wtorek, 24 października 2017 r.

Puławy

Pijany kierowca wjechał w dzieci idące z matką. Nie udało się uratować nóżki 2-latki

Dodano: 15 maja 2017, 14:07

Mimo wysiłku lekarzy, nóżki 2-letniej Natalki nie udało się uratować. Dziewczynka przeszła dwie operacje, jej kończynę trzeba było niestety amputować. To ofiara piątkowego wypadku, do którego doszło w Puławach. Sprawca na wniosek prokuratury został osadzony w areszcie. Grozi mu do 12 lat więzienia.

Pani Małgorzata z 2-letnią córeczką i 6-letnim synem w piątkowe popołudnie wybrała się na krótki spacer. Szła szerokim, równym chodnikiem przy spokojnej, położonej z dala miejskiego zgiełku, ulicy Wólka Profecka. Nagle srebrny volkswagen bora wypadł z drogi na chodnik i wjechał prosto w nich. Rodzina otarła się o śmierć, ale sprawca tego wypadku nie miał ochoty im pomagać. Nacisnął gaz i pojechał dalej, zostawiając poszkodowanych na chodniku.

W wyniku potrącenia przez samochód, 2-letnia Natalka miała rozerwaną tętnicę udową i wymagała natychmiastowej operacji. Jej starszy brat miał podejrzenie wstrząśnienia mózgu, a mama - uszkodzenia kręgosłupa. Cała trójka została zabrana do szpitala w Puławach. Lekarze najbardziej martwili się o stan 2-letniej dziewczynki. Ostatecznie została przewieziona do szpitala w Lublinie, gdzie przeszła dwie operacje. Niestety jej nóżki nie udało się uratować. Napisała o tym sama matka dziewczynki.

– Najbliższe godziny pokażą co dalej. Wszyscy będziemy musieli być dobrej myśli, chociaż jest mi bardzo ciężko – pisała pani Małgorzata tuż po zabiegu swojej córki. Ze względu na jej stan, lekarze musieli wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej, ale jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Jej matka i brat mają się już lepiej. Na szczęście nic poważnego im się nie stało.

Tymczasem tuż po wypadku, policja rozpoczęła zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwania zbiega. Do wszystkich patroli w powiatach puławskim, kozienickim, opolskim i ryckim wysłano komunikaty o srebrnej borze na puławskim numerach rejestracyjnych. Powiadomiono także media. Żeby uniemożliwić ucieczkę, patrole stanęły przy mostach na Wiśle i Wieprzu. W akcji brało udział kilkudziesięciu funkcjonariuszy, co dość szybko przyniosło efekt. – Zatrzymaliśmy go po trzech godzinach w miejscu zamieszkania. Sprawca wypadku miał 1,6 promila alkoholu – mówi Ewa Rejn-Kozak, rzecznik puławskiej policji. 

Jak ustalono, Krzysztof M., 27-letni puławianin tego dnia zabrał kluczyki od auta swojej konkubiny i bez jej zgody wyruszył na przejażdżkę. Po wypadku w Wólce Profeckiej dojechał do Borowiny, małej miejscowości pomiędzy Puławami, a Gołębiem, gdzie zostawił uszkodzony samochód i wrócił do Puław. Chwilę po tym, jak zamknął za sobą drzwi, zapukali do niego policjanci. Mężczyzna został już przesłuchany. Zrezygnował ze składania wyjaśnień, ale przyznał się do winy.

– Postawiliśmy mu zarzut spowodowania wypadku pod wpływem alkoholu, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu, a także zarzut ucieczki z miejsca zdarzenia oraz uszkodzenia mienia, w posiadanie którego wszedł bez zgody jego właścicielki – wylicza Grzegorz Kwit, szef puławskiej prokuratury, potwierdzając, że sąd wyraził zgodę na zastosowanie wobec sprawcy wypadku trzymiesięcznego aresztu.

