sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Puławy

Powinien siedzieć w areszcie, nie w domu

Dodano: 5 czerwca 2006, 22:29

Skandal. Puławski sąd nie zgodził się na aresztowanie pirata drogowego, który po pijanemu omal nie zabił kobiety na przejściu dla pieszych. A potem przez 35 kilometrów uciekał przed policją. Kobieta w ciężkim stanie leży w szpitalu.
– Zaskarżymy tę decyzję – zapowiada Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie. – Trudno sobie wyobrazić bardziej obciążające okoliczności.


W piątek o godz. 22 ulica Pułaskiego w Puławach była prawie pusta. Małgorzata K. przechodziła przez przejście. Uderzył w nią rozpędzony polonez. Nie zatrzymał się.
– Gdyby nie przypadkowy świadek, to pewnie w ogóle nie udałoby się nam ustalić, kim jest sprawca wypadku – mówi Roman Maruszak, z puławskiej policji.
Kierowca, który widział wypadek, przez telefon komórkowy zawiadomił policję. Początkowo sam ścigał uciekiniera. Polonez mknął w kierunku Dęblina. W Gołębiu skręcił na Niebrzegów. Tam do pościgu dołączyły trzy radiowozy. Samochód skręcił w drogą leśną wzdłuż torów kolejowych i skierował się znowu w stronę Puław.
– Wiedzieliśmy już, którędy będzie jechał i zablokowaliśmy drogę z drugiej strony – mówi Maruszak. – Czwarty radiowóz zablokował drogę przy stacji PKP Puławy Azoty.
Polonez zjechał w krzaki. Wówczas odwaga opuściła kierowcę. Na widok policjantów z wyciągniętymi pistoletami... narobił w spodnie. Mirosław K. miał 1,8 promila alkoholu. Przez noc trzeźwiał w izbie zatrzymań. Na przesłuchaniu powiedział, że pił i niewiele pamięta. Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt. Argumentowała to m.in. oba-
wą matactwa. Ale sąd był innego zdania. Puścił pirata do domu.
Poszkodowana w wypadku Małgorzata K. leży na oddziale ortopedii puławskiego szpitala. Jej stan nadal jest ciężki. Poruszenie głową czy powiedzenie choćby kilku słów przychodzi jej bardzo ciężko. – Nic nie pamiętam. Tylko tyle, że wracałam z kościoła – wymawia z wielkim trudem kobieta.
Mirosław K. nie miał uprawnień do kierowania samochodem. W 2003 roku sąd zabrał mu je na dwa lata za jazdę po pijanemu. Zakaz skończył się pod koniec kwietnia, ale mężczyzna nie przystąpił do ponownego egzaminu na prawo jazdy. Wcześniej na jeździe po pijanemu wpadał dwukrotnie. Polonez nie należał do niego. Ktoś mu oddał samochód do wyremontowania.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!