środa, 18 października 2017 r.

Puławy

Bogini z Góry Puławskiej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 lipca 2006, 20:14

Co wspólnego z sobą mają komputer Apple, samolot Boeing 747 oraz citroën DS? Każdy z nich trafił na listę najważniejszych produktów ludzkiej cywilizacji w ubiegłym stuleciu. Gdy Piskorek zobaczył DS w puławskiej stodole - oniemiał. Dziś jego bogini zachwyca Polskę.

Bo nazwa citroëna DS pochodzi od francuskiego "deesse”, co oznacza bogini. W 1955 r. na jej punkcie oszalał Paryż.
- Na samochodowych targach tysiące widzów omal nie rozdeptało stoiska z boginią. A gdy rozpoczęło się zbieranie zamówień na model DS - szaleństwo sięgnęło zenitu. W pierwszym dniu na jego kupno zdecydowało się aż 12 tysięcy chętnych! W pierwszych trzech kwadransach po nowego DS klient zgłaszał się co... pięć sekund! Choć samochód był piekielnie drogi - opowiada Wojciech Piskorek z Góry Puławskiej.

Zaczynał od pocisków

Firma André Citroëna zasłynęła podczas pierwszej wojny światowej z niezwykle nowatorskich jak na ówczesne czasy... pocisków artyleryjskich. W 1919 r. genialny Francuz postanowił budować samochody. I znokautował konkurencję tanim i funkcjonalnym modelem 10 CV.
Wojciech Piskorek - od 1973 r. - prowadzi zakład naprawy samochodów. Interes przejął po ojcu Czesławie.
- Jestem góral puławski - śmieje się. - Tu się urodziłem, tu mieszkam. Dziadek Jan też się zajmował końmi. Ale nie mechanicznymi. Jedno z osiedli stoi na gruntach dziadka.
Z wykształcenia mechanik automatyk. Oraz mechanik samochodowy.
Zaczynał od naprawy syrenki. Jego recepta na sukces: żeby coś robić, trzeba to lubić.
Brat Mirosław też kocha samochody. Jeździ zabytkowym mercedesem. Jest na 4 miejscu w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski Samochodów Zabytkowych.
Wojciech też jeździ na rajdy zabytkowych samochodów.
I zachwyca ludzi.

Rozebrany na śrubki

DS kupił w 1999 r. Rozebrał na śrubki.
- Co zgniło - tłoczyliśmy z blach według oryginalnych rozwiązań technicznych. Robił to Krzysztof Strojny, blacharz artysta w Góry Puławskiej - mówi.
Skakał z radości, gdy po 20-letnim staniu odpalił silnik.
Lakier położył zakład w Janowicach. Kolor? Bordo. Od najszlachetniejszego wina. Plus biały dach.
- To jest mój hopel. Tu stoi renóweczka 10 z 1968 roku, to auto union - jak amfibia, czteronapędowiec. Z wyposażenia armii niemieckiej. To dodge z 1962 r.
Ile włożyłem?
- Średnio roboczogodzina przy zabytku kosztuje 50 zł. Około 2 godzin dziennie. Przez cały rok. To jest wartość własnych zasobów. Na rynku trudno oszacować wartość mojego DS. W Niemczech może kosztować 50 tys. euro.

Bogini

Dzieło inżynierów Citroëna nie przypominało żadnego z ówczesnych mu samochodów. Pod względem zastosowanych technologii bogini wyprzedzała konkurentów o kilka lat świetlnych - mówią spece od motoryzacji.
Linia nadwozia zaprojektowana przez słynnego Flaminio Bertoniego była rewolucyjna. A wóz bardziej przypominał pojazd obcej cywilizacji niż standardową limuzynę. Tylne kierunkowskazy umieszczono tuż pod dachem. Wzorem sportowych bolidów szyby w drzwiach nie miały ram.
Samochód miał hydropneumatyczne zawieszenie. Kierowca mógł regulować prześwit podwozia w zakresie od 9 do 28 cm. Oraz tarczowe hamulce, dotąd wykorzystywane w lotnictwie. Ale najbardziej zadziwiały reflektory, które skręcały się proporcjonalnie do skrętu przednich kół.

Uratował prezydenta

O DS Piskorek może opowiadać godzinami.Pokazuje jednoszprychową kierownicę.
I opowiada o szczycie ekstrawagancji. Czyli możliwość regulacji prędkości, z jaką zmieniają się poszczególne biegi.
- Ja już mam skrzynię ręczną, ale skrzynia półautomatyczna była rewelacją. Tak jak hamulec. Zamiast pedału grzybek. Po naciśnięciu jednego milimetra - włączały się hamulce hydrauliczne.
Ale to jeszcze nic.
- Po urwaniu koła samochód mógł jechać na trzech. Za to odpowiadała hydraulika - opowiada Piskorek
Citroënem DS jeździli między innymi Louis de Funes, Charles de Gaulle i filmowy Fantomas. - Francuski prezydent na własnej skórze przekonał się o niezawodności tego samochodu. Jego opancerzona wersja uratowała mu życie, gdy w 1961 r. uciekał nią przed zamachowcami - mówi z dumą Piskorek.

Ceny nie takie straszne

I nie ma z nimi problemu.
W Internecie jest wszystko.
- Potrzebowałem lustereczko - 34 euro. Około 120 zł. - Wcale nie tak strasznie drogo - opowiada Piskorek. Pompa wody kosztuje 54 euro. Mniej jak do współczesnych samochodów. Tarcza sprzęgła około 100 euro. Ale elementy blacharki potrafią być drogie. Na przykład błotnik przedni 500 euro.

Boskie uniesienia

Na koniec najważniejsze.
Wsiadamy do środka.
Dużo miejsca. Nic dziwnego, bo ma prawie 5 metrów długości.
Siedzenia - jak w salonie.
Piskorek zapala silnik. Mruczy cichutko. Za chwilę samochód unosi się powoli. Dostojnie ruszamy. Płynie. Nie czuć dziur. Powoli przyspiesza.
Jak chce, pojedzie sto osiemdziesiąt na godzinę.
- To jest moje dziecko. Nie na sprzedaż. Ilu już miałem chętnych! Może jak zrobię następnego. Chociaż też będzie mi żal. Kocham DS. Na miłość nie ma ceny...
Waldemar Sulisz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!