wtorek, 21 listopada 2017 r.

Rozrywka

246 kilometrów jak z bicza strzelił

  Edytuj ten wpis

Jacek Łabudzki z Sandomierza w pięknym stylu wbiegł do historii.

Jako pierwszy zawodnik z Kielecczyzny i pierwszy polski lekarz pokonał trasę Spartathlonu, która wiedzie z Aten do Sparty i liczy 246 kilometrów!

Bieg zaczął się w piątek o godzinie 7 rano pod Akropolem, a zakończył dzień później w Sparcie, przed pomnikiem Leonidasa. Na przebiegnięcie tego morderczego dystansu Łabudzki potrzebował 33 godzin, 18 minut i 11 sekund. Tyle samo, co jego kolega Zbigniew Malinowski, który został sklasyfikowany na 61. miejscu, o jedną pozycję wyżej od lekarza z Sandomierza. Zwyciężył Scott Jurek ze Stanów Zjednoczonych - uzyskał znakomity wynik 22 godziny, 20 minut i jedną sekundę.

• Doszedł już pan do siebie po tym nadludzkim wysiłku?

- Jest coraz lepiej. Najgorszy był drugi dzień. Każdy schodek, każda nierówność dawały się mocno we znaki. Chodziło się na sztywnych nogach. Teraz mógłbym już iść na delikatny rozruch (śmiech), ale na razie tego nie zrobię, zaczekam do przyszłego tygodnia. Organizm dostał w kość i musi się zregenerować. Domaga się cały czas jedzenia. Jem jak nigdy. Zazwyczaj posiłki wysokokaloryczne, im więcej na talerzu, tym lepiej.

• 246 kilometrów to dla większości osób kosmiczny dystans. Pana nie przerażał?

- Sam dystans nie. Przerażały mnie klimat, temperatury i różnice wzniesień na trasie. Góry dla mnie nie są problemem, ale góry w drugiej części takiego biegu to już robią wrażenie. W pewnym momencie byliśmy na 200 metrach nad poziomem morza, a przewyższenia było tysiąc metrów. Mógłbym to porównać z wejściem z Morskiego Oka na Rysy, mniej więcej takie to było przewyższenie. Ostatni odcinek był w kruchej skale, ja go pokonywałem o 2 w nocy. Tam nie dało się biec, trzeba było iść. Ale to nie był spacerek, tylko szybki marsz.
Ile miał pan przerw na trasie?

- Trzy, a może cztery pięciominutowe na masaż i dwie dziesięciominutowe na sen. Człowiek trochę poleżał na materacu, oko się zamknęło, ale czy uciąłem sobie drzemkę w tym momencie, to nie wiem. Zaraz podchodził organizator, mówił "go!”, trzeba było biec dalej i walczyć z czasem i swoimi słabościami. Nie da się opisać tego, co człowiek przeżywał na ostatnich kilometrach. Jak się dobiegało do mety, to głównie siłą woli. Wszystko bolało, ale o tym się nawet nie myślało. Trzeba było skończyć i tyle. A jak już się skończyło, to okazało się, jaki to był ogromny wysiłek. Nogi spuchnięte, stopy jak banie, miałem też pokaźnego krwiaka.

• Ale na mecie mógł się pan poczuć jak bohater.

- Tak, dużo ludzi, brawa, piękna sceneria, jak spiker wyczytywał nazwisko, to faktycznie człowiek mógł się poczuć jak bohater. Najpierw podbiegłem do pomnika króla Leonidasa, który jest obdarzany dużym szacunkiem w Sparcie. Pocałowałem go w palec u nogi, to taki rytuał. Później podeszły dziewczyny ubrane jak starożytne Spartanki, założyły wieniec laurowy na głowę, dały do wypicia wodę życia ze specjalnej czarki. Następnie przechodziło się do namiotu medycznego. Tam panie zdejmowały buty, skarpetki, myły nogi, zakładały białe kapcie. A potem każdy z nas dokładnie był badany przez lekarza. Wieczorem było uroczyste zakończenie biegu w Sparcie, a drugie już w Atenach, tam dostawaliśmy medale.

• Dlaczego zdecydował się pan na tak morderczy dystans?

- Bo lubię wyzwania. Najpierw przebiegłem sto kilometrów, nie zadowoliło mnie to. Szukałem czegoś nowego. I zdecydowałem się na Spartathlon. Teraz mogę już powiedzieć, że jestem w czołówce ultramaratończyków w Polsce.

• Pobiegnie pan jeszcze kiedyś Spartathlon?

- Nie mówię nie. Na pewno nie za rok, ale może kiedyś, jak odpocznę. Zobaczymy.

Rozmawiała Dorota Kułaga
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!