poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Rolnictwo

Pasze GMO w Polsce jeszcze przez cztery lata

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 stycznia 2012, 13:40

 (Dorota Awiorko-Klimek)
(Dorota Awiorko-Klimek)

Ministerstwo rolnictwa zamierza przygotować przepisy wydłużające o cztery lata okres kończącego się w tym roku moratorium na zakaz używania pasz genetycznie modyfikowanych w żywieniu zwierząt - poinformował PAP wiceminister rolnictwa Andrzej Butra.

Zdaniem Butry przedłużenie moratorium o kolejne cztery lata - to czas dla Komisji Europejskiej, która powinna ostatecznie wypowiedzieć się, czy Europa ma być wolna od GMO, mimo że żywność wytwarzana na naszym kontynencie będzie wówczas niekonkurencyjna na światowym rynku.

Zakaz stosowania pasz GMO w naszym kraju wprowadziła ustawa o paszach z 2006 r. Miał on obowiązywać do połowy 2008 roku, jednak pod naciskiem producentów mięsa i pasz znowelizowano w 2008 r. ustawę i przedłużono termin zawieszenia obowiązywania tego zakazu do końca 2012 roku. W tym czasie w Polsce miała się zwiększyć uprawa roślin wysokobiałkowych (jak lucerna, bób, peluszka) tak, by można było zastąpić soję GMO, sprowadzaną głownie z Argentyny.

Jednak, mimo wieloletniego programu upowszechniania roślin białkowych i dodatkowych dopłat do ich uprawy, nadal pozyskuje się ich zbyt mało, by mogły one zastąpić stosowaną w paszach śrutę z genetycznie modyfikowanej soi.

Jak tłumaczył Butra, takie pasze są stosowane we wszystkich krajach UE i wprowadzenie zakazu ich wykorzystywania tylko w naszym kraju spowoduje wzrost kosztów produkcji i niekonkurencyjność polskiego mięsa, a nie uchroni polskich konsumentów. Dodał, że mięso pochodzące od zwierząt karmionych modyfikowaną soją zjadamy już od dawna.

Za dalszym dodawaniem do pasz soi GMO opowiada się wiele organizacji producenckich, m.in. Izba Zbożowo-Paszowa. Według Izby, śruty sojowej nie da się zastąpić krajowym białkiem roślinnym. Opinię tę podzielają eksperci Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej, zdaniem których stosowanie innych komponentów pasz zamiast soi jest nieopłacalne. Gdyby moratorium nie zostało przedłużone, to zakaz najbardziej dotknąłby produkcji drobiu, doprowadzając do upadku wiele ferm.

Według IERiGŻ, soję można częściowo zamienić, dodając do pasz mączki mięso-kostne, ale na razie obowiązuje unijnych zakaz ich stosowania w żywieniu zwierząt. Jak poinformował Butra, Polska stara się o zniesienie tego zakazu i prawdopodobnie uzyska na to zgodę w połowie tego roku. Chodzi o możliwość tzw. krzyżowego stosowania mączek, czyli np. dodawania do pasz dla trzody mączek drobiu.

Polska importuje rocznie 1,8-2,0 mln ton śruty sojowej. W strukturze zużycia surowców wysokobiałkowych prawie 93 proc. stanowią śruty oleiste, głównie sojowa, 6 proc. to nasiona strączkowe, a 1 proc. to mączki rybne. Tegoroczna produkcja pasz przemysłowych w Polsce szacowana jest na 8,15 mln ton; ma być o ponad 3 proc. wyższa niż w 2010. (PAP)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
peter
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

