piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Puławy

Clive Harris uzdrawiał w Puławach

Dodano: 1 marca 2006, 19:02

Szczupła postać w żółtej kurtce wysiada z luksusowego auta. Uśmiech na twarzy, w ręku duża walizka. Za chwilę 200 osób cierpiących na raka, choroby serca czy reumatyzm ma wyzdrowieć. Z taką nadzieją tu przyszły. A tę nadzieję daje im znany uzdrowiciel.

Wtorek, godz. 19.30. W Domu Chemika ustawia się kolejka. Ludzie chcą choć przez chwilę spotkać się z uzdrowicielem Clive'em Harrisem. Głównie starsze osoby, choć jest też kilku młodych. Z Puław i okolic. - Przyjechaliśmy tu z kilkuletnim synem, który jest nieuleczalnie chory. To nasz pierwszy raz u pana Harrisa. Wcześniej byliśmy u Zbyszka Nowaka w Podkowie Leśnej. Raz na spotkaniu indywidualnym, raz na zbiorowym z innymi chorymi. Na razie nie pomogło, ale próbujemy wszystkich sposobów, bo medycyna naturalna nie przynosi skutków - mówi pani Ania. - Wierzymy, że Harris może nam pomóc, bo mój brat kilkanaście lat temu cierpiał na zapalenie kłębuszków nerwowych. Po kilku wizytach u niego, do tej pory czuje się dobrze - dodaje pani Ania.
Świadectwa pozytywnego wpływu uzdrowiciela przytaczają też inne osoby z kolejki. - Moja mama przez rok nie musiała brać leków na nadciśnienie. Po spotkaniu z Harrisem poczuła się po prostu lepiej - mówi pani Urszula.
Bracia Mariusz i Krzysztof Piotrowscy nie chorują na nic poważnego. - Mam skrzywiony nos, ale w tym uzdrowiciel mi chyba nie pomoże - żartuje Mariusz. Bracia przyszli ze swoją ciocią. Są jednak sceptyczni co do możliwości wyleczenia kogoś za pomocą dotyku. - Ale na pewno nie będziemy się naśmiewać z ludzi, którzy tu przyszli. To jest jak z totolotkiem. Liczy się wiara, że można się wyleczyć. Ludzie, którzy grają w totka też wierzą, że wygrają, choć szansa jest niewielka - mówi Mariusz.

Chudy człowiek w żółtym ortalionie

Godz. 20.20. Pod Domem Chemika zatrzymuje się lexus RX 300 na brytyjskich tablicach. Z auta wychodzi ubrany w żółtą kurtkę uzdrowiciel. Wita się serdecznie z pracownicą Domu Chemika. - Dzień dobry pani szef - mówi łamaną polszczyzną. Bierze od niej klucz do jednego z pokoi i wszystkich zaprasza do środka: Bliżej, bliżej! - woła z uśmiechem na twarzy. To jedne z niewielu słów, które Clive Harris mówi po polsku. Oprócz tego, zna jeszcze nazwy ludzkich organów. Jest mu to potrzebne, bo chory podchodząc do niego mówi, co mu dolega. - Serce, płuca, nogi - pada co chwilę z ust kolejnych osób. Clive Harris tylko przytakuje i ciągle się uśmiecha. Każdą osobę dotyka przez kilkanaście, kilkadziesiąt sekund. Szyja, głowa, plecy, brzuch, klatka piersiowa, nogi. Harris ma zamknięte oczy i wykonuje szybkie ruchy dłońmi. Na koniec pada tylko krótkie: dziękuję.
- Podotykał nas trochę, zobaczymy, co będzie - śmieje się starszy mężczyzna. - Jakoś tak się czuję weselej - mówi inna kobieta chwilę po wyjściu z pokoju.
Nie można czuć się inaczej, bo twarz Harrisa aż promienieje radością i optymizmem. I nawet gdyby jego dłonie nie miały żadnej mocy, to każda osoba, która była przez niego leczona, wyjdzie z odrobiną nadziei.
Podczas leczenia Harris jest skupiony, ale co chwilę do kogoś zagaduje i żartuje. Od razu martwi się już też o następne spotkanie z puławianami. Każdemu daje bezpłatne bilety na kolejny seans za miesiąc. Po jednym na osobę. Jak ktoś próbuje wziąć więcej niż jeden bilet - to wciąż z uśmiechem na twarzy - ruga delikwenta:  Tylko jeden na osobę!

