sobota, 24 czerwca 2017 r.

Magazyn

Żywe tarcze polityków

Dodano: 20 marca 2003, 17:47

Polityk może umrzeć na dwa sposoby. Śmierć polityczna oznacza tylko koniec władzy i stratę rządowej limuzyny. Czasami jednak politycy giną naprawdę: od kul zamachowców.



Przedwojenny prezydent Polski, Gabriel Narutowicz – zastrzelony. Premier Szwecji Olaf Palme – zastrzelony. Prezydent USA, John Kennedy – zastrzelony. Listę zastrzelonych, wysadzonych, zasztyletowanych i otrutych polityków można ciągnąc w nieskończoność.
Nad bezpieczeństwem polityków czuwają ochroniarze, funkcjonariusze państwowych agencji i policja. Mimo to kule zamachowców bardzo często dosięgają celu. Co robią ochroniarze? Czy skutecznego zamachu można uniknąć?
Ochrona szuka wyjścia
Wiadomość o przyjeździe głowy państwa czy innej Bardzo Ważnej Osoby do Komendy Wojewódzkiej Polcji w Lublinie trafia z odpowiednim wyprzedzeniem. Albo z komendy głównej, albo z Biura Ochrony Rządu.
–Takie wizyty są planowane na szczeblu rządowym – tłumaczy Grzegorz Czepiel, naczelnik sztabu KWP w Lublinie. – A nasze zadanie jest jasne: zabezpieczyć trasę i miejsca.
Załóżmy, że do Lublina przyjeżdża prezydent Kwaśniewski. Nad bezpieczeństwem wizyty pracować będzie większość lubelskich policjantów. Przygotowania zaczynają się na długo przed przyjazdem.
– Najpierw spotykamy się z administratorami budynków, gdzie zaplanowano pobyt. Zapoznajemy się z topografią budynku, sprawdzamy możliwość dojazdu i wszystkie pomieszczenia, w których choć na chwilę znajdzie się prezydent – podkreśla G. Czepiel. – Szczególną uwagę zwracamy na wejścia i wyjścia z budynków czy pomieszczeń.
To bardzo ważne. Ochroniarze muszą zawczasu wiedzieć, którędy „w razie czego” wyprowadzić prezydenta.
Ustalane są również szczegóły wizyty: którędy przejedzie kolumna samochodów, gdzie i o której będzie parkować. Planuje się wszystko, do najdrobniejszego szczegółu: czy prezydent wejdzie schodami, czy pojedzie windą, do ratusza przejdzie pieszo, czy pojedzie? Tu nie ma miejsca na żadne niespodzianki.
Ochroniarz: żywa kamizelka kuloodporna
Główną rolę odgrywa, oczywiście, Biuro Ochrony Rządu. To BOR określa zakres zabezpieczenia wizyty i koordynuje całą akcję.
– W ścisłej współpracy z lokalnymi służbami – dodaje major Ewa Wawryka, rzecznik BOR. – Każda wizyta jest przecież inna; są inne zagrożenia. Owszem, jest ogólny schemat ochrony, ale za każdy m razem jest on modyfikowany.
Przy dużych wizytach do akcji wkraczają również pirotechnicy. W Lublinie działali ostatnio podczas wizyty premiera Millera. Stosowali wykrywacze metalu, używali specjalnie szkolonych psów. Badane i obwąchiwane jest każde pomieszczenie. Czasami trasa przejazdu jest jeszcze dodatkowo obsadzana snajperami. W Lublinie, jak dotąd, nie stosowano tej praktyki.
Jednak najważniejszą rolę w ochronie VIP-ów ma osobista ochrona.
– Nasi policjanci również są przygotowani do bezpośredniej ochrony – podkreśla G. Czepiel.
• Czy „w razie czego” zasłonią go własnym ciałem przed kulą?
– Poproszę inny zestaw pytań... Powiem tylko tyle, że ci ludzie są systematycznie szkoleni.
• Czy funkcjonariusze BOR są do tego przygotowani?
