poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Praca

Młodzi chcą pracować za biurkiem, a nie w rzemiośle

Dodano: 8 stycznia 2010, 14:16

Według Izby Rzemiosła i Przedsiębiorców niektórych zawodom grozi wyginięcie.
Powód: młodzi nie garną się do wielu tradycyjnych fachów.

Zdaniem izby - jeśli miasto nie zadba o niektóre profesje, wprowadzając je do szkół zawodowych - może nam grozić ich zupełne wyginięcie. Bo dziś w miarę nieźle trzymają się tylko tradycyjne fachy, ale te dające niezłe pieniądze, jak stolarz, zawody ,,motoryzacyjne'', budowlane, czy fryzjerstwo. - Gorzej np. z zawodami włókienniczymi, skórzanymi i tzw. brudnymi jak zdun czy szewc - ostrzega Feliks Witkowski, dyr. Izby Rzemiosła i Przedsiębiorców.

Dziś młodzi najczęściej chcą iść do liceum, zdać maturę, ruszyć na studia. To ich zdaniem gwarantuje dobre pieniądze w przyszłej pracy. Do zawodówek i techników wielu pochodzi z rezerwą. - A rynek pracy wyraźnie krzyczy: potrzebujemy wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Naprawdę nie trzeba się bać szkoły zawodowej - mówi F. Witkowski.

Dlatego izba niedawno skierowała do władz Gorzowa - prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka i szefowej Rady Miasta Krystyny Sibińskiej - apel nawołujący do zadbania o szkolnictwo zawodowe.

Padły konkretne propozycje: by w Zespole Szkół Zawodowych przy ul. Okrzei powstały oddziały szkolące blacharzy, betoniarzy - zbrojarzy, malarzy - tapeciarzy, posadzkarzy i kominiarzy, a także: cieśli, dekarzy, murarzy, zdunów, kamieniarzy, monterów izolacji, monterów i urządzeń sanitarnych i gazowych. Mieliby tam się szkolić także stolarze i tapicerzy. W innych szkołach izba widziałaby naukę zawodu dla: piekarzy, cukierników, fryzjerów, mechaników, blacharzy...

Zajęcia praktyczne odbywałyby się w zakładach, które wręcz dopraszają się o nowych pracowników. - Potem absolwenci zawodówek z tytułem czeladnika mogą kontynuować naukę, zdać maturę iść na studia. Tylko muszą mieć szansę na przejście takiej drogi! - dodaje F. Witkowski.


Izba chciałaby, żeby zmiany w systemie nauczania zostały wprowadzone od przyszłego roku szkolnego, czyli na rok 2010/2011. Co na to magistrat?

- Oczywiście przychylimy się do propozycji i w miarę możliwości zorganizujemy nabory. Nam przecież też zależy na dobrym szkoleniu zawodowym - zapewnia naczelnik wydziału edukacji Adam Kozłowski.

Jest tylko jedno, duże ,,ale'': potrzeby zakładów rzemieślniczych i usługowych to jedno, a marzenia i zamiary młodzieży to zupełnie co innego. Pytani przez nas gimnazjaliści niespecjalnie myślą o ciężkiej fizycznej pracy. - Szanuję robotę szewców czy kominiarzy, ale nie widzę siebie w takim zawodzie. To praca bardzo ciężka, pieniądze chyba najwyżej średnie. Ostatnio zaniosłem mamy buty do naprawy, pan wziął ode mnie chyba 6 czy 7 zł. Mało szałowo - mówi tymczasem ,,Gazecie Lubuskiej'' uczeń gimnazjum z ul. Szarych Szeregów w Gorzowie.

On i jego koledzy myślą o liceum. Ewentualnie o technikum. Zawodówka to przez młodych cały czas - niezasłużenie jak podkreślają i urzędnicy, i dyrektor izby - najrzadziej brane pod uwagę rozwiązanie na przyszłość.

Szewc Henryk Wiśniewski ma zakład na os. Staszica. To rodzinna tradycja. Wcześniej prowadził go wujek Lech Szpak z żoną Krystyną. - Przejąłem zamiłowanie do tej pracy i wyposażenie zakładu - mówi szewc.

Dzisiejsze czasy komentuje tak: - Teraz młodzi chcą czystej pracy za biurkiem, przy komputerze... A poza tym, żeby wyszkolić szewca, trzeba mieć papiery mistrzowskie, a tych nie ma gdzie zdobyć. Do tego taka nauka sporo kosztuje - dodaje H. Wiśniewski.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!