z rozsądku za niego wyszłam. Nie robił mi krzywdy, ale nie byliśmy dopasowani charakterami.

A inni kandydaci do ręki? – Proszę o inny zestaw pytań.

Najgorsze rzeczy

Samej z dzieckiem było jej ciężko. Wiadomość o operacji kręgosłupa zmienia wszystko. – Wtedy zaczęły mnie spotykać najgorsze rzeczy. Lekarze powiedzieli, że jak szybko mnie nie zoperują, to na wózku wyląduję – mówi.

Operację przechodzi w lutym. Wszystko się udało, ale lekarze każą jej pół roku odpoczywać. Pani Bożena po 6 dniach wraca do pracy.

– Trzeba było iść do roboty. Teraz kręgosłup mam w opłakanym stanie, dlatego już nie mogę żyć z gospodarki – dodaje. To ją dobija. Innej pracy nie zna. – Stanęłam pod ścianą. Z rozpaczy i tej strasznej biedy poszłam do tego banku – szlocha.

Napad

20 sierpnia 2007 roku. Wtorek. Zamaskowana pani Bożena wchodzi do banku spółdzielczego w Krzczonowie. Ma na sobie kurtkę moro i ciemne dresowe spodnie. Na głowie czapkę z daszkiem, a twarz przysłania czarna chustka. Jest niemal pusto. 5 minut przed zamknięciem napastniczka wchodzi do pokoju socjalnego. Spotyka tu dwie pracownice. W jedną celuje przedmiotem, który przypomina broń. „Do środka, do środka” – mówi do kobiet, pokazując na wejście do sali. Wtedy jedna z pracownic ją rozpoznaje jako dawną klientkę banku. Krzyczy do niej: „Bożena, co ty robisz”. Ta ucieka.

Policjanci szybko ustalili, gdzie mieszka napastniczka. Pojechali do jej domu, zatrzymali. Przyznaje się do napadu. Pokazuje im „broń”, czyli dziecięcy karabinek.
Prokuratura stawia jej zarzut usiłowania rozboju. Proces jest krótki. Kobieta dobrowolnie poddaje się karze dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeni na pięć, bez wymierzania grzywny i opłat sądowych.

– Dlaczego to zrobiłam? Narosły długi, nie było skąd brać pieniędzy. Miałam jechać za granicę zbierać jabłka, odkuć się. Ale nie miałam nawet na ten wyjazd – płacze. – Czułam ogromny strach. Nawet nie wiem, co wtedy myślałam. Dziś uważam, że głupia byłam.

Wstyd

– Dwie doby mnie w areszcie trzymali. Strasznie długie godziny. Sama byłam i wyłam z rozpaczy, bezsilności. Jak mnie wypuścili, wróciłam do wsi. I zaczęła się gehenna, wstyd. Ten wstyd do dziś czuję – Bożena podkreśla, że rodzice przyjęli ją pod dach. Ale dalsza rodzina się odwróciła. Większość sąsiadów też.

– Chyba chciałabym już o tym zapomnieć. Ale ludzie nie dają. Jedni są mili, nic nie mówią, ale inni nadal potrafią wypomnieć i dopiec mi. Cóż, jak się zrobi coś głupiego, to trzeba płacić – wzdycha. – Ale muszę żyć dalej. Wiem, że tu nikt mi nie pomoże. Tylko pani ze sklepu sprzedaje mi na zeszyt jedzenie.

Pieniędzy brakuje. A przecież nie wydaje ich na kosmetyki czy ciuchy. – Najtańsze rzeczy kupuję. Tylko w ciuchlandzie się ubieram, sweter mam zjedzony przez mole...

Pomoc

– Dostawałam 64 zł z opieki społecznej, ale zabrali mi, bo mam zapisane 3 hektary pola, i przez to mam o 20 zł za wysoki dochód na osobę – mówi. – A przecież z tego pola nic nie mam, oprócz ziemniaków i warzyw. Córka idzie teraz do 2 klasy podstawówki, a ja nie mam na książki dla niej, na ubrania, na zabawki.

