środa, 23 sierpnia 2017 r.

Puławy

Szaletowa wojna z konkurencją

Dodano: 27 kwietnia 2006, 11:14
Autor: (PAB)

Przez kilka lat przychodnię przy ul. Centralnej nękał mężczyzna, który demolował ubikacje. Tym sposobem chciał przyciągnąć klientów, którzy zamiast płatnego szaletu jego żony, korzystali z darmowego w przychodni.

W przychodni specjalistycznej przy ul. Centralnej awarie ubikacji zdarzały się od paru lat niemal co kilka dni. - Choć, zanim zacząłem tu pracować, poprzedni konserwator też miał takie same problemy - opowiada Józef Bartosik, obecny konserwator w przychodni. Wandal miał stałe dni, w których niszczył ubikacje: zazwyczaj w poniedziałki, wtorki i piątki. Za każdym razem przecinał lejek w spłuczkach. Kiedy po skorzystaniu z ubikacji, ktoś pociągał za sznurek, cała woda - zamiast do sedesu - wypływała z rury na jego buty. Oprócz każdorazowej wymiany lejka, trzeba było osuszać nie tylko ubikacje, ale i całe korytarze, które były zalewane. - A ja musiałem tracić czas na naprawy zamiast zajmować się pożyteczną pracą - skarży się pan Józef.
Dlatego postanowił wreszcie, że na własną rękę dopadnie drania. Kilkukrotnie w godzinach, w których zazwyczaj pojawiał się intruz, zaczajał się na niego w korytarzach przychodni. - Jednak, kiedy mnie widział, to rezygnował ze swoich akcji. Nie mogłem więc go złapać na gorącym uczynku - opowiada pan Józef. Jednak nareszcie udało się zaskoczyć dywersanta. Konserwator spotkał go w drzwiach ubikacji, kiedy ten z niej akurat wychodził. - Zatrzymałem go i sprawdziłem spłuczkę. Okazało się, że znowu jest zepsuta - relacjonuje. Mężczyźnie udało się wyszarpnąć i uciec, jednak pracownicy przychodni rozpoznali w nim męża kobiety, która prowadzi szalet miejski przy ul. Piłsudskiego.
Okazało się, że cała działalność dywersyjna mężczyzny miała zniechęcić klientów pobliskiego baru do korzystania z ubikacji w przychodni. Te są bezpłatne, a w szalecie znajdującym się po drugiej stronie ulicy trzeba już zapłacić 35 groszy. - My wiemy, kto przychodzi do lekarza, a kto tylko skorzystać z WC. Ale przecież nie będziemy ludziom tego bronić - mówi pan Józef.
Od momentu przyłapania wandala na gorącym uczynku, nie zdarzają się już awarie w ubikacjach puławskiej przychodni. Dywersanta kara jednak nie ominie. Mężczyzna odpowie za zniszczenie mienia. Pracownicy przychodni szacują swoje szkody aż na 20 tys. zł. Sprawę bada właśnie puławska policja.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!