wtorek, 17 października 2017 r.

Puławy

Zamknął Azoty w obiektywie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 lipca 2007, 10:52

Pierwsze ścięte drzewo, pierwsza ukończona instalacja, pierwsza wizyta oficjalnych gości. W sumie ponad milion naciśnięć migawki.

I to w czasach, kiedy każde zdjęcie wywoływało się w ciemni. Stanisław Papciak przez kilkadziesiąt lat dokumentował życie Zakładów Azotowych. Na jego zdjęciach można znaleźć Gierka, Gomułkę, Jaruzelskiego czy Nicolae Ceausescu. Który zresztą do Puław przyjechał z własnym termosem i jedzeniem...

Fotografii uczył się na statku. W trakcie służby wojskowej był w Marynarce Wojennej i udało mu się nawiązać współpracę z czasopismem "Na straży Wybrzeża”. A do Puław przyjechał z Tarnowa. Pracował jako fotograf zakładowy w tamtejszych Zakładach Azotowych Tarnów-Mościce. Ktoś docenił jego zdjęcia i zaproponował pracę w miejscu, w którym w środku lasu nad Wisłą miał powstać nowy, wielki zakład...

Pierwszy topór w drzewo

Do Puław przeprowadził się w 1962 r. Dostał legitymację pracowniczą numer 26. - Wprawdzie zostałem przeniesiony służbowo, ale cieszyłem się, że tu przyjeżdżam. Po przybyciu na miejsce zdziwiła mnie jedna rzecz. Słyszałem wcześniej o Puławach i myślałem, że to prawdziwe miasto. Tymczasem tak naprawdę to była wieś. Prawdę mówiąc, byłem tym rozczarowany - wspomina Stanisław Papciak.
Na ścięcie pierwszego drzewa pod budowę zakładów przyjechał sekretarz Komitetu Wojewódzkiego partii. Wraz z rozpoczęciem budowy jednego z największych zakładów na Lubelszczyźnie do Puław zaczęli przyjeżdżać ludzie z całej Polski. - Było łatwo dostać mieszkanie. Można też było zarobić. Ale tak naprawdę dla większości z tych ludzi najważniejsza była praca i zaangażowanie w budowę czegoś wielkiego - mówi Papciak.
A łatwo nie było. Wszyscy robotnicy, którzy budowali fabrykę, musieli chodzić z miasta do pracy piechotą. A blisko wcale nie jest. Potem zakład kupił do podwożenia pracowników nyskę i było już trochę lżej.

Paparazzi wśród polityków

A Stanisław Papciak cały czas fotografował. Zorganizował zakładową pracownię do wywoływania zdjęć. Współpracował z wieloma gazetami, którym wysyłał zdjęcia z budowy zakładu. Zajmował się też tak mało ciekawą pracą, jak wykonywanie fotokopii najróżniejszych dokumentów.
Ale przeważały momenty ciekawe. Nigdy nie brakowało w Puławach wizyt najróżniejszych postaci ze świata polityki. Ministrowie, premierzy i delegacje z bratnich socjalistycznych państw. Byli Koreańczycy, byli nawet Afgańczycy, oczywiście byli również wszyscy pierwsi sekretarze PZPR. - Miałem specjalne uprawnienia i mogłem podchodzić, gdzie tylko chciałem - chwali się fotograf.
Najbardziej zapamiętał wizytę rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceausescu. Po zwiedzeniu całego zakładu, na cześć gościa zorganizowano bankiet i obiad. Ale Rumuni cały prowiant przywieźli ze sobą. Wszystko zapakowane w termosach. Nawet polskiej wody nie chcieli pić. Bo mogła być zatruta.

Artyści w Azotach

W 1966 r. w Puławach odbyło się Sympozjum Artystów Plastyków i Naukowców. Papciak dokumentował pracę największych współczesnych artystów polskich. Robił również portrety: gestykulującego Tadeusza Kantora, czy rozmawiającego z papierosem w dłoni Franciszka Starowieyskiego. - Impreza odbyła się głównie dzięki zaangażowaniu Mieczysława Kołodzieja, pierwszego dyrektora Azotów. On sam był znakomitym fotografem i wielkim humanistą - opowiada Stanisław Papciak.
To właśnie dzięki przychylnemu oku znającej się na fotografii dyrekcji Papciak zawsze mógł liczyć na znakomity sprzęt. Przykładowo, taki aparat Linhof Technika wraz z wyposażeniem wart był połowę ówczesnego domu. Na zakup takiego cacka musiały się zgodzić dwa ministerstwa: Finansów oraz Przemysłu Chemicznego. I Papciak go dostał. Ale były też minusy tego, że dyrektor znał się na fotografii. Kiedy zdjęcie mu się nie podobało, wcale nie owijał w bawełnę, tylko krytykował.
Kiedyś do Puław przyjechał też sam Edward Hartwig. Miał zrobić trochę artystycznych zdjęć o zakładzie. Papciak był bardzo przejęty, bo to przecież prawdziwy mistrz. Okazało się jednak, że to tak sympatyczny człowiek, iż już po dwóch godzinach rozmawiali jak starzy znajomi. Wymieniali się uwagami i doświadczeniami. Na koniec Papciak zrobił portret Hartwiga na tle wielkiego komina.

Tak powstaje miasto

Jeszcze mieszkając w Tarnowie spotkał się z taką oto sytuacją. Na jakąś wystawę potrzebne było odnalezienie starych zdjęć miasta. Z powodu braku archiwum było to niemal niewykonalne. Dlatego w Puławach od samego początku Stanisław Papciak postanowił, że będzie dokumentował wszystkie ważne wydarzenia nie tylko związane z zakładami, ale również z miastem. Budowa stadionu w czynie społecznym, czy ośrodka wypoczynkowego w Wólce Profeckiej. To wszystko można znaleźć na jego zdjęciach.
Z czasem zaczął robić zdjęcia na wszystkich miejskich imprezach. Najciekawsze to te z obchodów święta 1 Maja. - Mam uwiecznione takie osoby, które najpierw szły w pierwszym szeregu na pochodzie, a potem wpinały w klapę znaczek "Solidarności”. Ale mam swoje zasady, nigdy nie pozwoliłem, żeby takie zdjęcia ujrzały światło dzienne.

Smutek fotografa

Od siedmiu lat Stanisław Papciak już nie fotografuje. Na emeryturze aparat trzymał dosłownie kilka razy. Minoltę, którą fotografował w latach 80., bierze do ręki specjalnie dla nas. Nie ma już zdrowia na zdjęcia.
Na początku lat 90. tworzone wraz z młodzieżą miejskie archiwum fotograficzne zostało zlikwidowane w bardzo dziwnych okolicznościach. Część zdjęć Papciaka została przeniesiona do różnych miejsc, część trafiła na śmietnik. Wie o tym, bo znajomi znajdowali fotki z jego pieczątką na odwrocie.
Dlatego zdjęć, które mu zostały, Stanisław Papciak nie chce już oddawać żadnej puławskiej instytucji. W Puławach powstaje wprawdzie archiwum miejskie, ale jego zdjęcia prawdopodobnie trafią do Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej. - Szkoda mojej pracy. A tam są ludzie, którzy naprawdę zadbają o te zdjęcia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!