czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Puławy

Sprzedaję przyjemność

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 marca 2007, 13:08

- Nie wstydzimy się kupować papieru toaletowego i paradować z nim po mieście, ale mamy opory, żeby zrobić zakupy w sex shopie - twierdzi Luiza Popis,

właścicielka takiego sklepu przy ul. Piłsudskiego w Puławach. Atrakcyjna, młoda brunetka. Sklep ma od 1,5 roku. Bez kokosów. Dopiero co wyszła "na zero”.

Odważna decyzja

Ma czwórkę dzieci. Samotna. Nie chciała liczyć na czyjąś łaskę albo zasiłek z opieki społecznej. I otworzyła ten sklep.
- Sama nigdy wcześniej nie byłam w sex shopie - mówi. - Może inaczej patrzyłabym na życie? Ludzie smucą się, kłócą, narzekają, a nie potrafią się kochać.
Na chwilę milknie, bo do środka wchodzi dwóch młodych mężczyzn. Rozglądają się chyłkiem, niepewnie, przebiegają wzrokiem po półkach i wychodzą.
- Tak to się właśnie odbywa - wyjaśnia Luiza. - Facet zagląda, staje przed gadżetami, ale nic nie widzi. Po prostu nic. Pytam - może w czymś pomóc? - Niee! Szybko odpowiada i albo łapie coś na chybił trafił, albo od razu wychodzi. Dlaczego nie wstydzimy się kupować papieru toaletowego, nieść go przez całą ulicę, a wejście do sklepu, który zbliży nas do przyjemności, uważamy za krępujące, a nawet naganne?

Najważniejsza rzecz

Luiza przysiada na sofie okrytej różową narzutą, nastawia nową płytę. Chyba mało co ją jeszcze zdziwi.
- Pracowałam kiedyś w kuchni. Jedna z dziewczyn opowiadała - uśpiłam dzieci i na szczęście stary też już zasnął. Pytam się jej - dlaczego "na szczęście?” A ona - "no bo nie musiałam uprawiać seksu”. - Jak to nie musiałam? Ty się nie zdziw, jak on sobie jakąś babę znajdzie” - mówię.
Śmieje się, że dziewczyny w kuchni patrzyły na nią jak na głupią i wzruszały ramionami.
- Jesteśmy zakłamani, pruderyjni i niedouczeni. Seks to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka - kręci głową i wciąż się zastanawia, że w XXI wieku jeszcze tego nie czujemy.
- Przyszedł klient, który mi powiedział, że kochał się z żoną trzy razy w ubiegłym roku. Oni oddalają się od siebie. Albo się rozejdą, albo on znajdzie sobie kochankę - wyrokuje.

Wizyty i wizytacje

Do sklepu wchodzi dwoje młodych. Ona ogląda bieliznę, szepczą coś między sobą, sprawdzają ceny, wychodzą.
- Mam stałych klientów, no może nie takich, co bez przerwy kupują, ale przychodzą pogadać, zwierzyć się ze swoich problemów - mówi Luiza. - Sąsiedzi z osiedla też się zdarzają. Na spacerze albo przed blokiem kłaniają się elegancko, a tu udają, że się nie znamy - śmieje się. - Ale to starsi, bo młodzi mówią "o, cześć, fajnie, że to ty”. Czy przychodzą np. wojskowi? - Wiem o niektórych, ale widzę ich w cywilnych ubraniach. Dotyczy to również innych grup zawodowych - dodaje znacząco.
Mówi, że miała wizyty
"trójek” starszych pań, ale skończyło się na dyskusji. Każda ze stron została przy swoich poglądach, choć wszystko odbyło się grzecznie.

Język miłości

Każdy mówi, jak umie, nie wszyscy są wykształceni. U nas milczenie na temat seksu, traktowanie go jak tabu nie wykształciło jakiegoś subtelnego języka. Więc albo mówią "penis” - używając określenia medycznego, albo "fiut”, co i tak można uznać za bardziej delikatnie choć potoczne.
- Częściej przychodzą mężczyźni. Jacy? Powiedziałabym co najmniej średnio wykształceni, choć wśród młodych jest różnie. Przychodzi pan, który sam się przyznaje do 73 lat. Mówi do mnie - "dziecko, jestem stary, ale jeszcze trochę mogę. Daj no mi jakiś kremik, żeby było jak należy” - opowiada Luiza. - Są mężczyźni, którzy mają kompleks długości albo problem ze wzwodem. Jeśli powiedzą mi o co chodzi, na pewno coś podpowiem, doradzę, bo nie wszystko wszystkim pomaga. Ale są i tacy, którzy w ogóle nie słuchają. Łapią coś z półki i już ich nie ma. Sporą grupą klientów są ci, którzy chcą przyjaciołom zrobić zaskakujący prezent - przeważnie tzw. dmuchane lalki.

Normalna praca

- Mówią mi - masz dzieci... Mam i wiem, jak trzeba z nimi rozmawiać. Najstarszy syn ma już 19 lat. To mądry, dorosły chłopak. Najmłodsza wie, że mama sprzedaje w sklepie z zabawkami dla dorosłych.
W sąsiednich sklepach pytają, czy sama wszystkiego spróbowała. - A ja odpowiadam, czy ma pan w domu te wszystkie buty ze swojego sklepu? Czy sprzedawczyni w cukierni bez przerwy obżera się ciastkami?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!