peter
peter (27 czerwca 2012 o 13:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To skandal! Pomimo jednoznacznych protestów organizacji społecznych, ekologicznych, rolników, naukowców i zapewnień politycznych decydentów, że Polska nie chce GMO, interes biotechnologiczny w Polsce nie słabnie. Politycy po raz kolejny chronią GMO przed zakazami, powołując się na prawo UE. 11 krajów UE wprowadziło całkowity zakaz upraw GMO, pomimo, że obowiązuje ich to samo prawo w tym zakresie, co nas. Wbrew deklaracjom, w tym premiera, min. rolnistwa i min. środowiska, brakuje decyzji, które przybliżyłyby Polskę do krajów wolnych od GMO. Polski minister rolnictwa wciąż nie potrafi jednoznacznie potwierdzić, że uprawy GMO w Polsce są legalne czy nie? Oficjalnie nie chcemy GMO, ale na wniosek posłów Klubu PO, dochodzi do przedłużenia moratorium na zakaz możliwości "wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych(...)", aż do roku 2017! Argumentacja bywa powalająca, np. że zwiększy się konkurencyjność polskich producentów; przecież to tańsze pasze GMO wypierają rodzimych producentów zdrowych pasz, tak jak celem przemysłu biotechnologicznego jest zdominować i wyprzeć uprawami GMO rodzime uprawy.

Jeśli politycy powołują się na przepisy UE to warto wiedzieć, że kwestie pasz genetycznie zmodyfikowanych i organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego regulują w szczególności przepisy rozporządzenia (WE) nr 1829/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 września 2003 r. w sprawie genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy (Dz. Urz. UE L 268 z 18.10.2003, str. 1; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 13, t. 32, str. 432). Zgodnie z tym rozporządzeniem pasze genetycznie zmodyfikowane, przed wprowadzeniem do obrotu muszą zostać poddane szczegółowej procedurze, w trakcie której weryfikowane jest ich bezpieczeństwo dla zdrowia ludzi, zwierząt oraz dla środowiska naturalnego. Genetycznie zmodyfikowane pasze mogą być wprowadzane do obrotu jedynie wtedy, gdy nie wywierają szkodliwych skutków w tym zakresie (art. 16 ust. 1 lit. a rozporządzenia nr 1829/2003). Tymczasem dotychczas nie przeprowadzono żetelnych badań i wyniki wpływu GMO na zdrowie zwierząt i ludzi nie są znane. Badania, na jakie powołują się posłowie w uzasadnieniu wniosku, dotyczyły wpływu stosowania GMO na jakość pasz i produktów zwierzęcych, o badaniach nad wpływem na zdrowie zwierząt i ludzi nie ma tam mowy. W świetle tego przepisu decyzja znosząca zakaz "wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych(...)" jest sprzeczna z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego na który powołują się politycy. Autorzy argumentacji przekonują, że zniesiony zakaz obrotu paszami GM daje możliwość przeprowadzenia szerszych badań, co brzmi jak horror: politycy i naukowcy eksperymentują na zwierzętach i ludziach? Dotychczas żaden z koncernów biotechnologicznych nie podjął się przeprowadzenia żetelnych badań, natomiast często dochodzi do presji na naukowców i zatajania niechcianych wyników. W obliczu braku danych możemy nie stosować GMO w żywieniu ludzi i zwierząt dopóki wpływ na zdrowie będzie znany, lub powołać się na niezależne badania naukowe, m.in. uznanego biohemika prof Pusztai, które dowiodły negatywnych zmian w organizmach myszy karmionych roślinami GM.

Użycie przez posłów wnioskodawców słów "wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania" może dopuszczać możliwość również upraw GMO z przeznaczeniem na paszę. Powszechnie wiadomo, że koegzystęcja upraw rodzimych i GMO nie jest możliwa ze zględu na pylenie rolślin. Warto wiedzieć, że, szczególnie w sytuacji uprawomocnienia się przepisów ACTA, uprawa skażona pyłkami roślin GMO staje się własnością korporacji, która ma patent na określoną roślinę. To oznacza zniknięcie w krótkim czasie rodzimych upraw i uzależnienie od dostaw korporacyjnych nasion i ich chemicznych środków ochrony roślin, których GMO potrzebują coraz więcej. W świetle interesów narodowych oznacza to zagrożenie dla polityki żywieniowej państwa. Na nic protesy pszczelarzy, którzy alarmują o wymieraniu pszczół na skutek nadużyć chemicznych środków ochrony roślin, na nic ostrzeżenia Polskiej Akademii Nauk (Oświadczenie Komitetu Ochrony Przyrody PAN), politycy ostrożnie, ale konsekwentnie i z troską wypisaną na twarzach lobbują na rzecz interesów koncernów biotechnologicznych. Jeśli nie chronią naszych interesów, to czyje?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!