sobota, 21 października 2017 r.

Rozrywka

Miałem szafę pełną kasy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 lipca 2008, 18:52

Rozmowa z Dariuszem Michalczewskim, polskim bokserem zawodowym

Boksem zajął się w wieku 12 lat. W 1988 roku wyjechał do Niemiec, gdzie przeszedł na zawodowstwo. Był mistrzem świata, mistrzem interkontynentalnym. Jako pierwszy bokser w historii unifikował pasy mistrzowskie organizacji WBA, IBF i WBO. Ma na koncie 48 walk wygranych i 2 walki przegrane. W 1997 roku wziął udział w nagraniu singla Lady Pank, występował na koncertach tego zespołu i grupy Scorpions. Niedawno nagrał swój pierwszy teledysk z grupą Snajper

• Mówi pan, że zarabiał u nas duże pieniądze. To był schyłek komunizmu?

- Wtedy były takie czasy, że zarabiałem bardzo dużo i nie było gdzie tego wydawać. Był taki okres, że z żoną wyciągaliśmy rzeczy z szafy, by tam chować gotówkę, jaką dostawałem za walki w Czarnych Słupsk. Nie było co z tą kasą robić. Jak ją zamieniłem na dolary, a to był 1988 rok, to była inflacja. Szybko nam te pieniądze stopniały i w Niemczech, do których wtedy wyjechałem, musiałem iść na budowę, aby zarabiać na rodzinę. Jednak do dzisiaj wspominam, że te pieniądze w Słupsku były duże. Miałem satysfakcję. To, że leżą w szafie, dawało mi poczucie bezpieczeństwa.

• Mógł pan tapetować banknotami mieszkanie?

- Myślę, że w tamtych czasach tak. Za kontrakt dostałem wtedy półtora miliona złotych, był 1986 rok. Zarabiałem miesięcznie 150 tysięcy złotych. Miałem osiemnaście lat. To była kupa kasy.

• Dostał pan od Czarnych samochód?

- Oczywiście. Wypasionego wartburga.

• Jeździł pan nim?

- Nie, bo nie miałem prawa jazdy.

• Co się stało z tym samochodem?

- Sprzedałem przed moim wyjazdem z Polski. A właściwie mój kolega mi to pomógł zrobić. Nie za bardzo się tym nawet interesowałem. Tomek Wolsztyniak, kumpel z piaskownicy, załatwiał za mnie takie sprawy. Do dzisiaj współpracujemy. On namówił mnie do stworzenia fundacji pomagającej młodym ludziom w uprawianiu boksu. Powiedział kiedyś "ruszaj dupę i chodź, pomożemy tym chłopakom. Tyle dostałeś od tego sportu, to pokaż im, co mogą osiągnąć”.

• Co pan odpowiedział?

- Krótko. Jak zorganizujesz to wszystko, jak mnie ustawisz, to robimy to. Ja jako pięściarz nie jestem dobrym organizatorem. Robię wszystko na gwizdek. On to postawił na nogi i dzięki temu pomagamy ludziom. To wypływa z mojego serca. Jak ja kiedyś byłem młody i widziałem obok mnie na treningu, jak walczy zawodnik w dresie adidasa z napisem "Polska”, to miałem ogromną motywację. Wiedziałem, do czego zmierzam.

• Czy amatorstwo w Polsce jeszcze się sprawdza? Czy może powinno być już tylko zawodowstwo?

- Nie ma dobrego profesjonalnego boksu bez amatorstwa. Bez sukcesów wśród amatorów rzadko można zostać mistrzem. Nie chodzi tylko o stronę sportową, ale o wychowawczą. O pokorę. Trzeba robić krok po kroku w amatorstwie, tam się przebić, aby być potem kimś w boksie zawodowym. Ja i moja fundacja chcemy skierować negatywną energię dzieci w odpowiednim kierunku. Boks jest taką dyscypliną, która w tym pomaga. Trening jest w niej bardzo ciężki. Jeśli ci chłopcy pójdą na zajęcia na halę, to nie będą potem bić starszych pań przed automatami z pieniędzmi. Oni nie będą mieli siły na to i będą nauczeni, że tych swoich pięści nie mogą używać przeciwko słabszym i takim, co się nie potrafią bronić. Użyją rąk tylko w ringu. Boks i kariera to taka szkoła życia.

Rafał Szymański
Głos Koszaliński
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!