niedziela, 19 listopada 2017 r.

Puławy

"Uciszona" za próbę ustalenia prawdy wraca do pracy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 maja 2009, 19:07
Autor: Aldona Iwon

Zwycięstwo urzędniczki, która chciała ustalić, czy w domu dziecka dochodziło do przemocy .

Oskarżono ją o próbę skontaktowania wychowanki z domu dziecka z dziennikarzem i wyrzucono z pracy. Sąd stanął jednak po jej stronie.

Dorota Daniłoś-Sobczak, zwolniona dyscyplinarnie z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Puławach, mocą wyroku sądowego wróciła do pracy. Termin wniesienia skargi kasacyjnej właśnie minął. - Nie zamierzaliśmy jej wnosić - mówi Małgorzata Suszek-Zawadzka, dyrektor PCPR.

O sprawie pani Doroty pisaliśmy w Dzienniku Wschodnim na początku października ubiegłego roku. Została wtedy zwolniona z pracy za to, że "usiłowała skontaktować małoletnią wychowankę Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Puławach (domu dziecka - dop. red.) z dziennikarzem w sprawie stosowania przemocy wobec wychowanków placówki przez dyrektora placówki”.

Wszystko zaczęło się od anonimowych ankiet. Dwoje dzieci przyznało w nich, że były bite przez wychowawcę lub innego pracownika. Napisaliśmy o tym.

Po ukazaniu się artykułu Daniłoś-Sobczak, urzędniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, zadzwoniła do swojej byłej podopiecznej, która znajdowała się wówczas w domu dziecka. Zapytała, co się tam dzieje i czy nie chciałaby z nią o tym porozmawiać.

Dziewczyna umówiła się na spotkanie, ale o wszystkim poinformowała matkę. Wspomniała o artykule i zainteresowaniu dziennikarzy tą sprawą. Matka powiedziała o spotkaniu dyrektorowi domu dziecka, ale prawdopodobnie już z informacją, że będzie tam również dziennikarz. I taka wiadomość dotarła do starostwa.

Kiedy urzędniczka straciła pracę, ówczesna dyrektorka PCPR Krystyna Miechowicz powiedziała nam, że to starosta zasugerował, by Daniłoś-Sobczak zwolnić. W wywiadzie dla tygodnika "Teraz Puławy” starosta Sławomir Kamiński zaprzeczył, ale dodał: W rozmowie z panią Miechowicz powiedziałem, że jeśli podejrzenia o skontaktowanie wychowanki domu dziecka z dziennikarzem się potwierdzą, to nie wyobrażam sobie, żeby ta pani nadal pracowała.

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w styczniu. Przywracał panią Dorotę do pracy, ale PCPR odwołało się od wyroku. 12 maja Sąd Okręgowy w Lublinie oddalił apelację. W sądzie dowiedzieliśmy się, że żadna ze stron nie prosiła o pisemne uzasadnienie, dlatego nie zostało sporządzone.

- Sąd ustnie dodał, że wszystkie argumenty w apelacji były chybione i nawet gdyby doszło do takiego wydarzenia (próba kontaktu z dziennikarzem), to nie było to działanie na szkodę zakładu pracy, tylko wypełnianie obowiązków. I nie mogłoby być podstawą wypowiedzenia - mówi nam Daniłoś-Sobczak.

Sprawą rzekomej przemocy w domu dziecka zajmuje się prokuratura. - W tej chwili szukamy jeszcze byłych wychowanków - informuje Dariusz Lenard, prokurator rejonowy w Puławach.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
jok
bastos
puławiak
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

jok
jok (5 czerwca 2009 o 09:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
bastos napisał:
Nie widze takiego Starosty dalej na urzędzie w Puławach.

Idz do okulisty!
Rozwiń
bastos
bastos (4 czerwca 2009 o 17:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie widze takiego Starosty dalej na urzędzie w Puławach.
Rozwiń
puławiak
puławiak (28 maja 2009 o 07:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Więcej takich ludzi jak ta Pani, a na pewno byłoby lepiej.... niestety są takie typki spod ciemnej gwiazdy, którym to najwyraźniej przeszkadza. Brawo Panie starosta, popis pan dałeś!
Rozwiń
zbulwersowany
zbulwersowany (28 maja 2009 o 07:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czytamy....

starosta Sławomir Kamiński (...) dodał: W rozmowie z panią Miechowicz powiedziałem, że jeśli podejrzenia o skontaktowanie wychowanki domu dziecka z dziennikarzem się potwierdzą, to nie wyobrażam sobie, żeby ta pani nadal pracowała.

Następnie....


- Sąd przedstawia, że nawet gdyby doszło do takiego wydarzenia (próba kontaktu z dziennikarzem), to nie było to działanie na szkodę zakładu pracy, tylko wypełnianie obowiązków. I nie mogłoby być podstawą wypowiedzenia - mówi nam Daniłoś-Sobczak.

...i teraz naprawdę widać, kto tu działa na czyją szkodę.
Rozwiń
paul
paul (27 maja 2009 o 09:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak to jest właśnie cała nasza zaściankowa Polska w wydaniu Pana Starosty i spółki. Urzędnik powinien siedzieć cicho i nie wychylać się a jak znajdzie się taki co poważnie traktuje swoje obowiązki to się go zaraz wycina. Dokąd w ten sposób dojdziemy Panie Starosto? Dobrze, że sąd stanął na wysokości zadania. Pozdrowienia dla Pani - tak trzymać.
PS. Panie Starosto jak się sprawuje nowa limuzyna?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!