poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Puławy

Jak pod Puławami ryż sadzili

Dodano: 5 lutego 2007, 17:04

Henryk Czech z Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa jest w Puławach od lat sześćdziesiątych, ale o ryżu co nieco wie.

A w każdym razie zna ludzi, którzy o tym eksperymencie wiedzą więcej niż on. - Na pewno pamięta to doskonale dr Zenon Lis, który wtedy, w latach pięćdziesiątych, nawet pracę magisterską o poletkach doświadczalnych w Puławach napisał - informuje Henryk Czech.


Zenon Lis w rozmowie telefonicznej niechętnie wspomina tamten okres.
- To były czasy żelaznej kurtyny i istniała taka tendencja, żeby się uniezależnić od dostaw - mówi. - Było zarządzenie władz i co mieliśmy do powiedzenia? Czy to się opłacało? W porównaniu z krajami, które na masową skalę produkowały ryż, to oczywiście nie. Ale naukowo na pewno tak.
Lis do dziś nie może wybaczyć władzom, że pozwoliły wszystko zniszczyć.
- Trzeba to było zostawić w celach dydaktycznych. Młodzież przyjeżdżałaby i miała pojęcie, jak to wygląda i jak w Chinach uprawia się ryż. Były zbudowane groble, przepusty, koło napędzające wodę. To wszystko zlikwidowano.
Dr Zenon Lis obiecuje, że przyjdzie na spotkanie. I nie przychodzi.

Różne opinie

Zaczęło się w końcu lat czterdziestych, kiedy religią i przewodnikiem botaników i rolników miała stać się teoria Trofima Łysenki, który twierdził, że roślinę można zmusić do życia w innych warunkach.
Dr Maria Bawolska, dr Adam Wołk i inż. Bogumił Rębowski dziś wspominają tamten czas chętnie, choć uprawa ryżu nie była ich domeną.
- Do Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Puławach przyjechał inżynier Piotr Sobczyk, który był internowany w Rumunii - mówi dr Adam Wołk. - Mówiło się, że przywiózł z sobą worek niełuskanego ryżu i że to były pierwsze nasiona do hodowli w Puławach.
Adam Wołk, który sześć lat spędził na zsyłce w Kazachstanie, twierdzi, że od początku uważał to za absurdalne. Przyszedł do Puław w 1957 roku, kiedy praktycznie było już po wszystkim.
- Widziałem efekty radzieckich eksperymentów na własne oczy, to wszystko było absurdalne - śmieje się. - Dlatego uprawę ryżu w Puławach przyjąłem bez zdziwienia.

Sens dla nauki

- Pisałam pracę magisterską u prof. Lucjana Kaznowskiego w Lublinie. Później przyszłam do IHAR z nakazem pracy i trafiłam do Zespołu Roślin Leczniczych. Kaznowski był entuzjastą eksperymentów i był otwarty na badania - uważa odważnie Maria Bawolska. - Ja dziś nie oceniam tego jako coś głupiego. Jako doświadczenie dla nauki miało to swój sens. Przecież dziś uprawiamy wiele roślin, które wcześniej nie rosły w naszym klimacie - choćby tytoń i kukurydzę, dużo odmian leczniczych, a nawet paprykę i bakłażany.
- Codziennie przechodziłem przez ryżowe poletka do swoich upraw tulipanów - wspomina Bogumił Rębowski. - Mieliśmy 500 odmian. Później władze wolały sadzić kapustę - nie ukrywa rozgoryczenia. - Trochę tego ryżu urosło, ale generalnie nawet na sprawdzenie hipotezy naukowej to był za krótki czas eksperymentu.
Pani Bawolska nie ma wątpliwości - profesor Kaznowski nie wierzył w to, że uda się prowadzić produkcje ryżu taką, jak na Dalekim Wschodzie.
- Wykładał teorie Łysenki, bo musiał - mówi. - Ale nauka wymaga eksperymentów i on był ich entuzjastą.

Nieważny koszt

Blisko dwa lata trwało przygotowanie niewielkich, 600- metrowych poletek.
- Powierzchnia musiała być idealnie równa - wyjaśnia Henryk Czech. - Trzeba było także zbudować system dostarczania wody.
- Ryż nawadnia się w dokładnie określonym czasie - dodaje Adam Wołk. - Woda była płytka i dość szybko się nagrzewała. Oczywiście, jeśli temperatura była odpowiednia.
Piotr Sobczyk skonstruował koło, które podawało wodę na poletka położone wyżej od źródła. Wszystko to było kosztowne. Najczęściej pracowały kobiety, które brodziły w błotnistej glebie i w wodzie, sadząc sadzonki wyhodowane w inspektach.
- Wypożyczało się ludzi np. z pegeerów, jak był odgórny nakaz nikt się nie sprzeciwiał - przypominają zebrani.
- Ale nikt się wtedy z kosztem nie liczył - rzuca Bogumił Rębowski. - W biuletynach, a także w prasie ukazywały się artykuły o sukcesie. Sobczyk wydał broszurę pt. "Uprawa ryżu”.
Okoliczni rolnicy jeśli się dziwili, to z pewnością nie głośno. Czasy były trudne i ponure, i jawny sprzeciw mógł być uznany za dywersję.

Garstka ryżu

- Niemal codziennie przyjeżdżały szkolne wycieczki i trzeba było je oprowadzać w ramach popularyzacji nauki. Wszystkie poletka były niezwykle zadbane i efektowne - wspomina dr Bawolska.
W jednym z czasopism pisano, że po krótkim okresie aklimatyzowania się ryż dojrzewał w ciągu 150 dni w temperaturze niższej niż wyjściowa.
Trudno jednoznacznie mówić o zbiorach, choć należy przypuszczać, że były marne. Oficjalne biuletyny pisały, że uzyskiwano nawet 24 kwintale z hektara, ale okoliczni rolnicy wiedzieli lepiej - mówili, że może było z pół worka ryżu.
- W niekorzystnych warunkach ryż mógł się nie zapylić - uważa dr Adam Wołk. - Mogło się zdarzyć, że część nasadzeń nie wydała plonów.
• • •
Uprawa ryżu była sprawą polityczną.
- Jednak jako eksperyment naukowy była do przyjęcia - konsekwentnie twierdzi Maria Bawolska.
Po roku 1956 nastąpiła odwilż, nastały zmiany w Biurze Politycznym w kraju, a nade wszystko w ZSRR i jednocześnie teoria Łysenki odeszła do lamusa. Na krótki czas nie musieliśmy naśladować Wielkiego Brata, który podobno odnosił sukcesy w uprawie ryżu.
W 1957 roku Piotr Sobczyk opublikował ostatnią pracę o hodowli ryżu i nagle wyjechał z Puław. Pola ryżowe wokół Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin zostały wkrótce osuszone z czasem obsiane zbożem.
Ryż wspomina dziś niewielu
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!