Zapewnia, że podejmie każdą pracę. Może sprzątać, gotować lub piec ciasta. – Dobre robię. Kiedyś marzyłam, by otworzyć kawiarnię – wyznaje.

W urzędzie gminy znają panią Bożenę. – Zapraszam ją do siebie i na pewno postaram się jej pomóc. Nie zostawimy jej samej – obiecuje Katarzyna Bryda, zastępca wójta gminy Krzczonów.

– Pamiętam ją, bo przed laty w parafii w Piotrkowie, w której byłem wtedy, brała ślub. Przygotowywałem ją i jej męża do tego sakramentu. Ona się wstydzi do mnie przyjść z tego powodu. Ale jak się zgłosi, to będę z nią rozmawiał i starał się pomóc – zapewnia ks. Jarosław Wójcik, proboszcz parafii w Krzczonowie.

Byle jakie życie

Twierdzi, że szczęśliwa była tylko wtedy, gdy urodziła córkę. Potem już nigdy... – Jestem z niej bardzo dumna, jest najlepszą uczennicą w klasie. Ma talent artystyczny. To takie dobre dziecko, pomaga mi, podchodzi do mnie i pociesza: „Nie martw się mamusiu, nie płacz”. A ja wtedy się jeszcze bardziej martwię. Koleżanki mają komputery, zabawki, a ona nie ma nic. Ale za co kupię? – rozkłada ręce.

– Jedyne, co mi się w życiu udało, to moje dziecko. Resztę zawaliłam. Może jakaś pechowa jestem…

Pomóżmy

Pani Bożena i jej córka potrzebują pomocy. Jeśli ktoś może przekazać ubrania dziewczęce (na 140 cm), książki, przybory szkolne, żywność, lub oferować kobiecie pracę, prosimy o kontakt z naszą redakcją pod numerem tel. (0-81) 46 26 863 lub e-mail: mizeracka@dziennikwschodni.pl
Czytaj więcej o:
.......
Gość
mini
(28) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

.......
....... (23 listopada 2009 o 16:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
naprawde gdyby pani chciała to by pani si zatrudniła w gminie.... napewno pan wójt by panią przyjął ;] jestem tego pewna ;/ a wie pani ludzie o tym nie zapomną i pani by tez plotkowala gdyby ktoś inny obrabował bank
Rozwiń
Gość
Gość (9 sierpnia 2009 o 18:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mini napisał:
to jest oczywiście uproszczenie i to wielkie,nawet na chwilę nie wysiliłeś się "pracodawco"żeby wczuć się w rolę i dolę tej kobiety.ale cóż można wymagać od kogoś takiego jak ty ?Pięknie składasz zdania ,jesteś złośliwy,może nawet sprawia ci przyjemność znęcanie sie nad słabymi i nieporadnymi,jednym słowem-panisko z miasta.Całe szczęście że p.Bożena nie przeczyta tych złośliwości bo tego ma pod dostatkiem.Ja wolę pomóc jej dziecku niż tym tłumom okupującym w mieście siedzibę PKPS i PCK ,przepitym zdrowym mężczyznom,młodym kobietom z papierosami w ustach i przekleństwami że państwo mało daje,otoczonym wianuszkiem dzieci prawdziwych nierobów którzy nigdy żadną pracą się nie zhańbili.



Pomagaj, pomagaj darmozjadowi.
Dzięki takim naiwniakom pani Bożenka będzie zyła długo i szczęśliwie nie martwiąc się o to, ze być może będzie zmuszona podjąć pracę która jest dla niej najgorszą z możliwych opcji.
Rozwiń
mini
mini (9 sierpnia 2009 o 17:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pracodawca napisał:
Oj, Pani Bożenko, po takiej reklamie jaką Pani zrobiła dziennikarka gazety, może być naprawdę ciężko o pracę.
Jaki bowiem pracodawca zatrudni kogoś, kto w swoim CV (i to poprzez gazetę) promuje następujące swoje przymioty :
- lubię pożyczać pieniądze, ale nie lubię ich oddawać (sąsiedzi i rodzina nie chcieli mi pożyczyć na wyjazd do Holandii)
- pracowałam całe życie na roli, ale na 3 hektarach umiem tylko posadzić kartofle i pietruszkę
- potrafię piec ciasta
- kiedy brakuje mi pieniędzy zakładam kominiarkę, biorę atrapę pistoletu (nie mam pieniędzy na prawdziwy) i idę do banku
- moja inwencja ogranicza się do wyciągania ręki po pieniądze (cudze)
- jestem samotną matką
- mam wyrok za napad rabunkowy
- jestem bardzo chora "na kręgosłup" (czyli proszę się nie dziwić przyszłym częstym zwolnieniom lekarskim)
- gdyby przyszły pracodawca mi "podskakiwał" to go "załatwię" przez znajomą dziennikarkę

