środa, 23 sierpnia 2017 r.

Moto

Uwaga, dzik na drodze

Dodano: 14 lutego 2007, 19:52
Autor: Paweł Puzio

Aleksander Grenda nie będzie miło wspominać drogi koło Puław. Jadąc służbowym nissanem miał zderzenie z dzikiem.

Zwierz padł na miejscu, nissan także. Co robić w takim przypadku?

Zapadał zmrok. Około 17, Aleksander Grenda wracał służbowym nissanem do Lublina. Jechał przez las. - Nagle przed samochodem wyrósł potężny odyniec. Nie miałem czasu na reakcję. Poczułem potężne uderzenie, szarpnięcie i cisza - opowiada Aleksander Grenda. - Przeraziłem się, że potrąciłem człowieka. Wyskoczyłem z samochodu. Kilka metrów przed rozbitym samochodem leżał potężny martwy zwierz. Przód nissan był całkowicie zniszczony - opowiada Grenda.
W takich sytuacjach należy zachować zimną krew. - Nie wolno oddalać się z miejsca zdarzenia - mówi nadkomisarz Arkadiusz Delekta z lubelskiej drogówki. - Należy bezwzględnie wezwać policję. Patrol, który będzie obsługiwać zdarzenie, poinformuje o zaistniałej sytuacji nadleśnictwo lub myśliwych, którzy zajmą się zwierzęciem. Nie wolno się oddalać z miejsca wypadku, nawet jak zwierzę żyje i pójdzie w las - radzi nadkomisarz Delekta.
Pozostaje jednak sprawa, kto ma zapłacić za zniszczony samochód. - Niestety, kierowcy stoją na przegranej pozycji - mówi Leszek Walenda, rzecznik prasowy Okręgowej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. - Zwierzyna jest własnością państwa, które nie ponosi za nią odpowiedzialności. A zatem, szkodę należy zlikwidować w ramach ubezpieczenia autocasco lub na własny koszt, jeżeli pojazd nie ma takiej polisy - dodaje Walenda.
Takie tłumaczenie można przyjąć pod warunkiem, że kierowca wiedział o ryzyku spotkania dzika, ostrzeżony znakiem "Uwaga, dzikie zwierzęta”. - W miejscu, gdzie doszło do zdarzenia, nie było takiego znaku ostrzegawczego - tłumaczy Aleksander Grenda.
- Można wymagać, by zarządcy lub dzierżawcy obwodów łowieckich współpracowali z zarządcami dróg publicznych i wskazywali im miejsca, w których zwierzyna łowna najczęściej przekracza drogi. Powinny być one oznaczone odpowiednim znakiem ostrzegawczym A18-b. Jeżeli nie były, a jesteśmy w stanie wykazać, że właśnie tamtędy zwierzyna często przekracza drogę, można uznać, że brak oznakowania jest efektem zaniedbania osób lub instytucji, prowadzących gospodarkę łowiecką i do nich kierować wniosek o wypłacenie odszkodowania za kolizję - mówi nadkomisarz Arkadiusz Delekta.
Na tej podstawie można się domagać odszkodowania od zarządcy danego kompleksu leśnego - nadleśnictwa czy koła łowieckiego. Postępowanie sądowe będzie się toczyć na podstawie pozwu cywilnego. Orzecznictwo w takich sprawach w większości przypadków jest niekorzystne dla kierowców. - Zarządcy są ubezpieczeni od kolizji komunikacyjnych ze zwierzyną. To z ich polisy powinny być likwidowane szkody - dodaje nadkomisarz Delekta.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!