czwartek, 19 października 2017 r.

Puławy

Folwark pani dyrektor

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 marca 2005, 18:57

Nawet w tej chwili się jej boję - wyznaje obecna dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury w Puławach Aleksandra Kozak. Obecna szefowa MDK przez kilka lat podlegała Danucie Lengiewicz. - To było jedno pasmo upokorzeń - wspomina.

Nauczyciele: Dość tego!

- Wyzywanie od głupków, matołów i krów. Zresztą nie tylko nam się dostawało, ale też i np. urzędnikom z kuratorium. Raz doszło do tego, że z płaczem wyszłam z zebrania. Wiele osób pracowało na środkach uspokajających. Ludzie byli zatrudniani i szybko odchodzili, po prostu nie wytrzymywali. Dość powiedzieć, że w ciągu 11 lat z MDK zwolniono 74 pracowników - opowiada Aleksandra Kozak.
W 2003 roku w puławskim MDK pracowało dziewięcioro nauczycieli. - Informowaliśmy starostwo, że w placówce dzieje się źle. Jednak to nic nie dawało. Pod koniec 2003 roku postanowiliśmy, że będziemy działać zdecydowanie.
Okazja nadarzyła się 18 listopada, podczas zebrania Rady Pedagogicznej w MDK. - Stosunkiem głosów siedem do jednego przegłosowaliśmy wotum nieufności do dyrektorki i zażądaliśmy od niej dymisji. Ten jeden głos był właśnie jej. Nie miała wyjścia, musiała odejść - opowiada Kozak.
- O tym, że coś niedobrego dzieje się w MDK wiedzieliśmy od początku 2003 roku - mówi puławski wicestarosta Tomasz Jaremek. - Po zebraniu Rady Pedagogicznej pani Lengiewicz zrezygnowała z funkcji. Od razu wysłaliśmy tam kontrolę.

Księgowość prowadzona ołówkiem?

- Kontrola objęła okres tylko od stycznia do końca października 2003 roku - mówi wicestarosta Jaremek. - Audytor wypunktował cały szereg nieprawidłowości. Zawiadomiliśmy o nich prokuraturę.
I wymienia: księgowość prowadzona ołówkiem, bałagan w dokumentacji finansowej, niesporządzanie podstawowych dokumentów księgowych, nierozliczanie zaliczek, wypłacanie ich bez zatwierdzenia przez główną księgową, wypłacanie gotówki pracownikom bez pokwitowania, wynajmowanie pomieszczeń bez zgody Zarządu Powiatu (jedno z nich wynajął mąż dyrektorki), zła gospodarka funduszem socjalnym. - Audytor stwierdził też, że ma poważne podejrzenia co do rachunków za umowy o dzieło. Z reguły opiewają na kilkaset złotych, jednak bardzo wątpliwe, że zostały wystawione za faktycznie zrealizowane prace. - Tych rachunków jest bardzo wiele - mówi Jaremek.
- Oczywiście to jest tylko zdanie naszego audytora. Czy jego zarzuty są słuszne - to okaże się dopiero po przeprowadzeniu śledztwa w prokuraturze. Cały czas czekamy na jego efekty - zastrzega wicestarosta.
Dyrektor Lengiewicz wprawdzie zrezygnowała z funkcji, jednak dalej pracuje w puławskim MDK. - Po kontroli skierowaliśmy sprawę do komisji dyscyplinarnej przy kuratorze. Ta jednak nie chce wydać decyzji, czeka na efekty prokuratorskiego śledztwa - mówi Tomasz Jaremek.
Z pracą w MDK pożegnała się natomiast główna księgowa. W wyjaśnieniach składanych m.in. w starostwie powiedziała, że do łamania przepisów namawiała ją dyrektorka.

