sobota, 10 grudnia 2016 r.

Moto

W Walii pech sprzyja najlepszym

Dodano: 28 listopada 2001, 18:08

Do ostatniej eliminacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata, Rajdu Wielkiej Brytanii, aż czterech kierowców stanęło z nastawieniem, że mogą zdobyć ten najcenniejszy dla każdego laur. Prowadzący w klasyfikacji jednym punktem Szkot Colin McRae, który wygrywał tu trzykrotnie; Tommi Makinen, który nigdy nie wygrał tej imprezy a chciał być mistrzem po raz piąty i będący jeden punkt za Finem Richard Burns, który w ubiegłym roku otarł się o mistrzostwo
i wreszcie Carlos Saintz, którego tytuł mistrzowski uzależniony był od wygrania rajdu i od... pecha konkurentów.

Już na pierwszym odcinku specjalnym Makinen tnąc zakręt wpada w dziurę przednim lewym kołem i uszkadza zawieszenie swego mitsubishi lancera WRC w stopniu uniemożliwiającym dalszą jazdę. – Nie wiem jak to się stało. Jechałem dokładnie według opisu. Ale takie są właśnie rajdy. Czasem jest ci bardzo ciężko – mówił Makinen, po oględzinach uszkodzonego mitsubishi.
Niewiele czasu upływa do momentu, kiedy Colin, dostarczający gorących wrażeń moknącym w deszczu kibicom, fruwając w swoim stylu po leśnych ostępach swym fordem focusem, z prędkościami do 210 km/h wylatuje wysoko w powietrze. Za głębokie cięcie łuku, przednie koło wpada w dołek i na 5 biegu, przy szybkości 150 km/h, auto kręci w powietrzu cztery piruety – przez maskę i dach. Niewiarygodne, ale załoga wychodzi bez szwanku. Colin przyznaje się do błędu, bo dół był zaznaczony w opisie trasy. – Chyba nie usłyszałem tego, co dyktował Nicky Grist i pojechałem 15 cm za daleko. Przykro mi wobec całej ekipy, bo znów byliśmy tak blisko mistrzostwa – dodaje zażenowany swoim błędem Szkot.
Od tej chwili Richard Burns ma już prawie komfortową sytuację. Wystarczy by dojechał do mety nie niżej niż na czwartym miejscu, by zdobyć wymarzony tytuł, tym bardziej że Saintz uszkodził koło i układ hamulcowy. Hiszpan spada na 14 pozycję. Jednak południowiec nie poddaje się i zaczyna pościg za czołówką. Na koniec pierwszego dnia jest już piąty! Straty do prowadzących są jednak nie do odrobienia. A w rajdzie dominują, już po raz kolejny w tym sezonie, peugeoty 206 WRC. Nie mając szans na ponowny indywidualny tytuł mistrzowski, po pechowym początku sezonu, ubiegłoroczny mistrz świata Marcus Groenholm udowadnia, że tamten sukces nie był przypadkiem. Nie musi dokonywać cudów by trzymać rywali – w tym Burnsa – na dystans. Peugeot w długich rękach, tego najwyższego z obecnie startujących kierowców, płynie po błotnistej, walijskiej mazi utrzymując kierunek tam gdzie wydaje się to wręcz niemożliwe. To rajd jakby specjalnie dla Fina. Teraz widać, że stanowią jedność z samochodem, i że 206 WRC sprawdza się w każdych warunkach, potrafiąc wykazać swoją przewagę nie tylko na asfaltowych nawierzchniach.
Tymczasem Burns zaczyna zwalniać, przyznając się do jazdy na 90% swych możliwości. Teraz musi przede wszystkim dojechać cało do mety, nie popełniając żadnego błędu. Nie jest to wcale takie oczywiste nawet w pojazdach wartych 500 tys. dolarów. Na pierwszym odcinku w niedzielę w hyundaiu brata Colina, Alistaira McRae psują się wycieraczki. Szkot stosuje znany patent. Zawiązuje do ramienia wycieraczki kabel od anteny i przeciąga jego końce przez boczne okna z obu stron pojazdu, by na zmianę mogli z pilotem ruszać wycieraczką – to wszystko przy prędkościach rzędu 180 km/h. Z tym można jednak jechać, gorzej gdy jak jeszcze pierwszego dnia w subaru Petera Soberga, to co wyglądało na szwankującą pompę paliwa, okazało się...pustym bakiem paliwa.
Na OS 11 dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Będący już na czwartym miejscu. Saintz za szeroko wychodzi w zakręcie i uderza w grupę kilkunastu kibiców. – Od razu wiedziałem, że są ranni – mówił przybity Saintz – więc wezwaliśmy pomoc. Następne cztery godziny, kiedy nie wiedziałem, jak ciężkie są obrażenia kibiców, nie były łatwe. Teraz dopiero mi lżej, kiedy wiem, że nic poważnego się nie stało. Przykro mi – kończy Saintz. Jednak w tej sytuacji Ford zdecydował o wycofaniu swych fabrycznych załóg z rajdu.
W tym momencie Peugeot, prowadzący w klasyfikacji producentów, ma już tytuł mistrzowski zapewniony, tym bardziej że w ślad za Groenholmem podąża drugi 206 WRC, prawie tak samo szybki. Za kierownicą siedzi Harri Rovanpera, któremu udało się przejść Burnsa i awansować na drugie miejsce, dzięki czemu team zdobywa maksymalną liczbę punktów. Na mecie stateczny i zasadniczy zwykle Provera ma na głowie perukę w narodowych barwach francuskich. – Mimo że jestem Włochem, pracuję z całych sił dla francuskiej firmy, w której się kiedyś zakochałem. Firma wyznaczyła nam jeden cel – zdobycie mistrzostwa świata wśród producentów. Cel osiągnęliśmy – mówił cieszący się Provera. Optymizm uzasadniony, bo zwycięzca rajdu, Marcus Groenholm będzie miał za kolegę, w zespole mistrza świata 2001, Richarda Burnsa, który przechodzi z Subaru do Peugeota.
Burns po przejechaniu linii mety wydaje z siebie okrzyk radości. – To fantastyczne. Ostatnie kilka kilometrów jechałem gorzej niż moja babcia by tylko znaleźć się na mecie. Nie mogę w to jeszcze uwierzyć. Myślałem dziś o dniu, kiedy w 1986 roku ojciec zabrał mnie tu po raz pierwszy a potem zapłacił 200 funtów za moją naukę jazdy. Ale nie wiedziałem, jakie to wspaniałe uczucie być mistrzem – zwierza się Burns.
Przed mistrzami i resztą rajdowego świata 8 tygodni przerwy, do startu w Rajdzie Monte Carlo, rozpoczynającym sezon 2002.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO