środa, 22 listopada 2017 r.

Puławy

Co się tli na zgliszczach

  Edytuj ten wpis

Wtedy, rok temu w maju, w reportażu o córce, Słonkowa powiedziała – Może Kasia ma pecha po mnie? Ja od małego byłam sierotą i biednie było w domu. Ona, jak się wyprowadziła do męża, to raz wszystko im się spaliło. Nawet w gazetach o tym pisali....

Pożar

Kasia Rejmakowa skończyłaby trzydzieści lat. Pomagała ojcu – grabarzowi w Nałęczowie. Pierworodny Kuba wychowywał się u babci Słonkowej. Mąż nie pracował. Wszyscy wiedzą, że pił. A trzeba było utrzymać czworo dzieci. W dodatku Kamilka urodziła się z porażeniem mózgowym. Rok temu Kasia mówiła, że na cmentarzu praca jak inna, a umarli nikomu krzywdy nie robią.
Wrześniowej nocy sąsiadów zbudził krzyk. Palił się dom Rejmaków. Ocalał tylko dziewięcioletni Michał i pięcioletni Marcin. I dwunastolatek Kuba, który mieszka u babci Słonkowej.

My, rodzina

– Widać ja nie jestem Bogu potrzebna – kiwa głową Słonkowa. – Tak sobie tłumaczę. Tyle nieszczęścia, moja córcia Kasia taka młoda, i wnuczki małe, kochane, a ja żyję – dodaje niemal ze zdumieniem, że los ją oszczędził, choć generalnie życie nie pieści. – Kubuś jest u mnie. Jestem jego rodziną zastępczą. I tak razem się wspieramy. To bardzo dobre dziecko.
Idzie Jadwiga Słonkowa do drugiego pokoju i wraca z plikiem czasopism. Kładzie na stoliku i pokazuje palcem niektóre ustępy.
– Jak mogli napisać, że jedyną rodziną Marcinka i Michała jest babcia Michalina, teściowa Kasi? – nie kryje oburzenia. – A ja? A Kubuś? Nikt o nim słowem nie wspomniał, a on ma już dwanaście lat i czytać umie. I powiedział mi, że jest mu przykro, że o nim nikt nie pamięta. A teraz, po śmierci Kasi Marcinek i Michał są u mojego syna i przychodzą się bawić tu, do Kuby. Do swojego brata...

Wiedzą sąsiedzi...

Straszna śmierć wstrząsnęła Strzelcami i Nałęczowem. Ale dziś życie spowszedniało tak bardzo, że pamięć o tamtej tragedii wyblakła. Ba, można nawet powiedzieć, że ważniejsze stały się jej skutki. Dzielą społeczność gminy, w której niemal wszyscy się znają i „wiedzą sąsiedzi, kto na czym siedzi”. I co kto może zyskać.
– Co tam dużo mówić, byli po rozwodzie, on pił, bił, nie pracował, dobrze w tym domu nie było – mówi jeden z mieszkańców Strzelc. – Nikt tego nie powie, bo u nas o zmarłych nie mówi się źle. Podobno w nocy ten mały krzyczał „ratunku”, a sąsiedzi myśleli, że to kolejna pijacka awantura.
– Awantura to się zaczyna teraz – mówi starsza kobieta przechodząca obok. – Kłócą się o dzieci. Dlaczego? Oj, każdy głupi wie, że za dzieckiem idą pieniądze – śmieje się chytrze i poprawia chustkę na głowie. – Jednego chłopca – tego Michałka – chce wziąć jego chrzestna. I tak by się należało, bo ślubowała w kościele, że zastąpi mu matkę. Ale są inne, co mają chrapkę na te parę groszy i chcą wziąć obydwa chłopce – dodaje cynicznie. – Dostaną nie tylko pieniądze, ale i dom gotowy – rzuca jeszcze i spiesznie odchodzi.

Epilog?
Sołtys Strzelc – Robert Matysiak – nie kryje rozczarowania. – Miesiąc po tragedii, a ludzie zapomnieli. Wtedy wszyscy byli poruszeni i chętni do pomocy. Dzisiaj sprawa się wyciszyła.
Wtedy Robert Matysiak podjął zobowiązanie i chce słowa dotrzymać. Odbuduje dom, w którym spłonęła Kasia Rejmak z byłym mężem i z dwojgiem dzieci.
– No to co, że dzieci pójdą do adopcji – oburza się sołtys. – Nawet jak zamieszkają gdzie indziej, to zawsze będą miały swój dach, swój dom, do którego będą mogły wrócić. Kuba jest panieńskim dzieckiem Kasi. To jest własność Michaliny Rejmakowej. My dom odbudujemy, a pani Michalina na pewno zostawi go w spadku wnukom – mówi.
Na pokrycie domu już czeka kupiona blacha, sam sołtys na budowie jest codziennie.
– Jestem optymistą. Zaczynaliśmy od uzbieranych 4 tysięcy złotych. Dziś wydatki zamknęły się na 11 tysiącach, ale czekają nas prace wykończeniowe. Robimy to społecznie – wyjaśnia.
Epilogu jeszcze nie ma. Na zgliszczach tragedii tli się ludzka ciekawość, a może wyrachowanie? Zainteresowani i wścibscy czekają, jaki formalnie będzie los dzieci i kto zamieszka pod nowym dachem u Rejmakowej. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!