Moje dzieci w mojej pracy

Zarzuty co do księgowości i gospodarowaniem finansami w MDK to jednak nie wszystko. Okazuje się, że dyrektor traktowała placówkę jak prywatny folwark. We wrześniu 1999 roku przyjęła do pracy... swoją córkę. Nowa pracownica MDK - najpierw dyrektorka zatrudniła ją jako sekretarkę - nie miała matury. Nie przeszkodziło jej to jednak w styczniu 2000 roku objąć posady nauczyciela. Córka dyrektor Lengiewicz maturę zdała w szkole zaocznej dopiero po pół roku pracy jako nauczyciel. To nie wszystko. Komisja powołana w MDK dała kobiecie uprawnienia nauczyciela kontraktowego. - Zakwestionowaliśmy to rozstrzygnięcie - mówi starosta Jaremek. - Pani Lengiewicz odwołała się, jednak kurator utrzymał naszą decyzję w mocy.
Sprawa awansów córki dyrektor Lengiewicz jest w tej chwili w Sądzie Administracyjnym. Kobieta cały czas jest zatrudniona w MDK, w tej chwili jest na urlopie wychowawczym.
Była dyrektor zatrudniała w MDK także dwie inne swoje córki. - To był bardzo krótki okres, kilka miesięcy - mówi Danuta Lengiewicz.

Prokuratura: Trzeba czekać

Puławska prokuratura przesłuchała pracowników MDK i byłą dyrektorkę. Wszyscy obstają przy swojej wersji wydarzeń: pracownicy twierdzą, że Danuta Lengiewicz zastraszała ich i urządziła sobie z placówki prywatny folwark. Dyrektor Lengiewicz utrzymuje, że jest niewinna.
Prokuratura bada, czy była dyrektor działała na szkodę MDK. Śledztwo trwa już ponad rok. - A to dlatego, że zleciliśmy czasochłonną opinię grafologiczną dotyczącą faktur - tłumaczy puławski prokurator Grzegorz Kwit. - Opinia właśnie do nas przyszła i wynika z niej, że dane audytu nie do końca się potwierdzają. Są rozbieżności między tym, co znajduje się w protokole z kontroli a oświadczeniami ludzi - mówi prokurator Kwit.
Prokuratura umorzyła (na razie nieprawomocnie) śledztwo w części dotyczącej ewentualnego wyrządzenia przez byłą dyrektorkę wielkiej szkody MDK. - Musiałaby to być kwota około jednego miliarda starych złotych. W tym przypadku na pewno nie można o takiej mówić - mówi prokurator Kwit.
Prokuratura będzie teraz wzywać osoby, których podpisy widnieją na fakturach. Dalszy los sprawy zależy od wyniku ich przesłuchań. Niewykluczone, że trzeba będzie sporządzać kolejne opinie grafologiczne i śledztwo potrwa jeszcze długie miesiące.


Rozmowa z Danutą Lengiewicz

• Jak pani skomentuje zarzuty ze strony starostwa i pracowników MDK?
– Nie będę w tej chwili rozmawiać na temat zarzutów. Czekam na wyniki śledztwa.

• Czy dopuściła się pani nieprawidłowości w zarządzaniu placówką? Dręczyła nauczycieli?
– To wyjaśni prokuratura i nie chcę w tej chwili rozmawiać na ten temat. Powiem tylko, że czuję się niewinna i mocno pokrzywdzona w tej sprawie. Zostałam zaszczuta.

• Zatrudniła pani w MDK własną córkę.
– Zatrudniłam ją zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami prawa oświatowego. Sprawa zatrudnienia i awansów mojej córki jest w tej chwili w Sądzie Administracyjnym, mam nadzieję że wyjaśni się w najbliższym czasie.

• Czyli to jest w porządku, że załatwiła pani pracę osobie z najbliższej rodziny?
– Powtórzę jeszcze raz. Prawo oświatowe wtedy na to zezwalało.

• Pani córka nie miała matury, nie mówiąc już o wykształceniu kierunkowym.
– Placówki takie jak MDK, w dniu kiedy moja córka zaczynała tam pracę, zezwalały na zatrudnienie innych osób niż nauczycieli na stanowiskach nauczycielskich. Nadto muszę powiedzieć, że córka w tym samym roku zdała maturę i rozpoczęła studia pedgogiczne.

• Czy to prawda, że jako dyrektor wynajęła pani pomieszczenie własnemu mężowi?
– Wynajęłam, tak jak wielu innym osobom. MDK chciał wyremontować to pomieszczenie. Zgłosił się mąż, równie dobrze mógł być ktoś inny. A efekt całej tej historii jest taki, że to ja musiałam wpłacić ponad tysiąc złotych z własnej kieszeni do kasy MDK.

Rozmawiał Grzegorz Praczyk
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!