Ofiary i datki

Temat wcale nie drażliwy. Każda osoba po leczeniu wrzuca "co łaska” do stojącej na stole puszki. Raczej niewiele. Najczęściej 10 zł, rzadziej większe sumy. Na co idą pieniądze? Część na pewno na wynajęcie sali, która kosztuje kilkaset złotych. Harris przyjął w Puławach ponad dwieście osób. Na co więc idzie reszta pieniędzy? Uzdrowiciel ma fundację swojego imienia. Jak mówi, zajmuje się ona leczeniem ludzi na całym świecie. Siedziba fundacji mieści się w Sierakowie, małym miasteczku w Wielkopolsce. - Nasza fundacja jest duża i działa w wielu krajach, ale bez rozgłosu - mówi Harris. Rzeczywiście, wklepując w wyszukiwarce internetowej jej nazwę, niewiele można znaleźć. Tylko informacje o kolejnych spotkaniach z Harrisem.

Dziś Puławy, jutro Rzeszów

Sam Harris leczy wręcz hurtowo. Tego samego dnia, kiedy był w Puławach, odwiedził także kilka innych miejsc, m.in. Lublin i Żyrzyn. W sumie przez kilkadziesiąt lat leczenia miał kontakt z 2 milionami Polaków i stu milionami ludzi na całym świecie. Tak twierdzi, ale przesady w tym raczej nie ma, bo w Polsce bywa od wczesnych lat 70. A leczy już od dzieciństwa. Świat poznał jego moc, kiedy mały Clive leżał w szpitalu i inne dzieci w jego obecności zaczynały szybko zdrowieć.
A urodził się 63 lata temu w Wielkiej Brytanii. Do Polski przyjechał z Kanady, dlatego w powszechnej świadomości funkcjonuje jako Kanadyjczyk. Pierwsze spotkania z Polakami wspomina jego pomocniczka Anna Łożyńska: W latach 70. przychodziły tłumy ludzi. W jednym z lubelskich kościołów ludzie czekali do 2-3 w nocy. Wtedy przyjeżdżał w jedno miejsce raz do roku. Dlatego zawsze przychodziły tysiące ludzi - opowiada Anna Łożyńska.

Psy, przyjaciele Harrisa

Jeszcze przed seansem możemy krótko porozmawiać z Harrisem. Z dumą prezentuje zdjęcia swoich pięciu psów. - Najbardziej lubię tego mastifa. Waży ponad 100 kg - wskazuje palcem. - Zwierzęta mają to do siebie, że nie widzą ułomności drugiego osobnika. Czują tylko to, co ma się wewnątrz - mówi Harris.
Co nie podoba mu się w Polsce i w ogóle w Europie? To, że władza jest taka słaba. - Nie znam waszego nowego prezydenta, więc nie wiem jaki jest - mówi. - Ale kiedy jadę do Afryki czy Azji to tam wystarczy jedno słowo i wszystko jest załatwione. Tamta władza jest silna - podkreśla. Harris leczy w Polsce od bardzo dawna, poznał więc także PRL. - Gierek nie był taki skłonny do pomocy. Za to jak jechało się do Związku Radzieckiego, to Breżniew był bardzo pomocny - śmieje się Harris.
Spotkanie w Puławach trwało prawie dwie godziny. Jest już późny wieczór. Harris wsiada do swego lexusa i odjeżdża do hotelu. Jutro odwiedzi kolejne miasta. - See you później - rzuca na pożegnanie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

18-20 sierpnia
komentarze (0)0
polubienia (1)1
17-08-2017

18-20 sierpnia

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!