czwartek, 19 października 2017 r.

Puławy

„Dawałam mu marchewkę, jak zwykle”. Koń odgryzł kobiecie palec

Dodano: 8 marca 2017, 17:25

Podczas karmienia, koń chwycił zębami za dłoń kobiety, odgryzając jej mały palec
Podczas karmienia, koń chwycił zębami za dłoń kobiety, odgryzając jej mały palec

Do wypadku doszło na terenie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Kęble (gm. Wąwolnica). Podczas karmienia, koń chwycił zębami za dłoń kobiety, odgryzając jej mały palec. Poszkodowaną do szpitala zabrał śmigłowiec.

Pani Marzena Pawłowska z Nałęczowa do ośrodka w Kęble z córką jeździ od dwóch lat. W niedzielę podczas wizyty zdarzył się wypadek. Koń podczas karmienia, chwycił zębami za dłoń kobiety, odgryzając jej mały palec u lewej dłoni.

– Dawałam mu marchewkę, jak zwykle. To był już ostatni kawałek i chyba zrobiłam to zbyt rutynowo. To była moja wina, zwykła nieuwaga. Teraz będę musiała żyć bez tego palca – opowiada poszkodowana, która podkreśla, że zwierzę na pewno nie zrobiło tego specjalnie. – To był tylko wypadek, a konie w tym ośrodku z pewnością nie są agresywne. Nie mogę powiedzieć o nich złego słowa, podobnie jak o instruktorach. Na pewno do Kębła nadal będziemy jeździć – podkreśla pani Marzena.

Tuż po wypadku, na miejsce wezwano karetkę pogotowia. Ratownicy szybko opatrzyli ranę i podjęli decyzję o wezwaniu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Do Kębła przyleciał śmigłowiec, który przejął ranną i odleciał z nią w kierunku Lublina. W powietrzu ratownicy z LPR skontaktowali się ze szpitalem w Łęcznej, który przeprowadza zabiegi przyszycia odciętych kończyn. Lekarze z Łęcznej odmówili jednak przyjęcia kobiety.

– Powiedzieli, że to tylko mały palec, a przyszywanie po odgryzieniach najczęściej kończą się odrzutami – relacjonuje pani Marzena, która ostatecznie trafiła do szpitala przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. Tam po zabiegu została wypisana do domu. Palca uratować się nie udało.

Nie tylko mieszkanka Nałęczowa miała tej niedzieli pecha. Miała go także załoga karetki pogotowia. Po wylądowaniu śmigłowca, ratownicy postanowili podjechać z ranną bliżej, by nie tracić czasu. Auto ugrzęzło w błocie. Pomocy ratownikom udzielili strażacy z miejscowego OSP.

– W kontakcie z koniem należy zachowywać ostrożność i tyle mogę powiedzieć, natomiast my w ośrodku sami prowadzimy teraz wewnętrzne postępowanie wyjaśniające – mówi Danuta Ogłoza, dyrektor SOSW w Kęble.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(29) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (15 marca 2017 o 08:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
koń NIE WIDZI co ma pod paszczą - trawa nie ucieka- oczy sa przystosowane do obserwacji otoczenia- ma zaufanie ,ze co dostanie to mozna zjeść.
Rozwiń
Gość
Gość (11 marca 2017 o 11:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Teraz będzie miała rabat na paznokcie -10%
Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2017 o 20:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chwila,chwila to pilot kazał podjechać kierowcy karetki bliżej, tak jakby poszkodowana nie mogła przejść sama z szosy, raptem 20m tylko ;)
Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2017 o 12:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dobrze, że nie cycka. Koniowi daje się z otwartej ręki, a w drugiej trzyma bat! Iiihaaaaaa
Rozwiń
Henio
Henio (9 marca 2017 o 11:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Na szczęście, to wyszło, że nikt w stanie zagrożenia życia nie potrzebował wtedy pomocy LPR.  Ja natomiast wolałbym, żeby drogocenny sprzęt, którego, nawiasem mówiąc, mamy jeszcze trochę za mało, jak i wysokokwalifikowany personel nie były angażowane w takich wypadkach.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (29)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!