niedziela, 19 listopada 2017 r.

Praca

Przepraszam, właśnie jem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 marca 2003, 19:28

 (rys. Tomek Wilczkiewicz)
(rys. Tomek Wilczkiewicz)

Prezydent Lublina, jeśli robi sobie w pracy przerwę na posiłek, to od czasu do czasu wpada do ratuszowego baru na gołąbki. Z kolei Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa, woli w tym czasie wyjść do domu po kanapki. - Bo tak jest szybciej - zaznacza.

W zamojskim Urzędzie Miasta nie ma odgórnie ustalonej przerwy na posiłki dla pracowników. W Ratuszu nie działa też żadna stołówka czy bufet.
- Pracownicy raczej nie wychodzą poza urząd po to, żeby się posilić. Większość przynosi sobie do pracy kanapki - mówi Otylia Młynarska- Chojnowska, dyrektor Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego w zamojskim UM.
Zbigniew Jendrzejczak, dyr. Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa tego urzędu, do pracy przynosi sobie kanapki. - Czasem też w godzinach pracy zamawiamy w punktach gastronomicznych dania na wynos. Są to najczęściej pierogi i naleśniki, kupione np. w pobliskich barach "Asia” albo "Kamikadze” - mówi dyr. Jendrzejczak.
Kierownik gastronomii w pobliskim hotelu Orbis przyznaje, że stołują się u niego pracownicy pobliskich urzędów. - Dania zamawiają najczęściej na wynos. Są to np. pierogi albo zestaw obiadowy typu: kotlet, ziemniaki i surówka - mówi.
Wizyt w restauracjach w godzinach pracy raczej unika Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa. Jeśli jest głodny, to czasem wyjdzie na chwilę do domu po kanapkę, bo - jak tłumaczy - trwa to krócej niż stołowanie się w barach.
Prezydent Zamoyski myśli też o wprowadzeniu w urzędzie ok.
45-min przerwy na posiłki. - Wiem, że pracownikom niekoniecznie musi spodobać się taki pomysł, bo chcieliby jak najszybciej wychodzić z pracy do domów, ale z drugiej strony nie przeszkadza im to, że np. jedzą przy petentach. Dlatego będę wracał do tego tematu i starał się przekonać wszystkich do celowości wprowadzenia takiej przerwy - zaznacza Zamoyski.
W Urzędzie Miejskim w Lublinie, podobnie, jak w Zamościu, także nie ma odgórnie ustalonej przerwy na posiłek, którą by odliczano od czasu pracy.
- Nasi pracownicy nie mają narzuconego czasu spożywania drugich śniadań - mówi Mirosław Kalinowski z biura prasowego prezydenta Lublina. - Sprawę tę reguluje sobie każdy z działów, tak by to nie kolidowało z pracą.
W lubelskim Ratuszu pracownicy mają do dyspozycji barek, w którym mogą zjeść obiad. Serwuje się im np. ziemniaki z gołąbkami, kotletem lub pierogi czy barszcz ukraiński. Są także przystawki: śledzie, tombaliki albo jajko na twardo w majonezie. Do baru zagląda też czasami Andrzej Pruszkowski, a jego ulubione danie to gołąbki.
A jak stołują się szeregowi urzędnicy? - Radzimy sobie jak możemy - przyznaje jedna z urzędniczek w Wydziale Gospodarki Komunalnej lubelskiego magistratu. - Według regulaminu pracy na posiłek przysługuje nam 15 minut, wliczone w godziny pracy. Jemy kanapki przy biurku. Gdy wchodzi interesant, śniadanie chowamy pod biurko.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!