Ufff ! Wystarczy na dzisiaj tych zalet przyszłego pracownika.

to jest oczywiście uproszczenie i to wielkie,nawet na chwilę nie wysiliłeś się "pracodawco"żeby wczuć się w rolę i dolę tej kobiety.ale cóż można wymagać od kogoś takiego jak ty ?Pięknie składasz zdania ,jesteś złośliwy,może nawet sprawia ci przyjemność znęcanie sie nad słabymi i nieporadnymi,jednym słowem-panisko z miasta.Całe szczęście że p.Bożena nie przeczyta tych złośliwości bo tego ma pod dostatkiem.Ja wolę pomóc jej dziecku niż tym tłumom okupującym w mieście siedzibę PKPS i PCK ,przepitym zdrowym mężczyznom,młodym kobietom z papierosami w ustach i przekleństwami że państwo mało daje,otoczonym wianuszkiem dzieci prawdziwych nierobów którzy nigdy żadną pracą się nie zhańbili.
Rozwiń
Pracodawca
Pracodawca (9 sierpnia 2009 o 16:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Oj, Pani Bożenko, po takiej reklamie jaką Pani zrobiła dziennikarka gazety, może być naprawdę ciężko o pracę.
Jaki bowiem pracodawca zatrudni kogoś, kto w swoim CV (i to poprzez gazetę) promuje następujące swoje przymioty :
- lubię pożyczać pieniądze, ale nie lubię ich oddawać (sąsiedzi i rodzina nie chcieli mi pożyczyć na wyjazd do Holandii)
- pracowałam całe życie na roli, ale na 3 hektarach umiem tylko posadzić kartofle i pietruszkę
- potrafię piec ciasta
- kiedy brakuje mi pieniędzy zakładam kominiarkę, biorę atrapę pistoletu (nie mam pieniędzy na prawdziwy) i idę do banku
- moja inwencja ogranicza się do wyciągania ręki po pieniądze (cudze)
- jestem samotną matką
- mam wyrok za napad rabunkowy
- jestem bardzo chora "na kręgosłup" (czyli proszę się nie dziwić przyszłym częstym zwolnieniom lekarskim)
- gdyby przyszły pracodawca mi "podskakiwał" to go "załatwię" przez znajomą dziennikarkę

Ufff ! Wystarczy na dzisiaj tych zalet przyszłego pracownika.
Rozwiń
Gość
Gość (9 sierpnia 2009 o 16:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mam 50 lat i też całe życie pracowałam i pracuję na gospodarce do tego jeszcze w zakładzie pracy po 8 godzin dziennie, a po pracy gospodarka 8 hektarowa ze schorowanymi rodzicami i nie napadam na bank, nie biorę kredytów jeżeli mnie nie stać na spłatę. Z tą panią to jest tak jak z tą su rogatką, która zaoferowała się urodzić dziecko, wzięła pieniądze a teraz nie chce oddać dziecka twierdząc, ze je kocha, mając przy tym już 2 dzieci na utrzymaniu, jedno dziecko oddala no bo chore (uciążliwy kłopot i kosztowny), ona nie pracuje, żyją za grosze, a chce temu dziecku zapewnić co biedę. Tu chodzi o pieniądze. Także co niektórzy ludzie nie mają za grosz honoru, dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko ale bez pracy..... pracy..., te osoby chcą za darmo, a kto by nie chciał. Też bym po pracy 8 godzinnej poleżała sobie, a nie szła do obory wydoić krówkę.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (28)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!