czwartek, 22 czerwca 2017 r.

Moto

Wrzuć pan na lawetę

Dodano: 7 lutego 2002, 20:24
Autor: Lidia Dzierba

Byłam w szoku, pierwszy raz rozbiłam samochód, jeszcze nie zdążyłam dojść do siebie, gdy jak spod ziemi wyrosła ciężarówka firmy holowniczej, która zabrała auto do swojego warsztatu. Ja jej nie wzywałam.

– Swój błąd zrozumiałam dopiero, gdy przyszło mi płacić astronomiczny rachunek – mówi rozżalona właścicielka poloneza, która miała stłuczkę pod Poniatową.
Według naszych rozmówców niektórzy policjanci dostają w łapę od właścicieli warsztatów blacharskich za informacje o miejscu kolizji. Jeden dobry cynk ma kosztować 400 zł.
Mechanizm jest prosty – opowiada właściciel warsztatu blacharskiego, w branży od 10 lat. – Ktoś ma drobną stłuczkę, zdenerwowany dzwoni na policję. Dyżurny wypytuje jaki to samochód, marka, rocznik i miejsce zdarzenia.
Laweciarz zjawia się błyskawicznie. – Nie można obwiniać tylko funkcjonariuszy – uważa policjant z Komendy Głównej w Warszawie. – Cynk może dać każdy. Niektórzy właściciele warsztatów mają stacje CB przestrojone na pasmo policyjne. Na bieżąco słyszą, co się dzieje w okolicy albo mają układ z taksówkarzami, doskonałym źródłem informacji. Inni krążą tam, gdzie najczęściej dochodzi do stłuczek.
– Lawety zwykle należą do warsztatów blacharskich – twierdzi lubelski właściciel jednego z nich. – Odsyp, który bierze policjant, wlicza się potem w rachunek klienta.
Ludzie nie zawsze dają się nabrać: – Pod Lublinem facet nie wyhamował i puknął mnie, aż koło odpadło – opowiada mieszkaniec Zamościa. – Policjanci próbowali mnie namówić na usługi pewnego zakładu. Odmówiłem.
– To jakieś bzdury – mówi Bibianna Bortacka z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – Nie mamy takich sygnałów.
Podobnie twierdzi rzecznik Komendy Miejskiej w Lublinie. – Nie spotkałem się z takim przypadkiem. Jeśli ktoś ma takie informacje, powinien koniecznie zgłosić je organom ścigania – uważa Kamil Kowalik.
Policjanci mówią, że firm holowniczych jest w Lublinie i okolicy za dużo, bo 30. A pracy jest dla 10. Stąd walka o klienta. – Zgodnie z rozporządzeniem MSWiA komendant KMP wybrał 13 firm samochodowych świadczących usługi holownicze do celów pozaprocesowych – wyjaśnia Kowalik. – Firmy podzieliły między sobą miasto na sektory. Dyżurny oficer ma te ustalenia i wie kogo ma wzywać do pomocy, jeśli poszkodowany chce z niej skorzystać.
– Podział na strefy to fikcja – twierdzi jeden z właścicieli firmy, która wygrała przetarg. – Jeśli mój konkurent ma kogoś w policji to potrafi mi zwinąć klienta sprzed nosa. Nie mam zamiaru się skarżyć. Nie chcę kłopotów.
Nie każdy z branży uważa, że coś jest nie tak. – Nigdy nikomu nie płaciłem i nie słyszałem, żeby ktoś handlował stłuczkami – mówi właściciel warsztatu blacharskiego ze Świdnika.

Za darmo

Dealerzy sprzedają auta razem z pakietami ubezpieczeniowymi gwarantującymi usługę assistance – w razie stłuczki możemy liczyć na bezpłatne ściągnięcie wozu do warsztatu. Zdenerwowani kierowcy często o tym zapominają i można ich łatwo namówić na drogie usługi.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!