– Nie chciałabym o tym mówić. Dla nas najważniejsze są efekty, czyli eliminowanie zagrożeń. My wolimy pozostać w cieniu. Ludzie pracujący w ochronie osobistej to elita. To najwyższy poziom wtajemniczenia i lata specjalistycznych szkoleń – dodaje Wawryka.
Dla lubelskiej policji ostatnia największa akcja zabezpieczająca to papieska wizyta w`1999 r.
– Mieliśmy wtedy ciekawy przypadek – wspomina inspektor Czepiel. – Wśród czekających na papieża był dziwny osobnik, ubrany na podobieństwo Chrystusa, z wielkim krzyżem na szyi. Był bardzo wulgarny. Został natychmiast zatrzymany, jeszcze przed przyjazdem Jana Pawła II.
Szukanie błędów
Funkcjonariusze BOR (nie lubią słowa „agenci”) to najlepsi z najlepszych. Mają ochraniać najważniejsze osoby w państwie. I w razie czego przyjąć kulę zamachowca na siebie.
• Ilu ich jest?
– To tajna informacja – odpowiada E. Wawryka.
• Jakiego używają sprzętu?
Odpowiedź jak wyżej, choć z uzupełnieniem:
– Ale jest to sprzęt najwyższej klasy.
Pistolety glock, najnowocześniejsze systemy łączności i specjalnie podrasowane samochody: vany Chryslera i terenowe BMW. A do tego mnóstwo specjalistycznych szkoleń: strzelanie ze wszystkiego, z czego można strzelać, mordercze sprawdziany sprawnościowe, taktyka i... studiowanie innych zamachów.
– Każdy zamach, udany czy nie, jest przez nas szczegółowo analizowany – mówi major Wawryka. – Szukamy błędów, sposobów działania i przekładamy to na nasze realia.
• A czy BOR popełnia błędy?
– Pan chyba żartuje... – odpowiada major Wawryka.
Tuż po zamachu z 11 września BOR od razu przystąpiło do działania.
– Wdrożone zostały odpowiednie procedury, związane z bioterroryzmem i zakupiono dodatkowy sprzęt – tłumaczy Ewa Wawryka.
Służba w BOR do łatwych nie należy. Rok służby kandydackiej, trzy lata służby przygotowawczej i oczy dookoła głowy. Ochroniarz, nawet w tłumie widzów, dziennikarzy i VIP-ów ani na chwilę nie może odwrócić swojej uwagi. Wszystko może być ważne: czyjś wygląd, niespokojne zachowanie, bezpańska reklamówka w kacie sali.
A kiedy padnie strzał, muszą automatycznie zasłonić VIP-a i wyprowadzić go z budynku. Tam zawsze czeka karetka pogotowia i kolumna samochodów z kierowcami.
W Polsce najważniejsi politycy mają swoje stałe zespoły funkcjonariuszy BOR. Oni znają przyzwyczajenia swych „podopiecznych” i sposób ich zachowywania się np. na publicznych wiecach. Wtedy łatwiej im ochraniać taką osobę.
– Przy tak ciężkiej służbie funkcjonariusze BOR dość szybko się wypalają. Kiedy kończą służbę? Kiedy zmienia się polityk, są przesuwani do innych zadań. I ciągle poddawana jest weryfikacji ich kondycja fizyczna. To sprawia, że trudno w BOR spotkać kogoś po czterdziestce.
Za trzy tysiące brutto
I za co to wszystko? Nowo przyjęty funkcjonariusz w służbie przygotowawczej zarabia ok. 1500 zł na rękę. A człowiek, który własnym ciałem ma osłonić prezydenta, dostaje średnio 3218 zł miesięcznie brutto.
Taką samą pensję ma żołnierz z tym samym stopniem i stażem. Tyle, że jedyne strzelanie, z jakim ten żołnierz ma do czynienia, to często tylko „strzelanie” obcasami przy salutowaniu...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!