poniedziałek, 25 września 2017 r.

Świdnik

Nie bawcie się nami!

Dodano: 19 stycznia 2006, 16:16

Na spotkanie przyszedł cały sztab. Wszyscy są zbulwersowani, czują się skrzywdzeni i potraktowani bardzo niesprawiedliwie. - Nie rozumiemy skąd wzięły się zarzuty, że zajmujemy się polityką - mówią młodzi organizatorzy XIV Finału WOŚP w Świdniku.

A chodzi o słowa Artura Sobonia, rzecznika Urzędu Miasta i naczelnika Wydziału Strategii i Rozwoju. W zeszłym tygodniu powiedział o świdnickim finale WOŚP: " Co myśleć o tej imprezie, gdy okazuje się, że organizatorem nie jest Wielka Orkiestra Jerzego Owsiaka, a polityczne stowarzyszenie, na czele z radnym lewicy, Mariuszem Wilkiem, który próbuje zbić na podczepieniu się do tej akcji polityczny kapitał”.
Młodzi organizatorzy finału czują się skrzywdzeni taką oceną ich działalności.
- Przez wiele lat nie było w Świdniku finału WOŚP i nikt z Urzędu Miasta tym się nie przejmował - mówi Konrad Strzelecki. - Spontanicznie zorganizowaliśmy XII finał. Przecież wszyscy wtedy wkoło grali. Tylko my zostaliśmy zupełnie bez orkiestry. I właśnie wtedy poznaliśmy Mariusza Wilka, był jednym ze sponsorów finału. Sami zapytaliśmy, czy nam pomoże następnym razem. Tak właśnie do nas trafił.
I pomaga w organizacji imprezy już po raz drugi.
- Mariusz miał samochód, był cały czas na miejscu. Dlatego tym razem został szefem sztabu - tłumaczy Konrad Nierojewski. - A poza tym w regulaminie WOŚP jest zapisane, że sztab musi powstać albo przy jakiejś instytucji, albo organizacji. I dlatego powstał przy Stowarzyszeniu "Nasz Region”. I koniec. Więcej tajemnic w tym nie ma, a tym bardziej żadnej polityki.
Tym bardziej że młodzi ludzie próbowali najpierw zainteresować swoimi pomysłami instytucje miejskie.
- Na początku poszliśmy do MOK-u, ale nie byli zainteresowani organizacją finału - mówi Konrad Strzelecki. - A teraz nagle mają pretensje, że ktoś nam pomógł.
Tegoroczni organizatorzy orkiestry nie ukrywają, że posądzenie o polityczny podtekst finału mocno ich dotknęło.
- Czujemy się oszukani - oburza się Ania. - Przecież ten pan ani razu nie był w sztabie, nie widział, jak my pracujemy. Kto w ogóle dał mu prawo tak nas oceniać.
- W sumie było nas ok. 150 osób - mówi Paweł, który podczas finału opiekował się wolontariuszami. - My nikogo nie pytamy, jakie ma poglądy i czy należy do jakiejś partii. Po prostu jeśli chciał pomóc, to przychodził do nas.
Na koniec wolontariusze uroczyście przyrzekli: - Obiecujemy panu Soboniowi, że za rok znowu zrobimy orkiestrę - mówią. - Nieważne, co on o tym myśli.
Agnieszka Kalinowska

Sprawę zupełnie inaczej widzi rzecznik

- To jakaś burza w szklance wody - komentuje Artur Soboń. - Fakt, że wolontariusze nic nie wiedzieli o przynależności partyjnej organizatorów akcji, świadczy źle o samych organizatorach. Byłoby uczciwie przekazać taką wiedzę swoim współpracownikom. Wtedy nie byliby może tak zaskoczeni politycznym odbiorem akcji. Wydawało mi się zresztą, że przykład pewnego radnego z poprzedniej kadencji, który w jej końcówce firmował się jako Stowarzyszenie Obywatele dla Rzeczypospolitej i pod tym szyldem organizował finał orkiestry, czegoś nas jednak nauczył… Szkoda, że nie. Samym wolontariuszom należą się oczywiście słowa uznania. Bez nich oraz bez czasu antenowego i środków zainwestowanych przez telewizję publiczną, nie byłoby orkiestry. Dobrze natomiast byłoby, aby to styczniowe zaangażowanie młodych wolontariuszy trwało cały rok, a poryw serca nie skończył się taplaniem w błocie w rytm hałaśliwej muzyki przystanku Woodstock z hasłem "Róbta co chceta” na ustach…
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!