czwartek, 23 listopada 2017 r.

Puławy

Rozkłada na stole tylko część swoich prac. „Dzieje Skowieszyna”, „Bitwa w Lesie Stockim”, „Na Piskorach i w Zadurkach”, „Pacyfikacja kolonii Zbędowice”. Dlaczego się tym zajmuje? Bo nikt inny tego nie robi, a to jego ziemia, jego korzenie.

I ma taką pasję. Odkrywa i opisuje ludzi z podziemia, związanych z tym terenem w czasie ostatniej wojny. Oraz historię i urodę okolic
– Mnie interesuje to, do czego nikt nie dotarł – mówi Aleksander Lewtak ze Skowieszyna. I dodaje – moja wiedza regionalna jest bardzo duża, znam teren, ludzi, przekazy rodzinne i dokumenty. W książkach tego nie ma. A piękna okolic Skowieszyna nikt nie opisze. Trzeba to zobaczyć.
Co i kogo obchodzi
Cały kraj komentuje wynik wyborów do parlamentu i on ma swoje zdanie.
– O czym tu mówić. 60 procent społeczeństwa siedzi w domu i mówi – „mnie to nie interesuje” – irytuje się i nerwowo przesuwa te swoje książki o cichych bohaterach tamtej wojny. – Tylu ludzi oddanych ojczyźnie ginęło, a oni mówią „mnie to nie obchodzi”. To tragedia naszych czasów. Jesteśmy jak te mrówki – tylko gdy ktoś rozgrzebie mrowisko potrafimy działać wspólnie. Ja w ogóle nie dopuszczam myśli, że coś, co dotyczy Polski, może mnie nie interesować. Ludzie odcinają się od współdecydowania teraz, tak jak zapominają o przeszłości, nie chcą o niej słuchać. Drzewo bez korzeni umiera. U nas już ten proces powoli następuje – dodaje rozgoryczony, bo kto dziś wie o bitwie w Lesie Stockim albo o niezwykłych losach partyzantów.
Miejsce na ziemi
Z wykształcenia jest inżynierem rolnikiem.
– Mam 4 hektary, ale co to za gospodarstwo – macha ręką. – Nawet dzieciom nie ma co zostawić. Dwie córki i syn już są na swoim, wykształcone, na pewno nie wrócą tu – dodaje z pewnym smutkiem, że tej ojcowizny w rękach Lewtaków od XVIII wieku nie będzie komu przekazać.
– Parę pokoleń na tej ziemi pot wylewało i ja to robię, ale czy młodzi zechcą, wątpię – dodaje sceptycznie. – A o ziemię trzeba dbać.
Sięga po swoją najnowszą książkę – „Dzieje Skowieszyna”.
– To nie była wyjątkowa wieś, choć nazwa Skowieszyn pojawiła się już w XIII wieku. Od średniowiecza zachowany jest układ wsi. Przed wojną były może 3 domy murowane. Później pola podzielono na wąskie paski. I paradoksalnie stosunki międzyludzkie bardzo złagodniały. Kiedyś ziemia to był chleb, ludzie kłócili się o miedzę, wieczne awantury i konflikty. Dziś chleba szuka się gdzie indziej – dodaje jednak pogodzony z tym, co przyniosły nowe czasy.
Tajemnica powstania
Być może wkrótce do tych książek, których stosik teraz układa na stole, dołączy jeszcze jedna – o zagadce celejowskiego kopca.
– Nie mogę rozwikłać tej zagadki – mówi zakłopotany, bo przecież poświęcił jej tyle czasu i uwagi.
– W Celejowie jest kopiec, o którym mówią, że został wzniesiony po powstaniu listopadowym. Dziedzic Klemensowski miał zdradzić powstańców zaborcom. W nagrodę uzyskał zgodę na kupienie skonfiskowanych dóbr celejowskich. W miejscu, gdzie zostali straceni powstańcy, został usypany kopiec – opowiada, ale sam nie jest ostatecznie pewien, czy sprawa dotyczy powstania listopadowego, czy styczniowego.
– Przekaz ustny nie jest dowodem – martwi się. – W tej chwili w starej sośnie tkwi krzyż stuletni. A my chcemy upamiętnić to miejsce i postawić tam kamień.
Drugim jego zmartwieniem jest odpowiedź wojewody, który – wobec wątpliwych dowodów co do daty, nie może wyrazić zgody na proponowaną treść pamiątkowej inskrypcji.
A kamień już na kopcu stoi...
Kocham miejsca i ludzi
– Obcuję z ludźmi, kocham swoje miejsce na ziemi, uważam, że to, co robię, jest ważne i twórcze – stwierdza. – Mam oparcie w żonie. To pierwszy krytyk i recenzent. Ostatnio mi wyrzucała – „no nie, znów o mnie nic nie napisałeś?” – śmieje się szczerze i widać, że mówi o swojej Lusi z wielkim przywiązaniem. – Jak mnie ktoś pyta, co przez te lata najbardziej mi się udało, to mówię, że żona. Ze swoich książek nigdy do końca nie jestem zadowolony. Kiedy porównuję czasy, o których piszę, i te dzisiejsze, ze smutkiem zauważam, że wyrosło pokolenie bezideowe. Po upadku komunizmu nic nie zaproponowano młodym – mówi to i jest szczery, i naprawdę zmartwiony.
Dzięki pasji mocno tkwi w rodzinnej ziemi, w historii regionu i dziejach bohaterów. Jego życiowa dewiza; kochać i być kochanym przekłada się na niemodną dziś miłość do ojczyzny, rodzinnej wsi, tradycji, do najbliższych. Tak, zdecydowanie jest niemodny...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!