wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Puławy

999 zgłoś się!

Dodano: 9 lutego 2006, 19:28

To oni ratują nam życie. Są na każde wezwanie. Jeżdżą i do zawałowców, i do tych,
którym dokucza…katar

Co ma zrobić dyspozytorka pogotowia, kiedy dostaje wezwanie do trzęsącego się alkoholika? Nie ma wyjścia, musi wysłać do niego karetkę. Tymczasem w drugiej części Puław ktoś może naprawdę potrzebować pomocy. – Tylko co czwarty nasz wyjazd jest uzasadniony. Pozostałe wezwania to strata czasu – żali się Michalina Sobich, dyspozytorka puławskiego pogotowia.
Niewielki pokoik dyspozytorek. Na stole cztery aparaty telefoniczne, radio do kontaktowania się z karetkami, magnetofon do nagrywania wszystkich rozmów i mapa powiatu puławskiego.
Jest piątek, godz. 13.30. Pani Michalina Sobich jest jedną z pięciu dyspozytorek pracujących w naszym pogotowiu. Dzisiejszy dyżur zaczęła o godz. 8, skończy o 20. Nie ma żadnych przerw. Między jednym a drugim telefonem alarmowym szybko wypija herbatę.
Nie jesteśmy firmą prze-
wozową
Pracy jest dużo. Dziennie trzeba odebrać dziesiątki, a nawet setki telefonów. – Jak pan sądzi, do czego jest pogotowie? – pyta ironicznie pani Michalina. – Ludzie zapominają, że przede wszystkim powinniśmy ratować życie. Myślą, że świadczymy usługi przewozowe, albo jesteśmy poradnią zdrowotną – odpowiada sama sobie. Przykład?
– Pewna matka tak bardzo troszczyła się o swoje dziecko, że najpierw poszła z nim do pediatry, następnie na izbę przyjęć szpitala, a na koniec wezwała pogotowie. Po co? Chciała sprawdzić, czy diagnoza wszędzie będzie taka sama. A tymczasem w innej części miasta ktoś mógł naprawdę potrzebować pomocy – opowiada pani Michalina.
Jeszcze inni wzywają pogotowie po to, żeby ktoś zrobił im zastrzyk, pomógł mężowi alkoholikowi, który ma delirium, czy wyleczył starszą panią z bólu głowy.
Dlatego pracownicy pogotowia apelują: Wzywajmy karetkę tylko wtedy, kiedy to konieczne. Przecież kiedy chory nie może wyjść z domu, można zamówić w przychodni wizytę domową. Nie trzeba od razu dzwonić na pogotowie – mówi pani Michalina.
Podaj dane, to ci pomożemy
Jeszcze gorzej, kiedy trafi się uparty młodzieniec, który wydzwania co chwila i złośliwie odkłada słuchawkę. Takich głuchych telefonów zdarza się bardzo wiele. – Dzwoni taki gówniarz i zawraca głowę. Są tacy, którzy potrafią kilkanaście razy pod rząd – skarży się dyspozytorka.
Ludzie w momencie zagrożenia życia denerwują się, kiedy pracownicy pogotowia pytają o numer telefonu i dokładne dane. Jednak takie informacje są bardzo pomocne. – Pewien mężczyzna wezwał karetkę do swojego ojca, który miał zawał serca. Przez roztargnienie podał swój adres, a nie ojca. Karetka podjeżdża, a tu ciemno, wszystko pozamykane, nikogo nie ma w domu. Gdybyśmy nie mieli numeru telefonu, ten człowiek mógłby umrzeć. A tak, mogłam oddzwonić do wzywającego i wysłać karetkę jeszcze raz, tym razem w odpowiednie miejsce – opowiada Michalina Sobich.
Jeżdżą szybko, ale ostrożnie
Kierowców karetek, kiedy nie są na wyjeździe, najłatwiej spotkać przed wejściem do budynku pogotowia. Wprawdzie mają swój pokój, w którym mogą odpocząć, ale rzadko mają na to czas. Co chwila trzeba jechać pod następny adres – do wypadku, czy żeby przewieźć chorego do innego szpitala.
Zbigniew Adamski jest jednym z najstarszych stażem pracowników naszego pogotowia. Pracuje tu od 1977 r. Co zmieniło się przez te prawie 30 lat? – Sprzęt mamy lepszy. Kiedy kobieta rodzi w karetce, to nie musi się już obawiać, bo mamy dobre warunki. Poza tym auta są szybsze i sprawniejsze – mówi pan Zbigniew.
Chwilę rozmawiamy. Nagle z budynku pogotowia wybiega sanitariusz. – Jedziemy, zasłabnięcie na ulicy – rzuca w pośpiechu do pana Zbigniewa. Razem z lekarzem wsiadają do samochodu i szybko odjeżdżają.
Kierowcy karetek znani są z tego, że ulice Puław pokonują czasami z zawrotną wręcz prędkością. – Kiedy trzeba, a na szosie są odpowiednie warunki, jeździ się nawet 170 km/godz. – opowiada Artur Wasiłek, w pogotowiu od 18 lat. Średni czas dojazdu karetki na terenie miasta wynosi ok. 7 minut, poza miastem w granicach 15–17 minut.
Mimo że czasami muszą wci-
snąć gaz do dechy, kierowcy nie zapominają, że najważniejsze, to bezpiecznie dojechać do chorego. – Kiedyś mieliśmy kierownika, który zawsze nam powtarzał, że to my decydujemy, jak szybko jechać, a nie lekarz. Mam prawo jazdy od kilkudziesięciu lat i nigdy nie dostałem jeszcze mandatu, nawet prowadząc prywatny samochód – zaznacza Zbigniew Adamski.




Słyszysz sygnał, ustąp z drogi
Zimą najwięcej problemów mają z zaspami. Kiedy jadą do mniejszych wiosek, zawsze zastanawiają się, czy tym razem droga będzie odśnieżona. – Zdarza się, że karetka utknie w zaspie, ale wtedy bardzo szybko pomagają nam okoliczni mieszkańcy – opowiada Mariusz Wróblewski, kierowca karetki od 1990 r.
Dużo problemów sprawiają też inni kierowcy na ulicy, którzy słysząc sygnał karetki w ogóle nie zwracają na niego uwagi. – Ustępują miejsca dopiero w ostatniej chwili. A już najgorszą plagą są ci, którzy chcą skorzystać z okazji i przyczepiają się do karetki jak rzep do psiego ogona. Jedzie taki za mną i nawet nie zastanowi się, jakie to niebezpieczne. Przecież ja w każdej chwili mogę gwałtownie zahamować – opowiada pan Mariusz.
Inżynier za kierownicą
Praca w pogotowiu daje się
we znaki. Nieustanny stres, brak
zrozumienia, a co najgorsze mi-
zerne zarobki nie odzwier-
ciedlające wkładu pracy. Dy-
spozytorka Michalina Sobich jest w pogotowiu od 29 lat. Zarabia ok. 900 zł miesięcznie. – Tak się żyje z dnia na dzień, nawet już nie mam siły narzekać, bo i tak nic to nie da – mówi ze smutkiem.
Mariusz Wróblewski, mimo że pracuje jako kierowca stosunkowo krótko, już czuje wypalenie zawodowe. – Z wykształcenia jestem inżynierem, zrobiłem dwie specjalności w zakresie ochrony środowiska. Ale co zrobić, kiedy innej roboty nie ma – kończy pan Mariusz.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!