czwartek, 23 listopada 2017 r.

Praca

Bo jedzenie mamy, jak u mamy...

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 sierpnia 2008, 10:56

Gdy właściciele innych lokali gastronomicznych zabiegają o klienta, Artur Butrym ma problem odwrotny: jak szybko rozładować kolejkę

W centrum Lublina, ale na niewielkiej, mało ruchliwej uliczce, został otwarty lokal, w którym mnogość pierogów, naleśników, krokietów i sałatek przyprawia o zawrót głowy.

Artur Butrym podjął słuszną decyzję. Uznał, że "Dobra kuchnia” będzie tu miała optymalną lokalizację.

- Tu jest dużo instytucji i zakładów pracy. Jest mnóstwo klientów, którzy kupują na wynos. Wyskoczą z pracy w czasie przerwy śniadaniowej lub obiadowej. Mogą zjeść na miejscu, mogą zabrać z sobą albo kupić na obiad do domu - mówi Butrym. - Zapiekanki i frytki już się ludziom przejadły. Wracają do tradycyjnej kuchni.

Czekanie na klienta

Artur Butrym jest z zawodu elektrykiem, ale miał za sobą praktykę w gastronomii. Na początku nie był pewien, czy obrał dobry kierunek działalności. Pierwszy lokal otworzył przy ul. Radości.

- Tam są potrawy tylko na wynos, to były trudne początki - wspomina. - Czekaliśmy na klientów, a drzwi się nie otwierały. Ile myśmy jedzenia brali do domu! Bo u nas wszystko jest robione na bieżąco i nie chcieliśmy nic zostawiać na drugi dzień.
Nigdy nie mieli żadnych ulotek. Liczyli na to, że jeden klient powie drugiemu.

- Wkrótce tak się stało. O ile na początku mieliśmy straty, to po mniej więcej pół roku wszystko się świetnie rozkręciło.

Najważniejsza jest jakość

Postawili na kuchnię tradycyjną, na polskie, domowe potrawy.

- Gotujemy jak w domu, bez konserwantów bez polepszaczy. Nie używamy żadnych takich dodatków, jakie stosowane są w wyrobach przemysłowych. Wszystko robimy ręcznie - lepimy pierogi, kluski, kopytka. W lecie pierogi z truskawkami, jagodami, lada moment będą prawdziwe knedle ze śliwkami. Dbamy o sezonowość. I o poziom. Wiemy, że gdyby klienci stwierdzili, że pogorszyła się jakość, drugi raz by nie przyszli.

Obiad dla rodziny

Po lokalu na Radości przyszła kolej na ten drugi, w którym można coś kupić na wynos i zjeść na miejscu.

- Stwierdziliśmy, że dziś kobiety prowadzą bardzo aktywny tryb życia, długo pracują zawodowo i nie zawsze mają czas na to, żeby gotować w domu. Nasza oferta jest głównie dla nich. Ale też dla wszystkich, którzy lubią smacznie zjeść.

Dlatego wybrali niewielki lokal wśród licznych firm. Kolejka ustawia się, kiedy panie kończą w nich pracę. Kupują wyroby na obiad dla całej rodziny.

- Mamy stałych klientów, znamy już ich kulinarne upodobania. Dzwonią do nas różne firmy reklamowe, ale my im dziękujemy, naszą reklamą są zadowoleni klienci.

Cały czas w pracy

- Co jest najtrudniejsze? - zastanawia się Artur Butrym. - Na pewno najtrudniej dogodzić wszystkim klientom. Nasza kuchnia ma łagodny smak, nie chcemy go zabijać ostrymi przyprawami. Niektórzy mają nam to za złe. Ale wciąż przychodzą - śmieje się Butrym. - Przyjeżdżają ludzie nawet z Felina!

Pracę zaczynają o 6 rano. Lokale czynne są do 18, w soboty też otwierają.
- Nawet dla kilkunastu klientów warto - mówi Butrym i dodaje: Własny interes, szczególnie jeśli już się rozkręcił, sprawia ogromną satysfakcję. Ale w pracy jest się 24 godziny. Nie można tego zostawić i wyjechać.

Zapach kuchni

- Jak interes się rozkręci, jak się go pilnuje i szanuje klienta, to jest zysk. Gdy pracuje się u kogoś, to bywa, że człowiek nie usłyszy nawet: "dziękuję”. Klient mówi, że mu smakuje, że jest dobre - i te jego słowa skierowane są tylko do mnie. Dla takiej pochwały warto wstawać świtem i wracać do domu późnym wieczorem.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!