Za przestępstwa, których się dopuścił, puławianinowi grozi od 8 do 12 lat więzienia. – Sąd w takich przypadkach najczęściej orzeka również o dożywotnim zakazie prowadzenia pojazdów – dodaje prokurator, który przyznaje, że trudno w tej sytuacji dopatrywać się okoliczności łagodzących.

Na razie nie wiadomo, czy w piątek Krzysztof M. znajdował się pod wpływem środków psychoaktywnych. Śledczy czekają jeszcze na wyniki badań toksykologicznych. 

Dla osób, które znają mężczyznę, wynik pozytywny nie byłby zaskoczeniem. – To, że on ćpa, wiedzą wszyscy. Od dawna miał kłopoty z prawem. Można powiedzieć, że był bardzo aktywny w jego łamaniu – mówi jedna z osób, które proszą o anonimowość.

WIDEO

Czytaj więcej o: pijany kierowca wypadek Puławy
Użytkownik niezarejestrowany
KM
Użytkownik niezarejestrowany
(73) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (20 maja 2017 o 14:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W wiezieniu praca to rarytas jak pozwola ... Mysle ze kazdy wiezen chcialby pojsc do pracy niz siedziec w murach np 10lat... Logikaaa
Rozwiń
KM
KM (20 maja 2017 o 11:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
undefined napisał:
Za bestialstwo (także drogowe sprawca sprawca musi odpowiadać całym sobą. Wobec tego Skarb Państwa powinien mieć ustawowe prawo odebrania bandyty (w tym przypadku drogowego) rodzinie i przejęcia na swoją wyłączną własność z dowolnym zadysponowaniem przejętym jako 'dobrem' do spieniężenia, czyli: obligatoryjne odebranie bandycie praw ludzkich i nadanie mu statusu groźnej, żywej biomasy. Następnie Skarb Państwa wynajmuje go zainteresowanym koncernom lotniczo-motoryzacyjnym jako żywy manekin do crash-testów w badaniach naukowo-rozwojowych nad bezpieczeństwem w transporcie. Jeśli biomasa ulegnie zejściu śmiertelnemu, zostaje zwrócona wynajemcy, który może sprzedać truchło do preparatorni eksponatów wystawowych w Guben. Pozyskane z tego wszystkiego środki finansowe powinny być przeznaczone na odszkodowania okaleczonym (oraz najbliższym zabitych przez bandytę, jeśli są też takie jego ofiary). W tym konkretnym przypadku pozyskanoby środki na odszkodowania, leczenie, rehabilitację, protezy, dożywotnią rentę itp. Dopiero, gdy tych pieniędzy nie starczy, pomaga dalej państwo. Takie powinno być prawo wobec ewidentnych sprawców ludzkiej krzywdy działaniem umyślnym, ryzykownym lub lekkomyślnym (np. tzw. 'głupim żartem').
Doskonale pomyślane! Niestety raczej nie wejdzie w życie, Ja proponuje aby takie bezmózgie masy nie przewracały się z boku na bok w więzieniach za podatki, tylko codziennie ciężko pracowały i całkowity ich zarobek przekazywany był ofiarom ich bezmyślności. Nie mieści mi się w głowie, ze tego typu więźniowie mają codziennie wikt, opierunek i wyżywienie kiedy rodzice muszą płacić za stołówki w szkołach czy przedszkolach...
Rozwiń
Gość
Gość (20 maja 2017 o 07:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Latarnie sa ze slabszych materialow a zeby podczas uderzenia nie narobic wiekszych szkod.Logika-fizyka
Rozwiń
Gość
Gość (20 maja 2017 o 05:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tu nikt nie mowi ze to wina latarni czyaj ze zrozumieniem...
Rozwiń
Gość
Gość (20 maja 2017 o 05:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Odpisujac na ostatnie 2 komentarze to macie racje to wina latarni bo niepowinna tam stac a predkosc byla tak mala ze tylko znalazl sie na chodniku
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (73)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!