poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Świdnik

Tłum dziennikarzy z całego kraju szturmował wczoraj posesję Witolda W. w Świdniku. Bez powodu. Były pracownik Służby Bezpieczeństwa miał być zatrzymany w związku z aferą lustracyjną Zyty Gilowskiej. A siedział... w domu

Witold W. to mąż Urszuli, długoletniej przyjaciółki Zyty Gilowskiej. Była wicepremier uważa, że to przez niego znalazła się w opałach. W sobotę, będąc z wizytą na Lubelszczyźnie, publicznie apelowała: Urszula, czy ty Boga w sercu nie masz, przecież twój mąż najwyraźniej mnie wrobił w jakąś gigantyczną historię, tak przynajmniej twierdzą faceci od służb. Jeśli nawet nie jest winny, to musi coś wiedzieć.
Ale mąż Urszuli W. nie był wczoraj zbyt rozmowny. Za próg wpuścił tylko dziennikarkę tygodnika "Przekrój”. Z innymi rozmawiał przez telefon.
- Jestem w kropce, nie mogę nic powiedzieć, bo obowiązuje mnie tajemnica służbowa. Nie wynosiłem żadnych dokumentów. I nie jestem zatrzymany. Pracowałem w kontrwywiadzie i zajmowałem się poważnymi sprawami. Wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem już rok temu Instytutowi Pamięci Narodowej - stwierdził tylko.
Nie powiedział jednak, że ma proces za wynoszenie tajnych akt z Urzędu Ochrony Państwa. A utajniony toczy się od 2003 r. w Sądzie Rejonowym w Lublinie. Były esbek, dziś na emeryturze, był nawet na trzy miesiące aresztowany. Dokumenty, o których mowa, mogły służyć do kompromitacji lokalnych polityków, być może także Gilowskiej.
Pewnie ten fakt zmylił posła Artura Zawiszę (Prawo i Sprawiedliwość), który wczoraj rano obwieścił w mediach, że zatrzymano jedną osobę w związku ze śledztwem dotyczącym ewentualnego "szantażu lustracyjnego” wobec Gilowskiej. Podejrzenie padło na Witolda W.
- Nie mam żadnych informacji o takim zatrzymaniu - powiedział Robert Bińczak, p.o. rzecznik prokuratora generalnego.
Zdymisjonowana w piątek wicepremier Gilowska twierdzi, że cała sprawa to gra mająca zmusić ją do odejścia z rządu. Dlatego już następnego dnia zawiadomiła prokuraturę, że padła ofiara "szantażu lustracyjnego”.

Chodzi o sprawę jej oświadczenia lustracyjnego, które zakwestionował rzecznik interesu publicznego.
Gilowska już dwa lata temu twierdziła, że krążą plotki o jej współpracy z SB. Miał je rozpuszczać prof. Mirosław Piotrowski, historyk KUL. Jednak dowodów na to nie było. - Nie mam z tą sprawą nic wspólnego - zarzeka się obecny eurodeputowany z ramienia LPR. - W czasie prac nad aktami IPN, nigdy nie zajmowałem się żadnymi dokumentami dotyczącymi Zyty Gilowskiej.
Andrzej Borys, szef lubelskiego IPN, twierdzi, że nie ma w Lublinie żadnych dokumentów o domniemanej współpracy Gilowskiej z SB. - Wszystko cokolwiek znaleziono, znaleziono w Warszawie - mówi.

Gilowska łapie oddech

Zamiast do prezydenta po dymisję, Zyta Gilowska przyjechała w sobotę w rodzinne strony po Kordelas Leśnika. Odebrała go z rąk Andrzeja Matysiaka, dyrektora generalnego Lasów Państwowych, w Starym Tartaku w Lasach Kozłowieckich.
- Ta uroczystość jest dla mnie milsza - skomentowała b. minister finansów. - Prezydenta przeprosiłam wszakże za nieobecność. Uroczystość z leśnikami była planowana od dawna.
Zyta Gilowska, w dyskretnym towarzystwie funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, nie odstępowana ani na krok przez asystenta politycznego Bartłomieja Denisa-Świerszcza, była wyraźnie rozluźniona. - Popatrzcie, tu są tylko przewodniki i mapy - żartowała, pokazując wszystkim zawartość otrzymanej od leśników torby. - A i tak muszę to wpisać w rejestr korzyści majątkowych.
Była wicepremier została uhonorowana za skuteczną obronę lasów przed prywatyzacją. - Ja z daleka odróżnię las prywatny od państwowego - mówiła Gilowska. - Las państwowy jest zadbany, czego nie można powiedzieć o prywatnym. Zdębiałam, gdy jeden z posłów poprzedniej kadencji powiedział, że jestem za prywatyzacją. Niebawem zaczęła się kampania
do Parlamentu Europejskiego, więc w całym kraju opowiadałam się za pozostawieniem lasów państwowymi. Nasze Lasy Państwowe są dziś wzorem dla całej Europy - zachwalała.
Podczas wręczania kordelasu (dawna broń paradna - red.) była wyraźnie wzruszona. - Do lasu mam stosunek wręcz nabożny - mówiła. - Te ostatnie wydarzenia to są nasze, ludzkie sprawy. A las był, jest i będzie.
Odniosła się tym samym do przyczyny swojego odwołania, rzekomego kłamstwa lustracyjnego. - Złożyłam już wniosek do prokuratora generalnego w sprawie szantażu lustracyjnego, którego byłam obiektem - stwierdziła. - Prosiłam o to premiera, ale tego nie zrobił. Niech prokuratura prowadzi śledztwo. Niech się nie zdaje, że teraz można Gilowskiej zamknąć usta. Muszę się też zwrócić do swojej wieloletniej przyjaciółki; Urszula, co twój mąż nawyrabiał, że teraz jestem wplątana w sprawy tak tajne, że nic nie mogę o nich wiedzieć.
Rafał Szostak

Kto jeszcze dostał kordelas

Odznaczenie otrzymali także: prof. Henryk Żybura - kierownik Katedry Hodowli Lasu SGGW w Warszawie, Janusz Paderewski - nadleśniczy Nadleśnictwa Międzyrzec Podlaski, Andrzej Kozak - nadleśniczy Nadleśnictwa Włodawa, Bazyl Kondratiuk - leśniczy w Nadleśnictwie Sarnaki, Róża Skrzyńska-Kochniarz - główna księgowa w Nadleśnictwie Lubartów oraz Marian Kurzyna - wiceprzewodniczący Rady Powiatu w Biłgoraju.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!