INNE

Justyna Marciniak: Podążam swoją drogą


fot. Adam Mruk/justynamarciniak.pl
fot. Adam Mruk/justynamarciniak.pl

Rozmowa z Justyną Marciniak, podwójną złotą medalistką mistrzostw świata, które odbyły się w poprzednim tygodniu w Krakowie

Dość cicho było ostatnio o Justynie Marciniak, dlatego występem w Krakowie zaskoczyła pani wielu kibiców. Cisza sprzyja mocnemu treningowi?

Po prostu zaczęłam robić inne rzeczy. Cztery lata temu przeprowadziłam się do Warszawy. Rzeczywiście ostatnio mniej się o mnie mówi w kontekście karateczki. W czerwcu jednak zostałam mistrzynią Polski w kumite. Jestem również jedną z trenerek kadry juniorek.

Co robi pani w stolicy?

Oprócz ćwiczenia karate zajmuję się dietetyką i treningami personalnymi. Zawsze byłam tym zainteresowana, dlatego teraz cieszę się, że wreszcie mogę się poważnie tym zajmować.

Czyli idzie pani drogą wytyczoną przez Annę Lewandowską. Ona również zaczynała od karate.

Nie, ja jestem Justyną Marciniak i podążam swoją drogą. Jako zawodniczka miałam zawsze spore ambicje. Odniosłam wiele sukcesów, a jedną z ich przyczyn było połączenie odpowiedniego żywienia z dobrze dobranym treningiem.

Co zmieniło się w pani treningu przez dwadzieścia lat kariery?

Przede wszystkim teraz trenuje dużo mądrzej. Nie zajeżdżam się tak jak kiedyś. Dojrzałam i wiem, jakie są potrzeby mojego ciała. Ono przede wszystkim potrzebuje regeneracji i indywidualnej diety.

Dużo ma pani klientów?

Na brak nie narzekam. Ostatnio dużo czasu poświęcałam na przygotowanie się do mistrzostw świata w Krakowie. Myślę, że teraz moja firma powinna ruszyć jeszcze mocniej. Kiedy pracuję z moimi klientami, to zawsze układam im indywidualną dietę. Bardzo istotne są dla mnie badania krwi. Mam też kilka innych projektów. W grudniu wydaję książkę o karate, która będzie przeznaczona dla dzieci. Będzie dużo grafiki, a także wiele interesujących historii.

Porozmawiajmy nieco o zawodach w Krakowie. Zdobyła pani tam trzy medale – dwa złota i jeden brąz. Ten dorobek chyba może zadowalać?

Tak, chociaż w fuku-go również powinnam była walczyć o złoto. Niestety z Marią Deptą zostałyśmy źle rozpisane, przez co spotkałyśmy się już w półfinale. Tak naprawdę, to powinnyśmy zmierzyć się w finale. Przegrałam z nią 2:3 i to tylko zmotywowało mnie do lepszego startu w kumite. Tam było naprawdę ciężko, bo od czterech lat jestem mistrzynią świata w tej konkurencji, więc wszystkie rywalki nastawiały się na mnie i dokładnie obserwowały, co robię. Moja dojrzałość i opanowanie pozwoliły mi jednak zdobyć złote momenty. Cieszę się, bo w kilku pojedynkach zaliczyłam spektakularne akcje.

Zajęła pani pierwsze miejsce zarówno w rywalizacji drużynowej, jak i indywidualnej. Które złoto dało większą satysfakcję?

Jestem indywidualistką i lubię wygrywać. Start drużynowy jednak również przyniósł mi mnóstwo radości. Byłam najbardziej doświadczona i czułam się odpowiedzialna za drużynę. Starałam się moje koleżanki dodatkowo motywować. W końcu start z orzełkiem na piersiach to olbrzymie wyróżnienie.

Co dalej z karierą Justyny Marciniak?

Chcę zajmować się dietetyką i promocją karate. Ten sport dał mi mnóstwo radości przez dwadzieścia lat mojej kariery. Teraz chcę mu dać nieco od siebie. Chcę przekazywać radość innym zarówno jako trener, jak i ekspert dietetyczny.

Czytaj więcej o: karate justyna marciniak
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!