wtorek, 25 lipca 2017 r.

Praca

Targuj się kto może

Dodano: 13 listopada 2002, 20:12

Kupiliśmy pralkę, garnitur, okulary i ubranie. Dostaliśmy w sumie kilkaset złotych upustu. I chociaż nie udało się kupić taniej komputera, to wniosek jest jeden: w sklepach można się targować.
I warto.

Negocjacje zaczęliśmy od salonu optycznego „Optical Center” w Lublinie. Wpadły nam w oko oprawki do okularów za 245 zł. – Właśnie takie chcę kupić – mówię do sprzedawcy. – Tylko ta cena... Może da się coś opuścić?
– Możemy dać rabat 5 procent. Zapłaci pan 227 zł – ekspedient szybko wylicza końcową cenę.
– Często proponujemy rabaty klientom, którzy o to pytają – wyjaśnia właściciel salonu, Sławomir Rokita. – Negocjować można zawsze, a upust zależy od ceny towaru i samego klienta. Jeżeli jest to stały klient albo robi drogie zakupy, to może liczyć na większy rabat.
Ale nie wszędzie poszło nam tak gładko. W hipermarkecie „Real” nasza perswazja i argumenty na nic się zdają. Sprzedawcy nie chcą negocjować. – Ceny są ustalone centralnie i nie możemy ich zmieniać – wyjaśnia Kinga Jałowiec, dyrektor obiektu. – Obniżyć cenę można tylko na towar niepełnowartościowy.
Próbujemy dalej. W sklepie ze sprzętem AGD „Ducat” na Choinach interesuje nas pralka za 1999 zł. Pytamy o gwarancję, różne detale i wreszcie o cenę. – Pralka nam się podoba, ale jest trochę za droga.
Sprzedawca po namyśle obniża cenę do 1850 zł. Próbujemy zbić do 1800 zł. Bez rezultatu. – Ceny są ustalone przez producenta i nie możemy tak dowolnie nimi manipulować. Zdarza się, że producenci nie chcą potem współpracować z takimi sklepami – wyjaśnia sprzedawca. – A ostatnio wszyscy chcą się targować. Dwa lata temu to ludzie brali jak leci, a teraz 80 proc. klientów negocjuje cenę.
Pralkę już mamy. Przydałby się samochód, żeby ja zawieźć do domu. W salonie PZM „Daewoo” przy al. Tysiąclecia interesujemy się matizem za 25 tys. – Jesteśmy już prawie zdecydowani. Ale trochę drogo.
Kierownik salonu, Waldemar Rogulski, przekonuje nas, że cena i tak już zawiera rabat 7 tys. zł. – Auto ma centralny zamek i relingi dachowe za dużo mniejsze pieniądze niż normalnie.
W końcu jednak udało się coś wytargować. Dostaniemy za darmo radioodtwarzacz.
Nowy samochód wymaga odpowiedniego stroju, najlepiej szarego garnituru. W sklepie „Mirage” znajdujemy taki za 499 zł. Proponujemy 450 zł, potem 400 zł. Sprzedawca się zgadza. To może jeszcze jeden garnitur? I tu nasz największy sukces: za garnitur, który kosztował 399 zł, płacimy o 100 zł mniej.
Gorzej było w sklepie z komputerami. Nie dość, że żaden sprzedawca się nami nie zainteresował, to na propozycje negocjacji odesłali nas na bazar. – Tu jest porządny sklep – stwierdził ekspedient.

Lidia Baran-Ćwirta miejski rzecznik konsumentów w Lublinie

O negocjacjach mówi obowiązująca od 5 lipca ustawa o cenach. Jednak sklepy nie muszą z nami negocjować ceny. Nie mają takiego obowiązku, a klienci mogą kupić towar za cenę „półkową” albo poszukać innego sklepu. Co innego z towarami niepełnowartościowymi lub uszkodzonymi.
W takim wypadku sprzedawca ma kategoryczny obowiązek obniżenia ceny.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!