sobota, 25 listopada 2017 r.

Praca

Walka o wiatraki z biurokratami

  Edytuj ten wpis

Stanisław Żebrowski zbudował elektrownię w trzy miesiące. Ale wcześniej musiał załatwić w urzędach różne formalności, co zajęło mu... trzy lata

Bakcyla złapał już dawno, ale dopiero przed trzema laty uruchomił swoją pierwszą elektrownię wodną. Dziś zabiera się za budowę następnej. – Potem przyjdzie kolej na wiatraki – zapowiada Stanisław Żebrowski, z Józefowa nad Wisłą. Jak mówi, w tej branży liczą się nie tyle pieniądze, co wytrwałość. Tej mu nie brakuje.


– Od czasu do czasu trzeba oczyścić dopływ wody, raz na pół roku przesmarować. Poza tym, sama się obsługuje – opisuje swoją elektrownię przedsiębiorca, pasjonat. – Komputer sam analizuje np. stan sieci energetycznej, czy przepływ wody. Za jakiś czas powinny też popłynąć pierwsze większe pieniądze.

Turbina pracuje obok starego młyna w okolicach Wilkowa (lubelskie). Ma moc 24 kW. Prąd płynie bezpośrednio do sieci niskiego napięcia. Drugi obwód może zapewniać zasilanie prywatnych urządzeń.

– Energię sprzedaję na giełdzie, za pośrednictwem domu maklerskiego – wyjaśnia Stanisław Żebrowski. – Cen nikt nie gwarantuje, ale od lat sukcesywnie pną się w górę. Elektrownia działa już trzy lata i powoli przynosi pierwsze dochody.

Po pięciu latach taka instalacja powinna dawać czysty zysk.

Najpierw jednak trzeba zainwestować. Budowa hydroelektrowni w Wilkowie pochłonęła ok. 250 tys. zł. Połowę pożyczył Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska.

– Część prac wykonywałem samodzielnie. Trochę, by ograniczyć koszty, ale i dla własnej przyjemności – dodaje Żebrowski. – W końcu to także mój zawód. Przez wiele lat byłem głównym energetykiem w cukrowni w Opolu Lubelskim. Chyba stąd moja pasja.
Osiem lat temu pracownik cukrowni postanowił zainwestować we własny biznes. Jak przyznaje,
nie do końca wiedział, na co się porywa.

– Załatwianie formalności zajęło trzy lata, budowa elektrowni trzy miesiące – wspomina Żebrowski. – O moich przejściach można książkę napisać. Przeciągające się procedury to problem całej energetyki odnawialnej. Brakuje dokładnych przepisów.

By produkować energię na własną rękę, trzeba zdobyć dwa główne dokumenty – warunki przyłączenia do sieci energetycznej oraz opinię o wpływie inwestycji na środowisko. Budowę elektrowni w danym miejscu musi umożliwiać także lokalny plan zagospodarowania przestrzennego. Jeśli plan tego nie przewiduje, można starać się o jego zmianę. Niektóre gminy wydają pozwolenia na inwestycje w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy. Wtedy droga jest krótsza.

– Tyle teorii, bo obecne przepisy pozwalają na zbyt dużą uznaniowość przy wydawaniu decyzji – dodaje Żebrowski. – Zbyt wiele zależy od dobrej woli urzędników czy zakładów
energetycznych. Inwestorzy z zagranicy mają nieco łatwiej, bo dysponują większym kapitałem.
Lokalni przedsiębiorcy muszą liczyć na pożyczki z wojewódzkich funduszy ochrony środowiska. To tanie kredyty i nie zawsze trzeba spłacać je w całości. Pożyczka na elektrownię w Wilkowie została umorzona w 15 procentach. Właściciel zainwestował bowiem w kolejną instalację.

– To następna hydroelektrownia, tym razem w Białce, niedaleko Krasnegostawu – wyjaśnia Żebrowski. – Kończę przygotowania i za kilka miesięcy instalacja powinna pracować. Realizacja takich inwestycji jest stosunkowo prosta, jeśli wykorzystujemy istniejące spiętrzenia wody. Jest też mniej formalności do załatwienia niż np. przy wiatrakach.

O tym przedsiębiorca z Józefowa przekonał się na własnej skórze. Przed kilkoma laty sprowadził z Danii pierwszy wiatrak. Niestety, nie udało się go uruchomić. Stanisław Żebrowski
poległ w starciu z biurokracją – musiał sprzedać maszynę, ale nie dał za wygraną.

– Kupiłem kolejny wiatrak, tym razem w Holandii – mówi. – Niestety, od dwóch lat nie mogę sobie poradzić z urzędami i cały sprzęt leży w pokrzywach.

Przedsiębiorca z Józefowa wskazuje na szereg przeszkód, które uniemożliwiają rozwój elektrowni wiatrowych.

– Niektóre zakłady energetyczne domagają się np. danych technicznych konkretnego wiatraka. To oznacza, że najpierw trzeba go mieć, a potem możemy czekać na zgodę na podłączenie – wyjaśnia. – Wielu rezygnuje, bo nowy wiatrak to wydatek ok. 1 mln euro. Mali inwestorzy często rezygnują. Boją się, że wyrzucą pieniądze w błoto.

Wiatrak, rozebrany na części, leży na posesji przedsiębiorcy. Elementy ponad 30-metrowego masztu widać z daleka.

Żebrowski zapewnia, że nie zrezygnuje.

Otuchy dodaje mu znajomy, któremu w okolicach Annopola udało się postawić siedem wiatraków. Każdy o mocy ok. 100 kW.

Z ostatnich danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w całym kraju mamy ponad 280 takich instalacji. Ich łączna moc nie przekracza 700 megawatów. Eksperci szacują, że wykorzystujemy zaledwie kilkanaście procent krajowego potencjału.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!