niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Puławy

Uczniom doskwiera brak słodyczy i chipsów. Jak sobie radzą?


Padają sklepiki, które nie mają co sprzedawać, a uczniowie słodycze kupują poza szkołą. To efekty ministerialnego rozporządzenia o jakości produktów dostępnych w szkołach.

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

W Szkole Podstawowej nr 11 w Puławach uczniowie nie mogą już kupić podgrzewanych bułek, zapiekanek i „pizzy” z mikrofalówki. Nie mogą kupić też niczego innego – bo prowadząca sklepik zrezygnowała z prowadzenia tej działalności.

– Rozmawiamy z następnym ajentem. Czekamy na jego decyzję. Obecnie szuka produktów, które mógłby sprzedawać – mówi Mirosław Kamola, dyrektor szkoły.

Nowe prawo uderzyło w tego typu przedsiębiorców w całym kraju. Do dzisiaj nie mają pełnej wiedzy, co mogą, a czego nie mogą oferować. Z dnia na dzień nielegalna okazała się większość ich asortymentu. W myśl nowych przepisów automat z chipsami jest legalny, pod warunkiem, że są one wykonane z suszonych jabłek. Dozwolone są także soki owocowe, ale przyprawy w zupach już nie do końca. Słodzenie miodem nie zawsze przynosi oczekiwany efekt, a brak soli sprawia, że potrawy tracą smak. Kucharki robią co mogą, by wychodziło nie tylko zdrowo, ale także smacznie.

– Nasi pracownicy wzięli udział w specjalnych szkoleniach dotyczących przygotowywania obiadów szkolnych. Więcej jest potraw duszonych i gotowanych, a mniej smażonych. Drób i ryby zamiast mięsa czerwonego. Nie słyszałem, żeby któryś z uczniów narzekał z tego powodu. Bardziej doskwiera im brak słodyczy i chipsów – mówi dyrektor Kamola.

Uczniowie radzą sobie w inny sposób. Wielu z nich słodycze, które stały się głównym wrogiem Ministerstwa Edukacji Narodowej, przynosi do szkoły zaopatrując się w nie w pobliskich sklepach. Inni biorą je z domów.

– Od początku nowego roku szkolnego widzimy zwiększony pobyt na drożdżówki, pizze, cebularze, pączki i wszystko, co słodkie. Kupują też słodkie napoje. Nastolatki chcą dobrze zjeść – mówi Magdalena Ejsmont ze sklepu piekarniczego przy ul. Wojska Polskiego w Puławach. W jego pobliżu jest m.in. Zespół Szkół Technicznych.

Problemu nie ma np. Szkoła Podstawowa w Kurowie, gdzie sklepiku nie ma i nie było. – W naszej szkole większość dzieci przynosi z domów kanapki i herbatę, więc my tej zmiany tak naprawdę nie odczuwamy – mówi Marta Głębicka, mama dwóch uczennic, Julii i Igi.

– Tak rygorystyczne rozporządzenie zaskoczyło wszystkich. Ze szkolnych półek zniknęło całe śmieciowe jedzenie. Okazało się, że nawet reklamujące się jako zdrowe batony musli, czy jogurty mają zbyt wysoką zawartość cukru – mówi Jolanta Gil z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Puławach.

Wczoraj wprowadzenie zmian odnośnie możliwości sprzedaży drożdżówek zapowiedziała minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Czytaj więcej: Koniec z "dilowaniem". Drożdżówki mają wrócić do szkół. Jest szansa na kawę i sól

Gość
Gość
ixigrek
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (5 października 2015 o 13:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czy wasze dzieci musza w szkole jeść batony? Chipsy? Pizzerinki itp? Czy nie można dziecku zrobić kanapki? To tylko zależy przecież od rodziców.. Trzeba tylko chcieć - zgadzam sie z poprzednikami
Rozwiń
Gość
Gość (4 października 2015 o 15:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pełna zgoda z ixigrek. Afera pod publiczke i kampania wyborcza. Dla przedsiębiorcy sklepikowego to jest wyzwanie, ale to niestety przerasta to ich, inna sprawa ze takie sklepiki prowadzi pani emerytka lub nauczyciel w-f.
Rozwiń
ixigrek
ixigrek (3 października 2015 o 17:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Niektórym się na prawde poprzewracało w dooopach. Moje dziecko od pierwszej klasy dostaje do szkoły kanapki, piersi z kurczaka, kiełbaskę, czasem kawałek pieczonego mięska, jabłko i herbatę. I ono nie wyobraża sobie jedzenia slodyczy w szkole, pizzy, kanapek z czekoladą czy coli itp.. Drożdzówki, slodkie bułki dozwolone są od czasu do czasu - tylko na pieszych wycieczkach, rajdach rowerowych. Tylko, że w szkole mojego dziecka - dzieci jedzą pierwsze śniadanie wspólnie razem z nauczycielem w ławkach.. i wszyscy stosują się do ogólnie przyjętych norm - nie ma biegania do sklepu na przerwie. Nie ma takiej opcji...

Tylko my nie mieszkamy w Polsce..... Myśle ze w wielu wiejskich polskich szkołach jest podobnie. To tylko ludziom z miasta cieżko jest nauczyc dziecka dobrych nawyków żywieniowych- no bo przeciez trzeba wstac rano i coś zrobić na to śniadanie.. ba coś wymyślec - a to juz wyczyn. Najlepiej dac 5 zł i wysłac do sklepu, i tak 5ty 10ty raz i dziecko juz sobie nie wyobraza zjesc zwyklej pozywnej kanapki...

Rozwiń
Gość
Gość (3 października 2015 o 10:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciekaw jestem zkąd małolaty maja pieniądze na ty zakupy, bo gdy ja chodziłem do szkoły to o żadnych pieniądzach na zakupy nie było mowy.
Rozwiń
Gość
Gość (3 października 2015 o 07:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
trityjty
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!