sobota, 3 grudnia 2016 r.

Moto

Trzy diamenty Mitsubishi dla klanu Steców z Urzędowa

Dodano: 5 grudnia 2001, 15:23

Poniedziałkowa gala w warszawskim hotelu "Victoria” z okazji wprowadzenia na polski rynek nowego mitsubishi lancera evo VII nie dotyczyła tylko 10 majętnych szczęśliwców, którzy znajdą się na liście oczekujących na dostawę tego samochodu. Tyle bowiem jest przewidzianych dla Polski egzemplarzy tego konkretnego modelu.

Dla prawdziwych rajdowców, a tacy licznie przybyli na imprezę, najważniejsza była informacja, że po wielu latach starań i - nazwijmy rzecz po harcersku - podchodów, rodzinne miasteczko Steców czyli Urzędów, staje się oficjalnie polskim centrum Mitsubishi Ralliart, czyli tej części japońskiej firmy, która para się sportem i przygotowuje auta np. do Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata, do niedawna dla Tommiego Makinena. Nie kryjący wzruszenia Zbigniew Stec odebrał certyfikat potwierdzający prawo do używania nazwy "Mitsubishi Stec Ralliart” i dokonywania w jej imieniu sprzedaży, jak i obsługi aut rajdowych. W ślad za tym idzie możliwość korzystania z potężnego japońskiego zaplecza, tak w kwestii doradztwa, jak i części zamiennych. W dalszej kolejności z całej otoczki w postaci akcesoriów i tzw. bajerów nie mniej ważnych dla kibiców. Zbigniew Stec wspomniał też, że być może "mały Stec”, czyli jego bratanek Mariusz, wreszcie wystartuje "porządnym” autem.
Powróćmy jednak do lancera evo VII. Kiedy z całego świata zebrane są już zamówienia na ten samochód, fabryka Mistubishi w Japonii zatrzymuje na miesiąc produkcję seryjnych lancerów, przezbraja taśmę i realizuje całe zlecenie. Sportowego lancera evo VII i dalsze można kupić tylko raz do roku.
Ale znaleźć się w elitarnym klubie jeżdżących autem za 200 tys. zł to przeżycie godne wydanych pieniędzy. Całkowicie nowe nadwozie, bazujące na produkowanym w Japonii modelu lancer cedia, jest półtora razy sztywniejsze od lancera evo VI, na którym Makinen zdobył w 1999 r. mistrzostwo świata. Dwulitrowy 280-konny silnik, wprawdzie z poprzedniego modelu, ale z momentem obrotowym zwiększonym do 383 Nm, dzięki m.in. przekonstruowaniu sprężarki i intercoolera pozwala na dojście do 100 km/h w 4,8 sek. Całkowicie nowy układ przeniesienia napędu na 4 koła - w miejsce starego opartego na sprzęgle wiskotycznym, aktywny centralny dyferencjał (ACD) ze sterowanym elektronicznie sprzęgłem hydraulicznym i układem kontroli siły znoszenia (AYC) sterującym momentem przekazywanym na każde z tylnych kół, zapewniają znakomitą przyczepność podczas przyspieszania i jazdy po łukach. Do hamowania z 253 km/h firma Brembo zaprojektowała 17-calowe wentylowane tarcze z przodu z zaciskami o 4 tłoczkach i 16-calowe z tyłu wraz ze specjalnie dostrojonym do takich przeciążeń ABS-em.
Pamiętajmy jednak, że choć ta ekstremalna maszyna, jaką jest evo VII powstała na bazie auta rajdowego, to mamy do czynienia z pojazdem "cywilnym” do jazdy w normalnych, niewyczynowych warunkach. Jest więc klimatyzacja, są elektrycznie opuszczane okna i regulowane lusterka, poduszki powietrzne i inne gadgety, na które rasowy rajdowiec by się nie połakomił. Można oczywiście zamówić czteropunktowe pasy bezpieczeństwa, tylko jak wtedy zabrać kogoś na tylną kanapę (te pasy mocowane są do tylnej części nadwozia)?
A Zbigniewowi Stecowi marzy się już obsługa tych bezkonkurencyjnych w świecie w grupie N aut z trzema diamentami na masce nie tylko w Polsce, ale i poza granicami kraju. Na razie - chce wyjść poza granice woj. lubelskiego, bowiem zamierza otworzyć filię "Mitsubishi Stec Ralliart” w Warszawie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO