sobota, 25 marca 2017 r.

Świdnik

Legendarne motocykle WSK w starym kadrze (wideo)

Dodano: 30 grudnia 2010, 16:15

 (Kadry z filmu)
(Kadry z filmu)

Złośliwi mówili na nie Wiejski Sprzęt Kaskaderski, albo czarna rozpacz. Choć liczą sobie ponad pół wieku, mają do dziś swoich wiernych fanów. Mowa o legendarnych wueskach, które ożyły na starych, filmowych kliszach odnalezionych w magazynie WSK PZL-Świdnik

Rozmowa z Piotrem Jankowski zajmującym się promocją w Urzędzie Miasta Świdnik

• Dziś już rzadko widuje się takie klisze. Gdzie je odkopaliście?

– To było na początku roku. Zbierałem materiały związane z historią miasta, lotniska i zakładu. Ówczesny rzecznik spółki, Janek Mazur, pokazał mi raj szperaczy, czyli niepozorny blaszany magazynek na terenie zakładu, gdzie na półkach leżały materiały reklamowe sprzed lat, a wśród nich dziesiątki szpul z filmami 16 mm.



- Przy okazji tworzenia Motostrefy, czyli muzeum świdnickiej wueski, Grzegorzowi Dorobie udało się wraz z motocyklami wypożyczyć z zakładu materiały reklamowe i kilkadziesiąt filmów. Na początku zgodzono się nam wypożyczyć te dotyczące motocykli. W ten sposób trafiły do nas 24 szpule ze starymi taśmami 8 i 16 milimetrowymi, dość lakonicznie opisane: "motocykle”, "helikoptery”. Nie mieliśmy pojęcia co na nich jest.

• Nikt z zakładu nie wiedział, co to za taśmy?

– Podejrzewaliśmy, że jest na nich kawałek historii zakładu. Postanowiliśmy je wypożyczyć i przegrać na formaty cyfrowe, żeby można je było obejrzeć i wrzucić do internetu. Znaleźliśmy firmę, która się tym zajęła i... 5 filmów jest już gotowych.

• Było zaskoczenie po pierwszym seansie?

– I to jakie! Zacznę od najdłuższego filmu, dokumentalnego, zrealizowanego przez Polfilm w 1982 r. Dokument sięga jeszcze czasów przedwojennych, przedstawia historię świdnickiego lotniska, szkoły pilotów, pokazuje jak powstawał Świdnik, jak budowano WSK PZL-Świdnik.



- To kawał historii miasta obrazujący przedwojenne tradycje lotnicze, ale i pochody pierwszomajowe czy wizyty Edwarda Gierka. Oglądamy też, jak powstawały pierwsze śmigłowce i motocykle w zakładzie. No i widzimy "współczesny” Świdnik, z początku lat 80.

• Drugi film zaskakuje jeszcze bardziej.

– Rzeczywiście, jest niesamowity! To fabularyzowana historyjka, zrealizowana prawdopodobnie na przełomie lat ‘60 i ‘70. Film jest czarno-biały, bez dźwięku, ale zrobiony z rozmachem i ciekawą fabułą. Oto na przystanku Jeziorko czeka grupa podróżnych zniecierpliwionych oczekiwaniem na autobus. Patrzą na zegarki, denerwują się. Nagle zza zakrętu wyjeżdża lśniąca wueska i pędzi przed siebie z zawrotną prędkością, wirują koła, wskazówka prędkościomierza odchyla się... Niemal przeskakuje przez drewniany mostek i wjeżdża do lasu. A na drugiej wuesce nadjeżdża młoda dziewczyna. Stawiają swoje motocykle obok siebie, nachylają się do pocałunku. Kamera odjeżdża na motocykle i... film się kończy.



• Wiadomo, kto wystąpił w tym filmie?

– Mam swoje podejrzenia, jeśli chodzi o mężczyznę na motocyklu. To najprawdopodobniej Krzysztof Komenda, świdnicki rajdowiec, konstruktor i wynalazca, wielki miłośnik wuesek i przy okazji świetny motocyklista. Rozmawiałem z nim i przyznał, że wystąpił w kilku filmach o wueskach. Cieszy się, że udało się trafić na film, którego sam od lat bezskutecznie poszukiwał.

• A o czym są kolejne przegrane filmy?

– I tu trafiliśmy na prawdziwe perełki. To dwie kreskówki ze ścieżkami dźwiękowymi zrealizowane przez kultowe Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Ich realizatorami są m.in. Alojzy Mol i Otokar Balcy, pracujący przy "Reksiu”, "Bolku i Lolku” czy "Porwaniu Baltazara Gąbki”, zaś autorem muzyki jest Tadeusz Kocyba; współautor muzyki do "Bolka i Lolka”.

- Pierwsza kreskówka zaczyna się hasłem "Motocykle z WSK to nie luksus to wygoda”. Potem widzimy jak świetnie radzą sobie w różnych sytuacjach takie modele wuesek jak Perkoz, Gil, Kobus, Lelek, Dudek, czy Bąk. To świetna, dowcipna reklamówka, którą ogląda się z łezką w oku. Druga kreskówka jest w angielskiej wersji językowej i prezentuje śmigłowiec Mi-2. Też jest fantastyczna. Oba filmy zostały zrealizowane na najwyższym artystycznym poziomie. A przy okazji są ciekawym materiałem historycznym.



• Co może być na kolejnych filmach?

– Do przegrania zostały jeszcze taśmy z pozostałych 18 szpul, które już przesłaliśmy do digitalizacji. Co na nich jest? Pojęcia nie mam. Spodziewamy się kolejnej dawki historii świdnickich motocykli, zakładu, miasta. W kolejce na digitalizację czekają też filmy lotnicze pozyskane ze świdnickiego aeroklubu.

-Wszystkie będzie można zobaczyć na portalu historycznym "Świdnik na kartach historii”. Chcemy w ten sposób budować tożsamość naszego miasta, które uważane jest za miasto bez historii. A przecież Świdnik ma być z czego dumny: przedwojenne tradycje lotnicze, strajki lipcowe 1980 roku. No, a nasza poczciwa wueska to w końcu pojazd, który zmotoryzował całą Polskę. Zapraszam do odwiedzin Motostrefy WSK, osobiście lub poprzez wirtualny spacer, w którym można wziąć udział wchodząc na stronę www.mok.swidnik.pl/wsk.



Ach, te wueski…

-Motocykle zaczęto montować w WSK we wrześniu 1954 roku. W ciągu jednego roku powstało 3126 sztuk jednośladów. Początkowo produkowano motocykle opracowane w Warszawskiej Fabryki Motocykli (WFM), jednak później podejmowano własne prace konstrukcyjne. Różne wersje, od motocykla oznaczonego MO6, z silnikiem 125 cm3, po motocykle o nazwach Gil, Kobuz, Lelek, Dudek, Bąk i najnowocześniejszy Perkoz, stały się znane w całym kraju.

Rozsławiły Świdnik

Dzięki produktom WSK, motocyklom i śmigłowcom, Świdnik stał się znany w kraju i poza granicami. Cała Polska nuciła wraz z Danutą Rinn i Bogdanem Czyżewskim piosenkę o motocyklu WSK "W-jak wiosna, S-jak Stach, K-jak kocham Stacha wiosną, WSK”. Na zamówienie WSK powstały piosenki dla Daniela, któremu na wydanym przez Polskie Nagrania singlu akompaniował Kwartet Warszawski, zespół kompozytora Bogdana Kezika. Studio Filmów Rysunkowych z Bielska-Białej wyprodukowało zaś reklamowe kreskówki o motocyklach.

Dookoła świata

Motocykl WSK, produkowany w wielu wersjach, był wszechobecny na drogach polskich wsi i miasteczek, ale również Europy i świata. To na takim motocyklu, WSK-125, 1 lipca 1974 r. spod krakowskich Sukiennic student zootechniki, Marek Michel, wybrał się w podróż dookoła świata. Trasa podróży dookoła świata wiodła przez Niemcy, Francję, Hiszpanię, Maroko, Tunezję, Libię, Egipt, Liban, Syrię, Turcję, Iran, Afganistan, Pakistan, Indie, Tajlandię, Australię, Fidżi, Stany Zjednoczone, Holandię, Belgię, a następnie ponownie przez Francję i Niemcy do Krakowa. W drogę podróżnik zabrał ze sobą śpiwór, 15 kg różnego rodzaju części zapasowych, 100 negatywów, aparat fotograficzny i... dwie kanapki przygotowane przez troskliwą matkę.

W średnim tempie

"Tempo podróży było różne, średnio 500 km na dobę. Nie były to oczywiście najwyższe nasze możliwości, to jest moje i motocykla. Zdarzyło się bowiem, że na odcinkach pustynnych maksymalne przebiegi wynosiły około 1000 km na dobę. W tej sytuacji, rzecz jasna, zmęczenie podróżą było obłędne” – pisał Michel.

W ciągu 117 dni Marek Michel pokonał motocyklem prawie 40 tysięcy kilometrów. W liście wysłanym do Świdnika z radością zawiadamiał, że podróż dookoła świata na "doskonałym motocyklu WSK-125 (...) zakończyła się sukcesem”. Piotr Jankowski "Kartki z historii Świdnika”
Czytaj więcej o:
kamil
wjz
adampolek
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

kamil
kamil (14 września 2014 o 22:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Tylko ze to wsk zmotoryzowała całą polskę a nie junak i sokół . Wsk zostanie w naszej pamięci  jako leganda ,bo była niezawodna i praktyczna.

Rozwiń
wjz
wjz (9 stycznia 2011 o 09:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeździłem WSK 125 "Gil" z roku 1979.
Świetna maszyna ! Praktycznie - bezusterkowa.
W latach osiemdziesiątych WSK-PZL Świdnik czyniły przygotowania do podjęcia produkcji nowoczesnego motocykla, z silnikiem na licencji jednej z firm japońskich, który to motocykl miał zastąpić dopracowaną przez lata, ale nieco przestarzałą, dotychczasową konstrukcję.
Szkoda, że do tego nie doszło
Rozwiń
adampolek
adampolek (2 stycznia 2011 o 10:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jakaś legenda to jest. Ale trzeba powiedzieć, że cud techniki a zwłaszcza jakości to nie był. Po wprowadzeniu niewiele przed 1960 produkcji taśmowej nosił wszelkie znamiona "masówki". Czyli tandety. A w latach 70 tandety do kwadratu. W tym okresie miałem okazję obserwować pracę działu reklamacyjnego. Zatrudniał więcej pracowników niż dział serwisowy śmigłowca. Non stop po kraju jeździły 3-4 "nyski" rozwożące części do stacji obsługi. Miało miejsce kilka procesów sądowych wytoczonych przez ofiaru rozlatujących się na drodze motocykli. Przeważnie z powodu złej jakości spawania. I WSK buliło, oj buliło odszkodowania. Temu wyrobowi chromy, kolorwe lakiery, wygięte kierownce mogły pomóc jak puder na syfilisa. Uważam, że nie było sensu kontynuwania produkcji takiego bubla. Szanse na zmianę były zerowe. A decyzję można było podjąć 5-7 lat wcześniej.
Rozwiń
Gość
Gość (1 stycznia 2011 o 16:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Baton - goowno się znasz
Rozwiń
gimarowiec
gimarowiec (1 stycznia 2011 o 14:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
baton a co Ty pie...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24